Autor: Piotr Stefaniak | 2011-04-14
Globalna gospodarka w obliczu katastrof
Gospodarka światowa przypomina mozaikę ułożoną z kostek domina. To wiadomo od kilku dekad. Od niedawna za to uświadamiamy sobie, jak wiele zależy w niej od przypadku.
W połowie marca rozpoczął się w Portugalii strajk właścicieli firm transportowych. Domagali się zmniejszenia opłat za korzystanie z autostrad oraz dopłat rekompensujących podwyżki cen paliwa. To był największy protest w Portugalii od sierpnia 2008 roku, donosiły agencje prasowe. Rzucano kamieniami, polała się krew z niejednej rozbitej głowy.
W tym samym czasie stacje benzynowe blokowali właściciele i pracownicy firm samochodowych w Bułgarii. Stali karnie w kolejce, lecz wydłużała się ona z każdą chwilą, bo nalewali do baków i kanistrów tylko po kilkaset gramów paliwa. Powód był ten sam, co w Portugalii - wyrażano sprzeciw wobec cen paliw, które w tym najuboższym kraju UE wzrosły od początku roku o 12 procent.Tak zaczęła się wiosna na północnym kontynencie. Ale jakże różnie. W krajach Maghrebu demonstranci na ulicach walczyli o swobody obywatelskie, choć dla nich impulsem była podwyżka cen mąki.
Ta rewolucja wywołała skok notowań ropy naftowej, bo strzelano w strefie, która trzyma świat w szachu swoją stabilizacją.
Można zakładać, że w odpowiedzi na drogie paliwa kolejne hektary w Brazylii pójdą pod uprawy trzciny cukrowej. Będzie ona przerabiana na etanol mieszany z benzyną, aby ograniczyć import drogiej ropy. Zmniejszą się jednak uprawy zbóż, a mąka będzie znów droższa.
Świat wpada w szaleńczy wir? Reaguje się na wcześniejsze wydarzenie czy reaguje już na reakcję?
Za co płacimy?
Tylko w ciągu ostatnich czterech dekad globalna gospodarka przeżyła mnóstwo "nieprzewidzianych" załamań, których nie uwzględnia przecież teoria wieloletnich cyklów Kondratiewa.
Według niej, megakryzysy mają się pojawiać cyklicznie mniej więcej co 51 lat, jeżeli mierzyć je między punktami "szczytowymi" wykresów, lub co 53 lata, mierząc je między punktami dolnymi.
Rozwijając tę teorię, świat powinien popaść w głębokie tarapaty gdzieś w latach 1996-98, odliczając od zakończenia II wojny światowej. Tymczasem pierwszy globalny kryzys energetyczny spadł na glob w 1973 r. (z powodu embarga na sprzedaż ropy krajom, które poparły Izrael podczas wojny z Egiptem), drugi w 1979 roku (ucieczka szacha Pahlawi zrujnowała irański przemysł naftowy), w 1997 roku kryzys finansowy ogarnął Azję (bo pękła spekulacyjna bańka na tajskim rynku nieruchomości), a rok później - kraje strefy rubla (jako eksporter surowców Rosja "poślizgiem" ucierpiała z powodu kłopotów Azjatów). W 2000 roku pękła bańka internetowa i nie minęła dekada, gdy w 2008 roku pękła bańka finansowa, doprowadzając do największego kryzysu od czasów 1929 roku.
KOMENTARZE (1)
emigrant61
03.04.2012 06:35


