Dla kogo giełda, dla kogo fundusz?
Rozmawiał: Adam Brzozowski - 2007-12-05

Panuje przekonanie, że giełda to miejsce, do którego powinny aspirować spółki szczególnie dobre, dojrzałe, z przejrzystą strategią rozwojowa i dobrą kadrą zarządzającą - rozmowa za Jackiem Siwickim, prezesem Enterprise Investors.
Giełda bije rekordy i to zarówno jeśli chodzi o WIG, jak i o liczbę debiutów, wygląda na to, że New Connect też jest sukcesem. Czy to oznacza, że GPW zaczyna odgrywać w gospodarce istotną rolę
jako źródło pieniędzy na rozwój firm?
- Jak się ma niską bazę, mało debiutów, to później łatwo bić rekordy, gdy debiutów pojawia się ponad 60 w ciągu roku. Wydaje się, że to duża liczba. Ale porównując się z większymi giełdami jesteśmy nadal w europejskim ogonie. Z jednej strony bijemy rekordy, a z drugiej obecnych na GPW ponad 300 spółek i kilkanaście kolejnych na New Connect to summa summarum nie jest dużo.
Zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie, że w Polsce są 3 miliony przedsiębiorstw, a dużych i średnich jest kilka tysięcy. Stopień "upublicznienia" gospodarki jest niewielki.
Biorąc pod uwagę kapitalizację giełdy w stosunku do wielkości PKB, też nie wypadamy dobrze. Giełda jest miejscem, na którym - zdaniem przedsiębiorców - można jednak pozyskać kapitał w pierwszej i kolejnej transzy.
Zaletą giełdy jest właśnie ciągłe finansowanie. Nie wykorzysta tej możliwości spółka, która jednorazowo uzyska pieniądze i nie ma więcej celów do osiągnięcia.
Czyli mamy wskazówkę - dla kogo jest giełda.
- Tak, dla tych, którzy notorycznie potrzebują pieniędzy.
A jakie muszą spełniać warunki, aby do giełdy aspirować?
- Takie spółki powinny albo mieć bardzo dobrą strategię wzrostu, albo fatalną. Albo pozyskują pieniądze, inwestują, rozwijają się i potrzebują kolejnych do wzrostu, albo - w przypadku fatalnej strategii - im więcej pieniędzy pozyskają, tym więcej zmarnują i będą potrzebować kolejnych. Aby je zmarnować.
To dwa skrajne przypadki. Niemniej ci, którzy mają realne potrzeby wzrostowe, powinni się na giełdę kierować. A ci, którzy robią taki "numer na raz", czyli gdy właściciele chcą sprzedać akcje, niekoniecznie muszą uzyskać status spółki giełdowej.
Enterprise Investors w ciągu kilkunastu lat działalności w Polsce zajmował się ponad 100 firmami, z czego 25 wypuściliście na giełdę. Ostatni jubileuszowy debiut odbył się 1 października 2007 r.
- Mamy nowy prospekt złożony w Komisji Nadzoru Finansowego i pracujemy jeszcze nad trzema.
Dlaczego dla ponad 75 spółek wybraliście inną drogę rozwoju?
- Z 25 debiutów kilka wynikało z prywatyzacyjnych strategii Skarbu Państwa w ramach transzy dla inwestorów lub w ofercie publicznej. Skarb Państwa chciał prywatyzować spółki przez giełdę, ale też potrzebował inwestora finansowego, który będzie pełnił rolę stabilizatora. Nieco mniej niż 20 spółek sami świadomie skierowaliśmy na GPW.
- Jak się ma niską bazę, mało debiutów, to później łatwo bić rekordy, gdy debiutów pojawia się ponad 60 w ciągu roku. Wydaje się, że to duża liczba. Ale porównując się z większymi giełdami jesteśmy nadal w europejskim ogonie. Z jednej strony bijemy rekordy, a z drugiej obecnych na GPW ponad 300 spółek i kilkanaście kolejnych na New Connect to summa summarum nie jest dużo.
Zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie, że w Polsce są 3 miliony przedsiębiorstw, a dużych i średnich jest kilka tysięcy. Stopień "upublicznienia" gospodarki jest niewielki.
Biorąc pod uwagę kapitalizację giełdy w stosunku do wielkości PKB, też nie wypadamy dobrze. Giełda jest miejscem, na którym - zdaniem przedsiębiorców - można jednak pozyskać kapitał w pierwszej i kolejnej transzy.
Zaletą giełdy jest właśnie ciągłe finansowanie. Nie wykorzysta tej możliwości spółka, która jednorazowo uzyska pieniądze i nie ma więcej celów do osiągnięcia.
Czyli mamy wskazówkę - dla kogo jest giełda.
- Tak, dla tych, którzy notorycznie potrzebują pieniędzy.
A jakie muszą spełniać warunki, aby do giełdy aspirować?
- Takie spółki powinny albo mieć bardzo dobrą strategię wzrostu, albo fatalną. Albo pozyskują pieniądze, inwestują, rozwijają się i potrzebują kolejnych do wzrostu, albo - w przypadku fatalnej strategii - im więcej pieniędzy pozyskają, tym więcej zmarnują i będą potrzebować kolejnych. Aby je zmarnować.
To dwa skrajne przypadki. Niemniej ci, którzy mają realne potrzeby wzrostowe, powinni się na giełdę kierować. A ci, którzy robią taki "numer na raz", czyli gdy właściciele chcą sprzedać akcje, niekoniecznie muszą uzyskać status spółki giełdowej.
Enterprise Investors w ciągu kilkunastu lat działalności w Polsce zajmował się ponad 100 firmami, z czego 25 wypuściliście na giełdę. Ostatni jubileuszowy debiut odbył się 1 października 2007 r.
- Mamy nowy prospekt złożony w Komisji Nadzoru Finansowego i pracujemy jeszcze nad trzema.
Dlaczego dla ponad 75 spółek wybraliście inną drogę rozwoju?
- Z 25 debiutów kilka wynikało z prywatyzacyjnych strategii Skarbu Państwa w ramach transzy dla inwestorów lub w ofercie publicznej. Skarb Państwa chciał prywatyzować spółki przez giełdę, ale też potrzebował inwestora finansowego, który będzie pełnił rolę stabilizatora. Nieco mniej niż 20 spółek sami świadomie skierowaliśmy na GPW.













Nie dodano jeszcze żadnego komentarza