Huty jadą nad morze
Adam Maciejewskl - 2008-11-05
Zakupem dwóch największych polskich stoczni produkcyjnych zainteresowali się głównie dostawcy stali, czyli podstawowego surowca do budowy statków. Mniej zdeterminowani okazali się odbiorcy, czyli armatorzy, bo nie przeszli do finałowego etapu negocjacji.
Niezależnie od tego, czy o przewadze hutników nad armatorami w staraniach o polskie stocznie zdecydowała chłodna postawa Ministerstwa Skarbu Państwa czy też kalkulacja ekonomiczna samych
zainteresowanych, okazuje się, że stało się lepiej dla stoczni. Armatorzy byliby bowiem zainteresowani jak najniższymi kosztami produkcji, natomiast dostawcy surowca liczą na jak najwyższą cenę za
statek, a tym samym za blachę, którą dostarczą do jego produkcji.
Gdyby izraelski armator Rami Ungar kupił Stocznię Gdynia, zapewne nadal budowane w niej statki byłyby sprzedawane jego firmie po kosztach własnych. To jest podstawowy problem nierentownych kontraktów gdyńskiej stoczni i tak zapewne pozostałoby nadal.
W cenie statku około 60 proc. to koszty surowca, głównie stali, czyli blach i profili konstrukcyjnych. Przez ostatnie lata stocznie polskie budowały rocznie niespełna 30 jednostek, zużywając średnio po 15 tys. ton stali na statek. W skali roku daje to zatem popyt rzędu 450 tysięcy ton. Taka ilość stanowi połowę rocznej sprzedaży realizowanej tylko przez Hutę Częstochowa. Jak zatem wytłumaczyć, dlaczego zakupem dwóch największych morskich stoczni zainteresowały się firmy z sektora stalowego?
Butik ze statkami?
O ile w przypadku Gdyni nabywcą ma być producent i jednocześnie dystrybutor produktów ze stali, to Stocznię Szczecińska Nowa zamierza kupić Mostostal Chojnice z grupy KEM - firma zajmująca się wyłącznie sprzedażą stali i usługowym montowaniem konstrukcji stalowych. Rola norweskiego Ulstein Werft ogranicza się do zapewnienia dostępu do nowoczesnych technologii oraz środków finansowych.
Marian Krawczyk, będący właścicielem (94 proc. akcji) Mostostalu Chojnice, stawia na różnorodne wykorzystanie potencjału Stoczni Szczecińskiej Nowa (SSN), aby zapewnić firmie bezpieczeństwo na wypadek pogorszenia koniunktury. Łatwiejsze ma być też zarządzanie, gdy wyraźnie będzie widać, jaka działalność przynosi zyski, gdzie pojawiają się duże koszty, a nawet straty. Stąd pomysł na utworzenie pięciu odrębnych spółek w miejsce jednej SSN.
Michał Kolonko, dyrektor w Mostostalu Chojnice, poinformował, że podstawowym pomysłem na stocznię, jaki przygotowała jego spółka jest stworzenie "butików", gdzie produkowane będą specjalistyczne statki na zamówienie.
Gdyby izraelski armator Rami Ungar kupił Stocznię Gdynia, zapewne nadal budowane w niej statki byłyby sprzedawane jego firmie po kosztach własnych. To jest podstawowy problem nierentownych kontraktów gdyńskiej stoczni i tak zapewne pozostałoby nadal.
W cenie statku około 60 proc. to koszty surowca, głównie stali, czyli blach i profili konstrukcyjnych. Przez ostatnie lata stocznie polskie budowały rocznie niespełna 30 jednostek, zużywając średnio po 15 tys. ton stali na statek. W skali roku daje to zatem popyt rzędu 450 tysięcy ton. Taka ilość stanowi połowę rocznej sprzedaży realizowanej tylko przez Hutę Częstochowa. Jak zatem wytłumaczyć, dlaczego zakupem dwóch największych morskich stoczni zainteresowały się firmy z sektora stalowego?
Butik ze statkami?
O ile w przypadku Gdyni nabywcą ma być producent i jednocześnie dystrybutor produktów ze stali, to Stocznię Szczecińska Nowa zamierza kupić Mostostal Chojnice z grupy KEM - firma zajmująca się wyłącznie sprzedażą stali i usługowym montowaniem konstrukcji stalowych. Rola norweskiego Ulstein Werft ogranicza się do zapewnienia dostępu do nowoczesnych technologii oraz środków finansowych.
Marian Krawczyk, będący właścicielem (94 proc. akcji) Mostostalu Chojnice, stawia na różnorodne wykorzystanie potencjału Stoczni Szczecińskiej Nowa (SSN), aby zapewnić firmie bezpieczeństwo na wypadek pogorszenia koniunktury. Łatwiejsze ma być też zarządzanie, gdy wyraźnie będzie widać, jaka działalność przynosi zyski, gdzie pojawiają się duże koszty, a nawet straty. Stąd pomysł na utworzenie pięciu odrębnych spółek w miejsce jednej SSN.
Michał Kolonko, dyrektor w Mostostalu Chojnice, poinformował, że podstawowym pomysłem na stocznię, jaki przygotowała jego spółka jest stworzenie "butików", gdzie produkowane będą specjalistyczne statki na zamówienie.
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- Następna strona
KOMENTARZE (1)
-
29.12.2009 20:52Stoczniowiec






Stocznie
Z perspektywy czasu widać ,że wszyscy dali (cenzura) i stocznia w Gdyni i Szzcecinie upadły i już nie podniosą się.