Górnictwo: po pierwsze inwestycje
Jerzy Dudała - 2008-12-28
Polskie górnictwo potrzebuje na inwestycje do 2015 roku ponad 20 mld zł. Bez realizacji inwestycji wydobycie będzie spadać, a co za tym idzie będzie się zmniejszać liczba miejsc pracy w sektorze węglowym.
Joanna Strzelec-Łobodzińska, wiceminister gospodarki odpowiedzialna za górnictwo i energetykę, nie owija w bawełnę: jeśli szybko nie znajdą się środki na niezbędne inwestycje, to będzie
naprawdę bardzo źle.
- Nie inwestujemy nawet tyle, żeby utrzymać obecny poziom wydobycia węgla - zaznacza Joanna Strzelec-Łobodzińska.
- Trudno zatem mówić o zwiększeniu wydobycia.
Pani wiceminister upatruje pewnej szansy w tym, że być może Bank Światowy oraz Europejski Bank Inwestycyjny zechcą wesprzeć odbudowę polskiego górnictwa.
Rozmowy z obiema instytucjami trwają.
Brak czasu i kompetencji
Według Jerzego Markowskiego, byłego wiceministra gospodarki, obszarem największego zagrożenia jest dostęp do surowców energetycznych, które przez najbliższe 30 lat będą stanowiły fundament polskiej elektroenergetyki. Surowcami tymi są węgiel brunatny, którego zasoby polskie - przy aktualnym poziomie wydobycia, wynoszącym ok. 65 mln ton na rok - wystarczą na 60 lat, oraz węgiel kamienny, którego zasoby - przy aktualnym poziomie wydobycia wynoszącym ok. 84 mln ton na rok - wystarczą na ponad sto lat. Cały problem polega jednak na tym, że te zasoby są zasobami geologicznymi, czyli znajdują się w ziemi i wymagają kosztownych inwestycji na ich udostępnienie.
- Szacuje się, że nakłady na ich udostępnienie gwarantujące wydobycie w ilości adekwatnej dla potrzeb energetycznych kraju wynoszą dla obu węgli ok. 50 mld zł - mówi Markowski. - W tym stanie rzeczy podstawowym pozostaje pytanie o źródła finansowania. Źródłem tym będą środki od tych, którzy dla własnych celów technologicznych potrzebują węgla.
Chodzi tu o energetykę, hutnictwo czy przemysł cementowy. Oczywiście, inwestowanie w polskie złoża nastąpi tylko wtedy, kiedy będzie to tańsza droga do węgla niż kupowanie go poza granicami Polski.
Według Jerzego Markowskiego, rządzący mogliby rozważyć powołanie przy Prezydencie RP lub premierze rządu Rady Bezpieczeństwa Energetycznego Kraju.
Gremium to, gromadząc ludzi nauki i praktyki, powinno kreować wizję działań czy skutków braku pewnych decyzji i zachowań dla stanu bezpieczeństwa energetycznego państwa.
- Problemu tego nie da się bowiem rozwiązać w trakcie nawet najpoważniejszej debaty parlamentarnej czy posiedzenia Rady Gabinetowej - ocenia Markowski. - Ten problem po prostu wymaga czasu, a nade wszystko kompetencji. Niestety i jednego, i drugiego dramatycznie ubywa.
- Nie inwestujemy nawet tyle, żeby utrzymać obecny poziom wydobycia węgla - zaznacza Joanna Strzelec-Łobodzińska.
- Trudno zatem mówić o zwiększeniu wydobycia.
Pani wiceminister upatruje pewnej szansy w tym, że być może Bank Światowy oraz Europejski Bank Inwestycyjny zechcą wesprzeć odbudowę polskiego górnictwa.
Rozmowy z obiema instytucjami trwają.
Brak czasu i kompetencji
Według Jerzego Markowskiego, byłego wiceministra gospodarki, obszarem największego zagrożenia jest dostęp do surowców energetycznych, które przez najbliższe 30 lat będą stanowiły fundament polskiej elektroenergetyki. Surowcami tymi są węgiel brunatny, którego zasoby polskie - przy aktualnym poziomie wydobycia, wynoszącym ok. 65 mln ton na rok - wystarczą na 60 lat, oraz węgiel kamienny, którego zasoby - przy aktualnym poziomie wydobycia wynoszącym ok. 84 mln ton na rok - wystarczą na ponad sto lat. Cały problem polega jednak na tym, że te zasoby są zasobami geologicznymi, czyli znajdują się w ziemi i wymagają kosztownych inwestycji na ich udostępnienie.
- Szacuje się, że nakłady na ich udostępnienie gwarantujące wydobycie w ilości adekwatnej dla potrzeb energetycznych kraju wynoszą dla obu węgli ok. 50 mld zł - mówi Markowski. - W tym stanie rzeczy podstawowym pozostaje pytanie o źródła finansowania. Źródłem tym będą środki od tych, którzy dla własnych celów technologicznych potrzebują węgla.
Chodzi tu o energetykę, hutnictwo czy przemysł cementowy. Oczywiście, inwestowanie w polskie złoża nastąpi tylko wtedy, kiedy będzie to tańsza droga do węgla niż kupowanie go poza granicami Polski.
Według Jerzego Markowskiego, rządzący mogliby rozważyć powołanie przy Prezydencie RP lub premierze rządu Rady Bezpieczeństwa Energetycznego Kraju.
Gremium to, gromadząc ludzi nauki i praktyki, powinno kreować wizję działań czy skutków braku pewnych decyzji i zachowań dla stanu bezpieczeństwa energetycznego państwa.
- Problemu tego nie da się bowiem rozwiązać w trakcie nawet najpoważniejszej debaty parlamentarnej czy posiedzenia Rady Gabinetowej - ocenia Markowski. - Ten problem po prostu wymaga czasu, a nade wszystko kompetencji. Niestety i jednego, i drugiego dramatycznie ubywa.
- 1
- 2
- 3
- 4
- Następna strona
KOMENTARZE (1)
-
31.12.2008 16:55wars














pieniadze w gornictwie sa tylko nalezy umiejetnie tymi strumieniami zarzadzac przykład 84 milionów ton x 100 lat razy 50 dolarow = 420 milardow dolarow plus 140 milardow z wegla brunatnego łacznie minimum 660 miliardow (...)