Autor: Robert Smoczyński | 2006-09-12
F1 - najdroższy cyrk świata
W Formule 1 wszystko zaczyna się od „naj” – najszybsze samochody, najlepsi kierowcy, najzdolniejsi inżynierowie, najnowsze technologie, najpiękniejsze kobiety, no i... największe pieniądze.
Władzę w Formule 1 dzielą między siebie odpowiedzialny za aspekty sportowe Max Mosley, prezydent FIA (Międzynarodowej Federacji Samochodowej) oraz Bernie Ecclestone, szef Formula One Management i Formula One Administration, zajmujący się komercyjną stroną całego przedsięwzięcia. Prawdziwym władcą tego świata jest oczywiście ten drugi.
Blisko 30 lat temu niewysoki Anglik postanowił z wyścigów Grand Prix uczynić maszynkę do robienia pieniędzy. Budowa imperium rozpoczęła się od posady szefa FOCA (Stowarzyszenie Konstruktorów F1). W 1981 roku Bernie wygrał wojnę z FISA (Międzynarodowa Federacja Sportów Motorowych, odłam FIA) zakończoną podpisaniem Porozumienia Concorde, ustanawiającego podział władzy.Imperium Berniego
W latach 90. Bernie uruchomił kilka spółek (m.in. FOA i FOM), które zajęły się kwestiami finansowo-promocyjnymi. Później, już pod szyldem SLEC (nazwa pochodzi od Slavicy Ecclestone, żony Anglika), za 313 mln USD wydzierżawił na 100 lat od FIA prawa handlowe Formuły 1. Po czym rozproszył udziały, zarabiając przy tym krocie. Mimo przejściowych zawirowań, spowodowanych przejęciem przez trzy banki 75 proc. akcji SLEC, nie tracił rezonu. Wkrótce zresztą, przy pomocy założonej przez CVC Capital Partners spółki Alpha Prema, odzyskał kontrolę nad F1.
Ecclestone, obecnie 75-latek, nie znosi dzielić się władzą i pieniędzmi, a tego pod koniec 2004 roku zażądały od niego koncerny zaangażowane w wyścigi F1. Producenci założyli Grand Prix World Championship (później Grand Prix Manufacturers’ Association), grożąc uruchomieniem w 2008 roku konkurencyjnych mistrzostw świata. Po dwóch latach opozycja stopniała do czterech firm (BMW, DaimlerChrysler, Honda i Renault), ale cel został osiągnięty - zespoły otrzymają 50 proc. udział w zyskach generowanych przez Formułę 1.
Kosmiczne wydatki
W poprzednim sezonie wydatki wszystkich teamów wyniosły 2,8 mld USD. Kosmiczna zabawa musi kosztować. Jak wyliczył "F1 Racing", 250 mln pochłonęły badania i rozwój technologii. Tunel aerodynamiczny i testy na torze to kolejne 600 mln. Starty w wyścigach - 243, pensje pracowników - 413, silniki - 961, kierowcy - 167, podróże i hotele - 93, promocja i rozrywka - 68. Najskromniej prezentują się wydatki na budowę samochodów - "zaledwie" 16 mln. Koszt jednego egzemplarza to jakieś 300 tys. Sęk w tym, że żywotność wielu podzespołów to kilkaset kilometrów, np. karbonowe hamulce wytrzymują 320 km.
KOMENTARZE (0)
NIE DODANO JESZCZE ŻADNEGO KOMENTARZA

