Autor: Jerzy Dudała | 2009-03-09
Aleksander Grad: Najgorsza jest niemoc
Jeżeli nie podejmiemy teraz wielu decyzji prywatyzacyjnych, to ministra skarbu zastąpi syndyk - mówi Aleksander Grad, minister Skarbu Państwa.
- Czego się pan najbardziej obawia, jeśli chodzi o dalszą prywatyzację?
- Najbardziej obawiam się tego, czy będą chętni do uczestnictwa w procesie prywatyzacji polskich firm. Obawiam się tego, czy inwestorzy będą mieli źródła finansowania zaplanowanych inwestycji. Dziś często inwestorzy chcieliby nabyć jakieś spółki, ale nie mają dostępu do finansowania. Tym bardziej musimy zwracać uwagę na to kto kupuje i jaka jest jego sytuacja. Do tej pory due dilligence było prowadzone w spółkach, które szły na sprzedaż. Obecnie natomiast musimy, często nieoficjalnie, zdobywać dane na temat tych podmiotów, które chcą nabyć od nas jakąś spółkę. Widzimy bowiem, jaka jest sytuacja na rynku. Niektóre firmy są, a już za pół roku nie ma po nich śladu.
Ostrożność jest więc wskazana.
- Czy dostrzega pan, że spada zainteresowanie polskimi firmami u potencjalnych inwestorów z zagranicy?
- Na pewno mamy teraz okres pewnego wahania się, wyczekiwania. Choć z drugiej strony byłem mocno zbudowany spotkaniami z różnymi inwestorami, które odbyłem ostatnio w Davos. Widać ogromne zainteresowanie polską gospodarką ze strony funduszy private equity. I dobrze, bo teraz wiele z nich zastanawia się, gdzie warto będzie ulokować swe środki. A Polska całkiem nieźle wypada na tle innych państw. To stwarza dla nas pewne szanse w trudnym czasie kryzysu.
- Czy jest jakiś błąd, który do dziś odbija się panu czkawką?
- Każdy popełnia błędy. Ten mój błąd związany jest ze stoczniami. Żałuję tego, że w styczniu 2008 roku nie zagrałem bardziej ostro z Komisją Europejską. Żałuję, że nie spróbowałem i nie wszcząłem postępowania prywatyzacyjnego od nowa. Wówczas może uniknęlibyśmy wszystkich późniejszych problemów.
Oczywiście, pani komisarz groziła wtedy, że natychmiast zostanie wydana decyzja o zwrocie pomocy publicznej. Ale teraz myślę sobie, że nie doszłoby do tego.
- Były minister skarbu Jacek Socha wielokrotnie podkreślał, że obecnie najgroźniejszy jest brak podejmowania decyzji i że lepsza jest nawet błędna decyzja podjęta pod presją czasu od decyzyjnej niemocy. Zgadza się pan z tym?
- Najbardziej obawiam się tego, czy będą chętni do uczestnictwa w procesie prywatyzacji polskich firm. Obawiam się tego, czy inwestorzy będą mieli źródła finansowania zaplanowanych inwestycji. Dziś często inwestorzy chcieliby nabyć jakieś spółki, ale nie mają dostępu do finansowania. Tym bardziej musimy zwracać uwagę na to kto kupuje i jaka jest jego sytuacja. Do tej pory due dilligence było prowadzone w spółkach, które szły na sprzedaż. Obecnie natomiast musimy, często nieoficjalnie, zdobywać dane na temat tych podmiotów, które chcą nabyć od nas jakąś spółkę. Widzimy bowiem, jaka jest sytuacja na rynku. Niektóre firmy są, a już za pół roku nie ma po nich śladu.
Ostrożność jest więc wskazana.
- Czy dostrzega pan, że spada zainteresowanie polskimi firmami u potencjalnych inwestorów z zagranicy?
- Na pewno mamy teraz okres pewnego wahania się, wyczekiwania. Choć z drugiej strony byłem mocno zbudowany spotkaniami z różnymi inwestorami, które odbyłem ostatnio w Davos. Widać ogromne zainteresowanie polską gospodarką ze strony funduszy private equity. I dobrze, bo teraz wiele z nich zastanawia się, gdzie warto będzie ulokować swe środki. A Polska całkiem nieźle wypada na tle innych państw. To stwarza dla nas pewne szanse w trudnym czasie kryzysu.
- Czy jest jakiś błąd, który do dziś odbija się panu czkawką?
- Każdy popełnia błędy. Ten mój błąd związany jest ze stoczniami. Żałuję tego, że w styczniu 2008 roku nie zagrałem bardziej ostro z Komisją Europejską. Żałuję, że nie spróbowałem i nie wszcząłem postępowania prywatyzacyjnego od nowa. Wówczas może uniknęlibyśmy wszystkich późniejszych problemów.
Oczywiście, pani komisarz groziła wtedy, że natychmiast zostanie wydana decyzja o zwrocie pomocy publicznej. Ale teraz myślę sobie, że nie doszłoby do tego.
- Były minister skarbu Jacek Socha wielokrotnie podkreślał, że obecnie najgroźniejszy jest brak podejmowania decyzji i że lepsza jest nawet błędna decyzja podjęta pod presją czasu od decyzyjnej niemocy. Zgadza się pan z tym?
KOMENTARZE (7)
polityczka
31.03.2009 17:03
jaki
26.03.2009 12:49
zyziodo
13.03.2009 23:30
