Autor: Marcelina Gołębiewska | 2006-07-07
Biopaliwa: sabotaż gospodarczy
- Państwo nadal nie zajmuje się kontrolą jakości paliw i tą drogą nie nakłania producentów do stosowania biododatków - rozmowa z Markiem Sawickim, posłem PSL i członkiem sejmowej podkomisji ds. ustawy o biopaliwach.
Zawiniły więc paliwowe koncerny?
- Cztery lata temu Orlen zarzucał mi, iż ustawę biopaliwową forsuję dlatego, że plany wejścia w biopaliwa mają Gudzowaty czy Komorowski. Jednak Gudzowaty i Komorowski pozostali z planami, a Orlen zniechęcił konkurentów i wyszedł na prowadzenie.
To akurat jest rynek.
- Rynek jest wtedy, kiedy wszyscy mają równe szanse. W produkcji biopaliw od 1998 roku uwsteczniamy się, zamiast iść do przodu. Robimy konferencje, na których pojawiają się ważni ludzie, patrzą sobie z uśmiechem w oczy i mówią, że chcą dobrze. Tymczasem obecna ekipa zmniejszyła budżet Inspekcji Handlowej z 10 do 8 mln zł - jakby celowo, żeby nie badać jakości paliw. Tymczasem szara strefa paliwowa osiągnęła rozmiar 10 mld zł. Jest się o co bić. I jest za co robić wodę z mózgu. To, co działo się i dzieje wokół biopaliw, jest sabotażem gospodarczym, który z mocy prawa powinien być ścigany.
Wróćmy do nowej ustawy. Są tam co najmniej dwa kontrowersyjne zapisy - o obowiązku kontraktacji i możliwości wytwarzania biopaliw na własne potrzeby. Czy kontraktacja jest zła czy dobra? I czy rolnicy rzeczywiście będą sami robić biopaliwa?
- Kontraktacja to kolejny sztuczny problem i wyprowadzanie w pole dyskusji oraz odwlekanie stosowania biokomponentów. Nie jestem przeciwnikiem kontraktacji, bo sam jako rolnik chciałbym wiedzieć, kto i za ile ode mnie kupi. Jednak kupiec będzie wtedy, kiedy będzie odbiorcą biokomponentów. Nowa ekipa obiecała, że zajmie się problemem. O ile, jak powiedziałem, nowa ustawa w ogóle jest potrzebna. Moim zdaniem dyrektywa UE i obecna ustawa wystarcza. Wystarczy, żeby były przestrzegane. Kiedy zaczynaliśmy zajmować się biopaliwami, światowa karta paliw dopuszczała 5 proc. dodatku biokomponentów, ale już w latach 2000-2001 udział ten zwiększono do 10 proc. U nas w tym czasie eksperci nadal wypowiadali się, że biokomponent może szkodzić silnikowi. Co do produkcji na własne potrzeby, to o ile nie ma masowego dodawania biokomponentów - jestem za. Produkcja na własne potrzeby uszczupli rynek paliw najwyżej o 1,5 do 2 proc.
Produkcja własna może jednak doskonale powiększyć szarą strefę.
- Dlatego to wszystko musi być pod szczególnym nadzorem podatkowym. Skoro można tak produkować spirytus, to dlaczego nie można wytwarzać w takim rygorze paliw?
- Cztery lata temu Orlen zarzucał mi, iż ustawę biopaliwową forsuję dlatego, że plany wejścia w biopaliwa mają Gudzowaty czy Komorowski. Jednak Gudzowaty i Komorowski pozostali z planami, a Orlen zniechęcił konkurentów i wyszedł na prowadzenie.
To akurat jest rynek.
- Rynek jest wtedy, kiedy wszyscy mają równe szanse. W produkcji biopaliw od 1998 roku uwsteczniamy się, zamiast iść do przodu. Robimy konferencje, na których pojawiają się ważni ludzie, patrzą sobie z uśmiechem w oczy i mówią, że chcą dobrze. Tymczasem obecna ekipa zmniejszyła budżet Inspekcji Handlowej z 10 do 8 mln zł - jakby celowo, żeby nie badać jakości paliw. Tymczasem szara strefa paliwowa osiągnęła rozmiar 10 mld zł. Jest się o co bić. I jest za co robić wodę z mózgu. To, co działo się i dzieje wokół biopaliw, jest sabotażem gospodarczym, który z mocy prawa powinien być ścigany.
Wróćmy do nowej ustawy. Są tam co najmniej dwa kontrowersyjne zapisy - o obowiązku kontraktacji i możliwości wytwarzania biopaliw na własne potrzeby. Czy kontraktacja jest zła czy dobra? I czy rolnicy rzeczywiście będą sami robić biopaliwa?
- Kontraktacja to kolejny sztuczny problem i wyprowadzanie w pole dyskusji oraz odwlekanie stosowania biokomponentów. Nie jestem przeciwnikiem kontraktacji, bo sam jako rolnik chciałbym wiedzieć, kto i za ile ode mnie kupi. Jednak kupiec będzie wtedy, kiedy będzie odbiorcą biokomponentów. Nowa ekipa obiecała, że zajmie się problemem. O ile, jak powiedziałem, nowa ustawa w ogóle jest potrzebna. Moim zdaniem dyrektywa UE i obecna ustawa wystarcza. Wystarczy, żeby były przestrzegane. Kiedy zaczynaliśmy zajmować się biopaliwami, światowa karta paliw dopuszczała 5 proc. dodatku biokomponentów, ale już w latach 2000-2001 udział ten zwiększono do 10 proc. U nas w tym czasie eksperci nadal wypowiadali się, że biokomponent może szkodzić silnikowi. Co do produkcji na własne potrzeby, to o ile nie ma masowego dodawania biokomponentów - jestem za. Produkcja na własne potrzeby uszczupli rynek paliw najwyżej o 1,5 do 2 proc.
Produkcja własna może jednak doskonale powiększyć szarą strefę.
- Dlatego to wszystko musi być pod szczególnym nadzorem podatkowym. Skoro można tak produkować spirytus, to dlaczego nie można wytwarzać w takim rygorze paliw?
KOMENTARZE (0)
NIE DODANO JESZCZE ŻADNEGO KOMENTARZA
