Greenfield, czyli hala w szczerym polu
Jarosław Maślanek - 2007-08-07
Inwestycje przemysłowe, zwłaszcza lokalizacja zakładów produkcyjnych firm zagranicznych, rozkwitają wprost proporcjonalnie do spadku wizerunku Polski na politycznej arenie międzynarodowej. Na szczęście firmy zagraniczne pierwiastkowania używają jedynie w obliczeniach konstrukcyjnych i biznesowych.
W I kw. 2007 r. Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ) mogła pochwalić się pomocą w podjęciu decyzji o lokalizacji fabryk w naszym kraju 17 inwestorom. Wartość tych projektów
szacuje się na 577 mln euro, a powstałe fabryki zatrudnią ponad 8 tysięcy osób. Dla porównania, w całym pierwszym półroczu ub.r. PAIiIZ asystowała przy wydaniu pozwoleń 12 podmiotom. Jak widać,
galopująca gospodarka stanowi doskonały magnes dla przedsięwzięć przemysłowych.
Chociaż bardzo się staramy zmienić proporcje sektorów lokujących inwestycje w Polsce, większość bezpośrednich przedsięwzięć zagranicznych w naszym kraju stanowią nadal kompleksy produkcyjne. Zdarzają się co prawda spektakularne sukcesy w ściągnięciu inwestycji z zakresu BPO (Business Process Outsourcing) czy centrów badawczo-rozwojowych (Google w Krakowie i Wrocławiu, czy ABN Amro w Warszawie), to jednak nadal Polska przemysłem stoi.
Na popularność naszego kraju wśród inwestorów zagranicznych składa się kilka podstawowych czynników. Po pierwsze, wciąż jesteśmy konkurencyjni, jeżeli chodzi o koszty pracy. W Europie nasi pracownicy postrzegani są jako niestawiający wygórowanych wymagań finansowych. A przy tym wyrobiliśmy sobie opinię sumiennych i pracowitych, co w rozleniwionych społeczeństwach zachodu staje się cnotą coraz rzadziej spotykaną. Polak nadal jest na dorobku, zależy mu na dobrej pracy, pozwalającej pokryć przynajmniej część z wydatków konsumpcyjnych, które pracownik unijny uważa za podstawowe. Co prawda polski pracownik, wzmocniony świadomością niedoborów na rynku pracy, spowodowanych ostatnią falą emigracji, żąda coraz większego wynagrodzenia, a pracodawcy straszą groźbą sięgania po tańszych robotników z Dalekiego Wschodu, jednak sytuacja ta raczej nie wpłynie na zmniejszenie napływu inwestycji.
Analizując miejsca największych przedsięwzięć produkcyjnych, można również zwrócić uwagę na lokalizację kompleksów przemysłowych w pobliżu prężnych ośrodków akademickich. Inwestorzy starają się już zawczasu zapewnić sobie "dostęp do studentów", zwłaszcza z uczelni technicznych, często współtworząc programy nauczania i organizując praktyki zawodowe. Stąd popularność regionów dolnośląskiego (Politechnika Wrocławska), śląskiego (tradycja szkolnictwa technicznego), wielkopolskiego (Politechnika Poznańska), czy mazowieckiego. Decyzja o budowie kompleksu Sharpa w podtoruńskich Łysomicach nie była podyktowana myślą o współpracy z uczelnią Ojca Rydzyka, ale raczej z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika.
Chociaż bardzo się staramy zmienić proporcje sektorów lokujących inwestycje w Polsce, większość bezpośrednich przedsięwzięć zagranicznych w naszym kraju stanowią nadal kompleksy produkcyjne. Zdarzają się co prawda spektakularne sukcesy w ściągnięciu inwestycji z zakresu BPO (Business Process Outsourcing) czy centrów badawczo-rozwojowych (Google w Krakowie i Wrocławiu, czy ABN Amro w Warszawie), to jednak nadal Polska przemysłem stoi.
Na popularność naszego kraju wśród inwestorów zagranicznych składa się kilka podstawowych czynników. Po pierwsze, wciąż jesteśmy konkurencyjni, jeżeli chodzi o koszty pracy. W Europie nasi pracownicy postrzegani są jako niestawiający wygórowanych wymagań finansowych. A przy tym wyrobiliśmy sobie opinię sumiennych i pracowitych, co w rozleniwionych społeczeństwach zachodu staje się cnotą coraz rzadziej spotykaną. Polak nadal jest na dorobku, zależy mu na dobrej pracy, pozwalającej pokryć przynajmniej część z wydatków konsumpcyjnych, które pracownik unijny uważa za podstawowe. Co prawda polski pracownik, wzmocniony świadomością niedoborów na rynku pracy, spowodowanych ostatnią falą emigracji, żąda coraz większego wynagrodzenia, a pracodawcy straszą groźbą sięgania po tańszych robotników z Dalekiego Wschodu, jednak sytuacja ta raczej nie wpłynie na zmniejszenie napływu inwestycji.
Analizując miejsca największych przedsięwzięć produkcyjnych, można również zwrócić uwagę na lokalizację kompleksów przemysłowych w pobliżu prężnych ośrodków akademickich. Inwestorzy starają się już zawczasu zapewnić sobie "dostęp do studentów", zwłaszcza z uczelni technicznych, często współtworząc programy nauczania i organizując praktyki zawodowe. Stąd popularność regionów dolnośląskiego (Politechnika Wrocławska), śląskiego (tradycja szkolnictwa technicznego), wielkopolskiego (Politechnika Poznańska), czy mazowieckiego. Decyzja o budowie kompleksu Sharpa w podtoruńskich Łysomicach nie była podyktowana myślą o współpracy z uczelnią Ojca Rydzyka, ale raczej z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika.
KOMENTARZE (3)
-
01.06.2010 14:49Jerry
-
08.08.2008 14:36Paweł
-
08.08.2007 20:56stelo






Inwestycje
Bardzo dobry artykuł,tylko troche pesymistyczny.Zachodni inwestorzy nie robią nam łaski i niech się śpieszą bo Polska to dodre miejsce (...)