Autor: Janusz Szlanta | 2007-12-04
Co dalej z polskim przemysłem stoczniowym?
Wielu uważa, że przemysł stoczniowy w Europie jest w zaniku i nie ma szans w konkurencji z azjatyckimi potęgami jak Korea czy Chiny, a nawet z budowanymi stoczniami w Wietnamie. W tej sytuacji zgoda Komisji Europejskiej na pomoc publiczną dla polskich stoczni jest wyrazem wyłącznie łagodzenia skutków oczywistego procesu likwidacji tego sektora.
Wszystkie powyższe dane są podane w jednostkach CGT (tzw. tona skompensowana nośności statku).
Powyższe dane pokazują, że światowy przemysł stoczniowy zanotował w ciągu dziesięciu lat (1996-2006) ponaddwukrotny wzrost produkcji i ponadczterokrotny wzrost wielkości portfela zamówień. Polska, w odróżnieniu od większości największych europejskich producentów, nie wykorzystała boomu. Należy dodać, że stocznie norweskie, francuskie, fińskie czy holenderskie budują statki specjalistyczne bądź pasażerskie, które w mniejszym stopniu niż typowe statki towarowe partycypują w tym wzroście produkcji. Dlatego tak znaczący jest wzrost wielkości produkcji w Rumunii, która buduje wyłącznie statki towarowe. Polskie stocznie też koncentrują swoją aktywność w tym obszarze, dlatego tym bardziej ich pozycja w 2006 r. jest dowodem kryzysu.
Ingerencja państwa w 2002 r. w funkcjonowanie sektora i jego de facto przymusowa nacjonalizacja doprowadziła do obecnego stanu. Ingerencja państwa i polityków kosztowała do tej pory nas, podatników, kilka miliardów złotych. W tym samym czasie na światowych giełdach trwa boom na akcje spółek stoczniowych, a przedsiębiorstwa stoczniowe inwestują w nowe moce produkcyjne. Tylko w Polsce nie można od kilku lat sprywatyzować majątku stoczniowego.
Problemy jakie ma Bruksela z polskimi stoczniami, są wynikiem oczywistej sprzeczności pomiędzy regułami rządzącymi działaniem Komisji Europejskiej w sprawach pomocy publicznej, a stanem spraw w Polsce. Problemy polskich stoczni nie wynikają z ich niekonkurencyjności na rynku światowym tylko z działań rządów na przestrzeni ostatnich pięciu lat. Pomoc publiczna dla stoczni to były koszty renacjonalizacji sektora, a nie jego wsparcie. Ta "pomoc" nie zbudowała w stoczniach niczego nowego - nie inwestowano, co więcej, prowadzono rabunkową politykę eksploatacji majątku trwałego. Dlatego tak trudno jest wielu osobom zaangażowanym w sprawy stoczniowe zrozumieć, dlaczego mamy cierpieć za błędy władzy poprzez ograniczenia wielkości produkcji limitami.
Powyższe dane pokazują, że światowy przemysł stoczniowy zanotował w ciągu dziesięciu lat (1996-2006) ponaddwukrotny wzrost produkcji i ponadczterokrotny wzrost wielkości portfela zamówień. Polska, w odróżnieniu od większości największych europejskich producentów, nie wykorzystała boomu. Należy dodać, że stocznie norweskie, francuskie, fińskie czy holenderskie budują statki specjalistyczne bądź pasażerskie, które w mniejszym stopniu niż typowe statki towarowe partycypują w tym wzroście produkcji. Dlatego tak znaczący jest wzrost wielkości produkcji w Rumunii, która buduje wyłącznie statki towarowe. Polskie stocznie też koncentrują swoją aktywność w tym obszarze, dlatego tym bardziej ich pozycja w 2006 r. jest dowodem kryzysu.
Ingerencja państwa w 2002 r. w funkcjonowanie sektora i jego de facto przymusowa nacjonalizacja doprowadziła do obecnego stanu. Ingerencja państwa i polityków kosztowała do tej pory nas, podatników, kilka miliardów złotych. W tym samym czasie na światowych giełdach trwa boom na akcje spółek stoczniowych, a przedsiębiorstwa stoczniowe inwestują w nowe moce produkcyjne. Tylko w Polsce nie można od kilku lat sprywatyzować majątku stoczniowego.
Problemy jakie ma Bruksela z polskimi stoczniami, są wynikiem oczywistej sprzeczności pomiędzy regułami rządzącymi działaniem Komisji Europejskiej w sprawach pomocy publicznej, a stanem spraw w Polsce. Problemy polskich stoczni nie wynikają z ich niekonkurencyjności na rynku światowym tylko z działań rządów na przestrzeni ostatnich pięciu lat. Pomoc publiczna dla stoczni to były koszty renacjonalizacji sektora, a nie jego wsparcie. Ta "pomoc" nie zbudowała w stoczniach niczego nowego - nie inwestowano, co więcej, prowadzono rabunkową politykę eksploatacji majątku trwałego. Dlatego tak trudno jest wielu osobom zaangażowanym w sprawy stoczniowe zrozumieć, dlaczego mamy cierpieć za błędy władzy poprzez ograniczenia wielkości produkcji limitami.
KOMENTARZE (0)
NIE DODANO JESZCZE ŻADNEGO KOMENTARZA
