Autor: (DC) | 2006-06-02
Energia ze Wschodu
Białoruś i Ukraina posiadają nadwyżki mocy zainstalowanej nad krajowym zużyciem energii i niższe ceny energii niż w Polsce – stwarza to więc potencjalne możliwości eksportu energii do Polski. Chciałyby tego polskie spółki obrotu, niechętnie patrzy na to Ministerstwo Gospodarki.
Zwolennicy zwiększenia importu taniej energii z Ukrainy i Białorusi twierdzą, że miałoby to pozytywny wpływ na polską gospodarkę, ponieważ zmniejszyłyby się koszty działalności firm (w
niektórych przypadkach koszt zakupu energii stanowi kilkadziesiąt procent wszystkich kosztów funkcjonowania przedsiębiorstwa). Innym efektem takiego importu byłoby wymuszenie i przyśpieszenie
restrukturyzacji polskich elektrowni.
Zdaniem Andrzeja Kani, p.o. dyrektora Departamentu Energetyki w Ministerstwie Gospodarki, poprawienie konkurencyjności polskiej gospodarki poprzez wzrost importu taniej energii ze wschodu byłoby krótkotrwałe.
- Zwiększenie importu energii ze wschodu miałoby sens, gdyby jednocześnie symetrycznie rozbudowywać moce na granicy wschodniej oraz południowej i zachodniej - przekonuje Andrzej Kania.
W przeciwnym razie importowana energia wyparłaby z rynku energię produkowaną przez polskie elektrownie, a wówczas polscy wytwórcy mogliby takiego "dyscyplinowania" nie wytrzymać. To obróciłoby się przeciwko polskiej gospodarce.
- Warto się zastanowić, dlaczego nasi sąsiedzi z południa i zachodu nie zwiększają zdolności przesyłowych z Polski - pyta Kania.
Jego zdaniem, zbyt duże otwarcie się na energię sprowadzaną z innych państw jest poważnym zagrożeniem bezpieczeństwa energetycznego państwa. Kania podkreśla, że Polska jest w komfortowej sytuacji, gdyż posiada bogate zasoby surowców energetycznych, z których produkowanych jest ponad 90 proc. energii. Dodaje przy tym, że w zaakceptowanym przez rząd "Programie dla elektroenergetyki" zapisano, że jednym z celów jest dążenie do odtwarzania mocy wytwórczych. Wprowadzenie dużych ilości tańszej energii ze wschodu przeczyłoby tej idei, bo wtedy nie opłacałoby się budować nowych mocy w Polsce.
Warto jednak dodać, że "Program dla elektroenergetyki" przewiduje podjęcie prac w celu uruchomienia linii 750 kV z Ukrainą i połączenie polskiego systemu elektroenergetycznego z litewskim. Nie wiadomo jednak, kiedy prace nad tymi połączeniami miałyby się rozpocząć.
Zdaniem Andrzeja Kani, p.o. dyrektora Departamentu Energetyki w Ministerstwie Gospodarki, poprawienie konkurencyjności polskiej gospodarki poprzez wzrost importu taniej energii ze wschodu byłoby krótkotrwałe.
- Zwiększenie importu energii ze wschodu miałoby sens, gdyby jednocześnie symetrycznie rozbudowywać moce na granicy wschodniej oraz południowej i zachodniej - przekonuje Andrzej Kania.
W przeciwnym razie importowana energia wyparłaby z rynku energię produkowaną przez polskie elektrownie, a wówczas polscy wytwórcy mogliby takiego "dyscyplinowania" nie wytrzymać. To obróciłoby się przeciwko polskiej gospodarce.
- Warto się zastanowić, dlaczego nasi sąsiedzi z południa i zachodu nie zwiększają zdolności przesyłowych z Polski - pyta Kania.
Jego zdaniem, zbyt duże otwarcie się na energię sprowadzaną z innych państw jest poważnym zagrożeniem bezpieczeństwa energetycznego państwa. Kania podkreśla, że Polska jest w komfortowej sytuacji, gdyż posiada bogate zasoby surowców energetycznych, z których produkowanych jest ponad 90 proc. energii. Dodaje przy tym, że w zaakceptowanym przez rząd "Programie dla elektroenergetyki" zapisano, że jednym z celów jest dążenie do odtwarzania mocy wytwórczych. Wprowadzenie dużych ilości tańszej energii ze wschodu przeczyłoby tej idei, bo wtedy nie opłacałoby się budować nowych mocy w Polsce.
Warto jednak dodać, że "Program dla elektroenergetyki" przewiduje podjęcie prac w celu uruchomienia linii 750 kV z Ukrainą i połączenie polskiego systemu elektroenergetycznego z litewskim. Nie wiadomo jednak, kiedy prace nad tymi połączeniami miałyby się rozpocząć.
KOMENTARZE (0)
NIE DODANO JESZCZE ŻADNEGO KOMENTARZA
