Dostęp do internetu dla mas
Jarosław Maślanek - 2007-10-23
Infrastruktura dostępowa została uznana za sieć równie istotną dla kraju, jak energetyczna, gazowa czy wodno-kanalizacyjna. Dlatego jako jedno z kluczowych zadań państwa w kwestii budowy społeczeństwa informacyjnego przyjęto zapewnienie możliwości powszechnego korzystania z internetu. Jednak oprócz uregulowań prawnych konieczne są głębokie zmiany w mentalności przyszłych użytkowników.
Dlaczego możliwość korzystania z sieci została uznana za tak istotną, że znalazła się na biurkach decydentów w kraju i UE? Czy rzeczywiście infrastruktura dostępowa jest tak ważna z punktu widzenia
interesu kraju, że stawia się ją na równi z kluczowymi dla bezpieczeństwa sieciami?
Upowszechnieniu internetu przysłużyć się ma przyjęta niedawno strategia rozwoju szerokopasmowego dostępu na lata 2007-13. Na razie bowiem Polska pod tym względem znajduje się na przedostatnim miejscu wśród krajów Unii Europejskiej.
Według opracowanego przez Ministerstwo Transportu dokumentu, w ciągu najbliższych trzech lat liczba linii szerokopasmowych przypadających na 100 mieszkańców wzrośnie z 6 do 15 proc., natomiast w ciągu trzech następnych lat osiągnie co najmniej 50 proc. Jak zapewniają autorzy strategii, dzięki temu prawie każdy mieszkaniec Polski uzyska możliwość dostępu do sieci. Światłe założenia przewidują także minimalizację różnic w możliwości korzystania z internetu na wsi i w miastach oraz dalszą obniżkę cen.
Założenia słuszne, pojawia się jednak pytanie - czy by je osiągnąć potrzebna jest ingerencja państwa, czy wystarczyłyby wyłącznie zasady gry rynkowej? Niestety, rynek telekomunikacyjny jest o tyle specyficzną gałęzią gospodarki, że nadal wymaga regulacji państwowej.
Podstawowy problem to bowiem dominująca pozycja niedawnego monopolisty, który nadal korzysta z tego, że w przeszłości uznano dostęp do oferty telekomunikacyjnej za dobro ogólne, z którego korzystać powinny jak najszersze rzesze ludności.
Stąd m.in. państwowa regulacja cen, stąd centralizacja usługi i olbrzymie nakłady na pokrycie kraju siatką infrastrukturalną. W dobie rynkowej konkurencji, nawet po pojawieniu się zupełnie nowych mediów, rynkowi gracze nadal, by zminimalizować koszty budowy własnej infrastruktury, skazani są na korzystanie z należącej do TP. A z tym bywa różnie. Z jednej strony mamy więc czysto rynkowe podejście, zakładające chęć zaoferowania konkurencyjnych usług możliwie największej liczbie odbiorców, z drugiej konieczność urzędniczych regulacji umożliwiających realizację tych planów.
Ostatnie lata to znaczne upowszechnienie dostępu do internetu, nie da się ukryć, możliwe w dużej mierze właśnie dzięki działalności państwowego regulatora.
W 2006 r. zanotowano wzrost liczby osób korzystających z internetu oraz spadek średnio o 40 proc. cen dostępu szerokopasmowego. Pod koniec ub.r. liczba łączy umożliwiających stały i zarazem szerokopasmowy dostęp do sieci wzrosła o ok. milion linii, co w porównaniu z danymi UKE za rok poprzedni stanowiło wzrost o ponad 96 proc.
Upowszechnieniu internetu przysłużyć się ma przyjęta niedawno strategia rozwoju szerokopasmowego dostępu na lata 2007-13. Na razie bowiem Polska pod tym względem znajduje się na przedostatnim miejscu wśród krajów Unii Europejskiej.
Według opracowanego przez Ministerstwo Transportu dokumentu, w ciągu najbliższych trzech lat liczba linii szerokopasmowych przypadających na 100 mieszkańców wzrośnie z 6 do 15 proc., natomiast w ciągu trzech następnych lat osiągnie co najmniej 50 proc. Jak zapewniają autorzy strategii, dzięki temu prawie każdy mieszkaniec Polski uzyska możliwość dostępu do sieci. Światłe założenia przewidują także minimalizację różnic w możliwości korzystania z internetu na wsi i w miastach oraz dalszą obniżkę cen.
Założenia słuszne, pojawia się jednak pytanie - czy by je osiągnąć potrzebna jest ingerencja państwa, czy wystarczyłyby wyłącznie zasady gry rynkowej? Niestety, rynek telekomunikacyjny jest o tyle specyficzną gałęzią gospodarki, że nadal wymaga regulacji państwowej.
Podstawowy problem to bowiem dominująca pozycja niedawnego monopolisty, który nadal korzysta z tego, że w przeszłości uznano dostęp do oferty telekomunikacyjnej za dobro ogólne, z którego korzystać powinny jak najszersze rzesze ludności.
Stąd m.in. państwowa regulacja cen, stąd centralizacja usługi i olbrzymie nakłady na pokrycie kraju siatką infrastrukturalną. W dobie rynkowej konkurencji, nawet po pojawieniu się zupełnie nowych mediów, rynkowi gracze nadal, by zminimalizować koszty budowy własnej infrastruktury, skazani są na korzystanie z należącej do TP. A z tym bywa różnie. Z jednej strony mamy więc czysto rynkowe podejście, zakładające chęć zaoferowania konkurencyjnych usług możliwie największej liczbie odbiorców, z drugiej konieczność urzędniczych regulacji umożliwiających realizację tych planów.
Ostatnie lata to znaczne upowszechnienie dostępu do internetu, nie da się ukryć, możliwe w dużej mierze właśnie dzięki działalności państwowego regulatora.
W 2006 r. zanotowano wzrost liczby osób korzystających z internetu oraz spadek średnio o 40 proc. cen dostępu szerokopasmowego. Pod koniec ub.r. liczba łączy umożliwiających stały i zarazem szerokopasmowy dostęp do sieci wzrosła o ok. milion linii, co w porównaniu z danymi UKE za rok poprzedni stanowiło wzrost o ponad 96 proc.
KOMENTARZE (3)
-
15.03.2010 08:18ewa
-
24.08.2008 11:16Czytelnik
-
06.11.2007 12:01Tomek


przekonac masy do internetu
to przedewszystkim telechata zbezpłatnym dostepem,24h czynna,z instruktorami na osiedlach, dzielnicach,w miejscach (...)