Aleksander Gudzowaty: Na celowniku służb
Jerzy Dudała - 2008-09-21
O mnie też mówili, że ze mnie oligarcha, choć mój układ z władzą polegał na tym, że władza mnie goniła, a ja uciekałem - mówi Aleksander Gudzowaty, prezes Bartimpeksu.
- Ma pan ostatnio spokój, czy też nadal uważa pan, że ktoś uderza w pana i w Bartimpex?
- Skończyliśmy okrutną wojnę, ledwie uniknęliśmy dintojry. Uderzono w Bartimpex, mało firma nie padła przez zakulisowe działania służb. Urząd Celny uparł się, by ukarać Akwawit-Brasco ogromną karą w wysokości około pół miliarda złotych za rzekomo nieprawidłowe sklasyfikowanie akcyzy na rozpuszczalnik. Na szczęście udało się nam udowodnić, że racja jest po naszej stronie. Wcześniej okazało się, że firma J&S jest gotowa przejąć Akwawit. Przypuszczamy, że miałby jej w tym pomóc ktoś ze środka firmy. Choć dowodów na to nie mamy. Ostatecznie wyszliśmy z tego cało, ale ponieśliśmy kilkadziesiąt milionów strat z tytułu przestoju Akwawitu.
- Coś pan się ostatnio często zawodzi na ludziach: Kaczmarek, Kossek.
- Tak, to niestety prawda. Być może nie potrafię sobie dobierać ludzi.
- Jak się wiedzie Bartimpeksowi na rynku?
- Wyniki mamy dobre. Za 2007 rokodnotowaliśmy sto dwadzieścia milionów złotych zysku netto.
- Co z rynkiem amerykańskim?
- Jesteśmy w fazie ustalania skutków współpracy z koncernem Lockheed Martin. Na razie koncernowi Lockheed Martin grozi z naszej strony proces za niedotrzymanie warunków umowy dotyczącej off setu. Oni nie zorganizowali zakupu towarów od nas. Nie zrobili nic, nawet nie zaczęli żadnych działań w tym kierunku.
- A przed kilkoma laty tak bardzo pan chwalił Amerykanów, że to wymagający, ale rzetelny
partner.
- Nadal tak uważam, tyle że są konsekwentni dla swoich interesów.
- A co z rynkiem rosyjskim?
- Na razie nic. Są prowadzone rozmowy na temat ewentualnych zakupów żelaza, cementu i innych towarów na tamtejszym rynku.
- Nie myślał pan, żeby rzucić ten biznes w diabły?
- Niedługo kończę siedemdziesiąt lat. Ale tacy, jak ja, pracują do śmierci.
- Kiedy rozmawialiśmy z sześć lat temu, to podkreślał pan, że biznes wyniszcza. Warto się dalej użerać?
- Gdybym miał godnego następcę, to ciepłe stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej bardzo by mi odpowiadało. Muszę znaleźć godnego następcę, a nie bardzo wiem, gdzie szukać. Miałem tu byłego ministra skarbu Wiesława Kaczmarka. Ledwo się otrzepaliśmy z tego pyłu, który po nim pozostał.
- Skończyliśmy okrutną wojnę, ledwie uniknęliśmy dintojry. Uderzono w Bartimpex, mało firma nie padła przez zakulisowe działania służb. Urząd Celny uparł się, by ukarać Akwawit-Brasco ogromną karą w wysokości około pół miliarda złotych za rzekomo nieprawidłowe sklasyfikowanie akcyzy na rozpuszczalnik. Na szczęście udało się nam udowodnić, że racja jest po naszej stronie. Wcześniej okazało się, że firma J&S jest gotowa przejąć Akwawit. Przypuszczamy, że miałby jej w tym pomóc ktoś ze środka firmy. Choć dowodów na to nie mamy. Ostatecznie wyszliśmy z tego cało, ale ponieśliśmy kilkadziesiąt milionów strat z tytułu przestoju Akwawitu.
- Coś pan się ostatnio często zawodzi na ludziach: Kaczmarek, Kossek.
- Tak, to niestety prawda. Być może nie potrafię sobie dobierać ludzi.
- Jak się wiedzie Bartimpeksowi na rynku?
- Wyniki mamy dobre. Za 2007 rokodnotowaliśmy sto dwadzieścia milionów złotych zysku netto.
- Co z rynkiem amerykańskim?
- Jesteśmy w fazie ustalania skutków współpracy z koncernem Lockheed Martin. Na razie koncernowi Lockheed Martin grozi z naszej strony proces za niedotrzymanie warunków umowy dotyczącej off setu. Oni nie zorganizowali zakupu towarów od nas. Nie zrobili nic, nawet nie zaczęli żadnych działań w tym kierunku.
- A przed kilkoma laty tak bardzo pan chwalił Amerykanów, że to wymagający, ale rzetelny
partner.
- Nadal tak uważam, tyle że są konsekwentni dla swoich interesów.
- A co z rynkiem rosyjskim?
- Na razie nic. Są prowadzone rozmowy na temat ewentualnych zakupów żelaza, cementu i innych towarów na tamtejszym rynku.
- Nie myślał pan, żeby rzucić ten biznes w diabły?
- Niedługo kończę siedemdziesiąt lat. Ale tacy, jak ja, pracują do śmierci.
- Kiedy rozmawialiśmy z sześć lat temu, to podkreślał pan, że biznes wyniszcza. Warto się dalej użerać?
- Gdybym miał godnego następcę, to ciepłe stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej bardzo by mi odpowiadało. Muszę znaleźć godnego następcę, a nie bardzo wiem, gdzie szukać. Miałem tu byłego ministra skarbu Wiesława Kaczmarka. Ledwo się otrzepaliśmy z tego pyłu, który po nim pozostał.
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- Następna strona
KOMENTARZE (5)
-
28.09.2010 09:24emeryt
-
17.06.2010 09:34Zdegustowana
-
05.03.2010 12:53Poznań



P.Gudzowaty
Jeśli sprzedam akcje PGNiG to tylko P.Gudzowatemu