Autor: Piotr Stefaniak | 2010-02-16
Hamulcowy na polskim torze
Już połowę przewozów kolejowych realizują spółki spoza struktury PKP SA. Nie można dłużej patrzeć na kolej przez pryzmat partykularnych interesów państwowego przewoźnika ani ignorować kosztów, które ponosi cała gospodarka z powodu jego przeciągającej się restrukturyzacji.
Według niego, dobrym pomysłem na uporanie się z "upolitycznieniem" kolejnictwa powinna być debata publiczna o jej problemach. Podobny model zastosowała z powodzeniem Szwecja 30 lat temu.
Teraz z górki?
Kilka rządów nie kwapiło się dokładać nadmierne z publicznej kasy do państwowej PKP, bo to była jeszcze jedna studnia bez dna. Wobec skomercjalizowanych PKP politycy spróbowali eksperymentu z samofinansowaniem się. Nie powiódł się, podobnie jak restrukturyzacja w grupie, i narosły problemy, wielkie jak Giewont. Sęk w tym, że uderzają one w niezależnych operatorów, w ich klientów, no i w całą kolei.
Nie ma wyjścia, jeżeli kolej ma się rozwijać; koszty utrzymania linii kolejowych musi w większym stopniu wziąć na siebie państwo, a wspólnie z samorządami - dopłacać do przewozów pasażerskich. Szybko trzeba znaleźć sposób wykorzystania środków unijnych dostępnych na remonty kolei.
- Benefcjent pomocy musi sam wyłożyć jedną czwartą kwoty, której PLK dziś nie ma - zauważa Edmund Plutecki. - Byłoby niewybaczalnym błędem, gdyby środki unijne przeznaczone na ten cel nie zostały wykorzystane.
Natomiast za restrukturyzację samych PKP nie muszą płacić polscy podatnicy. Grupa ta dysponuje wystarczająco dużym majątkiem, który może upłynnić. Prezes Wach zakłada, że za 2-3 lata kwota sprzedawanego majątku i wpływów z prywatyzacji przewyższą kwotę wymaganych zobowiązań. Jeżeli się nie myli, powinno być z górki.
Teraz z górki?
Kilka rządów nie kwapiło się dokładać nadmierne z publicznej kasy do państwowej PKP, bo to była jeszcze jedna studnia bez dna. Wobec skomercjalizowanych PKP politycy spróbowali eksperymentu z samofinansowaniem się. Nie powiódł się, podobnie jak restrukturyzacja w grupie, i narosły problemy, wielkie jak Giewont. Sęk w tym, że uderzają one w niezależnych operatorów, w ich klientów, no i w całą kolei.
Nie ma wyjścia, jeżeli kolej ma się rozwijać; koszty utrzymania linii kolejowych musi w większym stopniu wziąć na siebie państwo, a wspólnie z samorządami - dopłacać do przewozów pasażerskich. Szybko trzeba znaleźć sposób wykorzystania środków unijnych dostępnych na remonty kolei.
- Benefcjent pomocy musi sam wyłożyć jedną czwartą kwoty, której PLK dziś nie ma - zauważa Edmund Plutecki. - Byłoby niewybaczalnym błędem, gdyby środki unijne przeznaczone na ten cel nie zostały wykorzystane.
Natomiast za restrukturyzację samych PKP nie muszą płacić polscy podatnicy. Grupa ta dysponuje wystarczająco dużym majątkiem, który może upłynnić. Prezes Wach zakłada, że za 2-3 lata kwota sprzedawanego majątku i wpływów z prywatyzacji przewyższą kwotę wymaganych zobowiązań. Jeżeli się nie myli, powinno być z górki.
KOMENTARZE (10)
czynny maszynista
01.04.2011 11:12
prywata
laicy precz od kolei przyklad w brytania i pr czy wam to cos mowi
niezal
28.12.2010 18:23
niezalezny
20.05.2010 10:25
