Autor: Ewa Jakubczyk-Cały, prezes zarządu PKF Consult | 2012-01-12
Dialog polityków i audytorów może zapobiegać kryzysom
Bezsprzecznym jest, że obecnej sytuacji gospodarczej nie można uznać za satysfakcjonującą. Kryzys 2008 roku rozpoczęty przez instytucje finansowe w zasadzie się nie zakończył i pomimo istotnych działań interwencyjnych, nadal „pełza” przemieszczając się wraz z globalnym kapitałem między kontynentami.
Temat sytuacji gospodarczej w Europie, zwłaszcza w Grecji, Włoszech, Hiszpanii i Portugalii w kontekście przyszłości strefy euro nie schodzi z czołówek gazet, a przecież sytuacja ta nie powinna być zaskoczeniem, gdyż jest prostą konsekwencją dominacji polityki nad regułami gospodarczymi, oraz dominacji globalnych korporacji finansowych nad polityką. Niestety, inne branże nie są tak uprzywilejowane, chyba głównie dlatego, że produkcję dóbr o charakterze rzeczowym trudno "ubrać" w konteksty wirtualne lub gry na emocjach inwestorów.
Utworzenie strefy euro i warunki przystąpienia do niej przez poszczególne państwa to pomysł polityków. Pomysł świetny, ale czy wdrożenie tej koncepcji było odpowiednio przygotowane? Warunki przystąpienia do strefy euro opierały się głównie na kryteriach wysokości bieżącego deficytu budżetowego państw - kandydatów. Niewielkie znaczenie miał natomiast poziom ich zadłużenia. Być może w długoterminowym okresie takie kryteria byłyby wystarczające, ale w krótkoterminowej perspektywie stwarzało to ryzyko dla stabilności strefy euro. To tak jakby w ocenie kondycji przedsiębiorstw uwzględniano wyłącznie wynik działalności bieżącej, uznając strukturę źródeł finansowania za nieistotną. Żaden bank nie akceptuje takiej teorii, zatem inne aspekty ustalania kryteriów były priorytetowe.Stworzenie strefy euro obejmującej gospodarki państw na różnym poziomie rozwoju (zróżnicowana wydajność pracy, odmienne polityki fiskalne i społeczne, zróżnicowane poziomy inwestycji i konsumpcji) okazało się ukłonem w stosunku do ambicji polityków oraz instytucji finansowych, dla których lokowanie środków w obligacje Grecji denominowane w euro było łatwiejsze, następowała dywersyfikacja ryzyka a dodatkowo europejski fundusz stabilizacyjny zapewniał podobną wiarygodność inwestycji.
Przecież każda rozsądnie myśląca osoba fizyczna nie przypisałaby takiego samego poziomu ryzyka obligacjom greckim i niemieckim, i wolałaby zainwestować w te drugie. Obecnie, dla zachowania stabilności sektora finansowego banków posiadających obligacje greckie czy włoskie to rządy państw członkowskich i ich parlamenty muszą podejmować decyzje o dokapitalizowaniu banków i ich częściowej nacjonalizacji dla utrzymania podwyższonego wskaźnika ich wypłacalności.
KOMENTARZE (0)
NIE DODANO JESZCZE ŻADNEGO KOMENTARZA

