Hutnictwo: silni przeżyją
Renata Dudała - 2010-02-27
Wszystko wskazuje na to, że najgorsze branża stalowa ma już za sobą. Nie będzie raczej spektakularnych bankructw w sektorze, ale nie znaczy to, że wszyscy utrzymają się na rynku.
Pierwszy kwartał tego roku będzie kluczowy i pokaże, w jakim kierunku zmierza rynek. Na rynku zostaną stabilne, zrestrukturyzowane dużo wcześniej firmy. Słabsze, nastawione na szybki zysk, wypadną z
rynku. Niemałe trudności mogą mieć firmy bazujące na kredytach i nie mające kapitału własnego. Także te, dla których dystrybucja i przetwórstwo stali jest działalnością poboczną, bez zakorzenienia w
rynku i odpowiedniego doświadczenia. Jeśli zatem zdarzą się upadki, będzie to dotyczyć firm nastawionych wyłącznie na spekulacje. Taki sposób działania sprawdza się jedynie w czasach koniunktury.
- Dobra kondycja branży stalowej, z jaką mieliśmy do czynienia od końca 2003 roku i przez kolejne lata, spowodowała, że wiele firm rozpoczęło intensywną działalność w ramach dystrybucji i przetwórstwa - mówi Jerzy Bernhard, prezes zarządu Stalproflu SA. - Licząc na hossę na rynku stali, firmy nie zauważyły pojawiających się oznak kryzysu. Te firmy, które nie dopasowały swych możliwości do potrzeb rynku, nie zabezpieczyły finansowania czy też przeinwestowały, popadły w poważne kłopoty, co niekiedy prowadziło do upadłości.
Jak zauważa Robert Wojdyna, prezes zarządu Konsorcjum Stali, niektóre firmy trochę na wyrost uwierzyły w szybki rozwój i w to, że koniunktura na stal będzie trwać w nieskończoność. I przeinwestowały.
Hossa nie trwa wiecznie
Tymczasem przyszedł kryzys, spadł popyt i konsumpcja na rynku stali. Sprzedaż na polskim rynku zmalała o 30-40 procent. O tyle samo spadła produkcja.
- Niektóre firmy znalazły się w tarapatach - przyznaje Robert Agh, prezes zarządu spółki Ferona Polska. - Przeinwestowały, licząc na hossę z poprzednich lat, gdy tymczasem spadło zapotrzebowanie na stal i nastąpiło załamanie rynku. Ponadto banki i instytucje ubezpieczające zaostrzyły swą politykę w stosunku do ubiegających się o kredyty firm. To spowodowało, że teraz wszyscy będą bardziej ostrożni, podejmując decyzje inwestycyjne. Na pewno trzeba będzie w większym stopniu liczyć na środki własne, chyba że banki zmienią zdanie co do sektora stalowego.
Zdaniem Wojdyny, trudniejsza sytuacja rynkowa spowodowała, że niektóre linie produkcyjne nie wykorzystują w pełni swych mocy produkcyjnych. To dotyczy zwłaszcza zbrojarni, których powstało bardzo dużo w okresie boomu na stal. Z drugiej strony nie wszyscy zadali sobie pytanie, czy na przykład warto otwierać zbrojarnię w małej miejscowości i czy jest tam wystarczający zbyt na oferowane przez tę zbrojarnię produkty. Zwłaszcza w okresie spowolnienia gospodarki.
- Dobra kondycja branży stalowej, z jaką mieliśmy do czynienia od końca 2003 roku i przez kolejne lata, spowodowała, że wiele firm rozpoczęło intensywną działalność w ramach dystrybucji i przetwórstwa - mówi Jerzy Bernhard, prezes zarządu Stalproflu SA. - Licząc na hossę na rynku stali, firmy nie zauważyły pojawiających się oznak kryzysu. Te firmy, które nie dopasowały swych możliwości do potrzeb rynku, nie zabezpieczyły finansowania czy też przeinwestowały, popadły w poważne kłopoty, co niekiedy prowadziło do upadłości.
Jak zauważa Robert Wojdyna, prezes zarządu Konsorcjum Stali, niektóre firmy trochę na wyrost uwierzyły w szybki rozwój i w to, że koniunktura na stal będzie trwać w nieskończoność. I przeinwestowały.
Hossa nie trwa wiecznie
Tymczasem przyszedł kryzys, spadł popyt i konsumpcja na rynku stali. Sprzedaż na polskim rynku zmalała o 30-40 procent. O tyle samo spadła produkcja.
- Niektóre firmy znalazły się w tarapatach - przyznaje Robert Agh, prezes zarządu spółki Ferona Polska. - Przeinwestowały, licząc na hossę z poprzednich lat, gdy tymczasem spadło zapotrzebowanie na stal i nastąpiło załamanie rynku. Ponadto banki i instytucje ubezpieczające zaostrzyły swą politykę w stosunku do ubiegających się o kredyty firm. To spowodowało, że teraz wszyscy będą bardziej ostrożni, podejmując decyzje inwestycyjne. Na pewno trzeba będzie w większym stopniu liczyć na środki własne, chyba że banki zmienią zdanie co do sektora stalowego.
Zdaniem Wojdyny, trudniejsza sytuacja rynkowa spowodowała, że niektóre linie produkcyjne nie wykorzystują w pełni swych mocy produkcyjnych. To dotyczy zwłaszcza zbrojarni, których powstało bardzo dużo w okresie boomu na stal. Z drugiej strony nie wszyscy zadali sobie pytanie, czy na przykład warto otwierać zbrojarnię w małej miejscowości i czy jest tam wystarczający zbyt na oferowane przez tę zbrojarnię produkty. Zwłaszcza w okresie spowolnienia gospodarki.





PRZYSZŁOŚĆ
nie ma co gadać czas pokaże:))w każdej plotce jest coś prawdy;także kto wie