RSS
    • m.wnp.pl

Comarch chce eksportować do Chin

Marcin Złoch - 2010-01-10
Założyciel Comarchu odcisnął wyraźne piętno na jego modelu biznesowym, jednocześnie pozostawiając pracownikom swobodę. Powstała ekspansywna firma oparta na wiedzy.
Żona kupiła ostatnio najgrubszy atlas, jaki udało jej się znaleźć w księgarni. Będziemy w nim szukać nowych rynków, na których możemy działać. Dlaczego atlas? Ostatnio usłyszałem, że szukanie w Googlach jest mało ambitne - żartuje Janusz Filipiak, prezes Comarchu.

A o ambicji większościowy udziałowiec giełdowej spółki informatycznej wie niemało. W ostatnich miesiącach dąży do mocnego zaistnienia na rynku chińskim. - W odróżnieniu od innych firm w Polsce chcemy do Chin eksportować, a nie z Chin importować - zapowiada prezes, który jednak woli, gdy rozmówcy tytułują go profesorem.

Wszelkie symptomy wskazują, że tak się stanie. Na początku stycznia ub.r. w Krakowie gościła chińska delegacja. Profesor do planów współpracy podchodzi entuzjastycznie, nie zaniedbując jednak środków ostrożności.

- Przed wizytą biznesmenów z Chin przeszliśmy w firmie szkolenia z zachowań biznesowych obowiązujących na Wschodzie. W tej kulturze słowo nie ma większego znaczenia, ważnym problemem jest własność intelektualna. Ale trzeba być tam obecnym, tam zarabiać pieniądze - przekonuje Filipiak I wie, co mówi. Kieruje spółką, która dostarcza rozwiązania informatyczne 40 tysiącom firm na całym świecie i osiąga roczny przychód w wysokości 700 milionów złotych.

Akademickie początki

Janusz Filipiak przyjechał na studia do Krakowa z Bydgoszczy. W 1976 r. z wyróżnieniem obronił pracę magisterską na Akademii Górniczo-Hutniczej (AGH). Rozpoczął pracę naukową, a kiedy do katedry telekomunikacji zgłaszało się coraz więcej klientów po oprogramowanie, zrezygnował z posady wykładowcy i zaczął pracę na własny rachunek.

Był 1993 rok. Pierwsza siedziba firmy mieściła się na AGH w niewielkim pokoju, który po latach jest chętnie porównywany do legendarnych garaży, w których zaczynały amerykańskie firmy informatyczne. Comarch trafił w niszę rynkową. Przychody firmy rosły. Janusz Filipiak pomyślał o giełdzie. Plany zakładały zdobycie 14 mln zł, a inwestorzy zapisali się na papiery warte 310 mln zł. Debiut na giełdzie w marcu 1999 r. wywołał euforię. Akcje weszły z ponad stuprocentowym przebiciem. W marcu 2001 r. Comarch wszedł na blisko trzy lata do indeksu WIG20.

W okresie największego dotychczasowego rozwoju spółka straciła kluczowy kontrakt u głównego klienta - Telekomunikacji Polskiej. Narodowy operator używał wtedy dwóch systemów billingowych i postanowił z jednego zrezygnować, m.in. ze względu na obniżkę kosztów. Tytan Comarchu przegrał z konkurencyjnym rozwiązaniem, które obsługiwało 65 proc. klientów TP SA. Nie zraziło to profesora, raczej zmotywowało. Comarch rozpoczął mocniejsze poszukiwania przychodów na rynkach zagranicznych. Z powodzeniem.

DODAJ KOMENTARZ

wnp.pl

forum.wnp.pl - dyskusje na tematy gospodarcze