Autor: Adam Maciejewskl | 2008-11-05
Huty jadą nad morze
Zakupem dwóch największych polskich stoczni produkcyjnych zainteresowali się głównie dostawcy stali, czyli podstawowego surowca do budowy statków. Mniej zdeterminowani okazali się odbiorcy, czyli armatorzy, bo nie przeszli do finałowego etapu negocjacji.
Do budowy statków stosowana jest z reguły blacha czarna o podwyższonej wytrzymałości. Jej dostawcami są obok Huty Częstochowa, mającej dominującą pozycję w Polsce, także czeskie Vitkovice
i fińskie Rautaruukki. Wyjątkiem były chemikaliowce ze Szczecina. W tych modelach połowę kadłuba (o podwójnym poszyciu) budowano z stali kwasoodpornej, kupowanej głównie na giełdach
towarowych.
Szczecińska stocznia ze względu na specyfikę budowy tych statków wyrosła w ostatnich latach na głównego odbiorcę blach okrętowych. Buduje bowiem szybciej niż Gdynia, zaś zużycie materiałów ma na podobnym poziomie w przeliczeniu na jednostkę. Na produkowane od ponad 10 lat kontenerowce serii B 170 o ładowności 1700 TEU (standardowe kontenery o długości 20 stóp) Stocznia Szczecińska Nowa potrzebuje około 5 tysięcy ton blachy czarnej o podwyższonej wytrzymałości. Niemal dwukrotnie większy kontenerowiec o roboczej nazwie B 178 przewożący 3100 TEU wymaga już około 14 tys. ton stali. W obydwu przypadkach około 60 proc. materiału zużywane jest na poszycie kadłuba. Z tego około 15 proc. to odpady produkcyjne. Nie wszystkie ścinki się marnują, bo z części robi się elementy konstrukcyjne (wręgi i inne wzmocnienia). Obydwa kontenerowce stanowią 72 proc. portfela zamówień w SSN.
Marian Bąk, odwołany niedawno dyrektor generalny Centrali Zaopatrzenia Hutnictwa w Katowicach, wspomina, że gdy w połowie 2005 roku zawierano trójstronną umowę między Korporacją Polskie Stocznie, Hutą Częstochowa i Agencją Rozwoju Przemysłu, zakładano roczne dostawy na poziomie 30 mln zł przy ówczesnych cenach na poziomie 700 dolarów za tonę.
- W pierwszym roku taka rzeczywiście była wartość dostaw, ale w drugim, w szczycie wzrostu cen na rynkach światowych, wzrastała nawet do 80 mln zł. Mieliśmy jednak wyłączność na dostawy z Częstochowy do naszych dwóch stoczni i to było dobre rozwiązanie, bo niekonkurencyjne okazywały się oferty z Chin i Korei - podkreśla dyrektor Bąk. Przyznaje jednak, że przy obecnym spadku cen stali o prawie połowę zarządy stoczni mogą dodatkowo rozważyć sprowadzanie stali z Azji, bo tona jest tam średnio o 100 dolarów tańsza niż w Europie.
- Trzeba jednak pamiętać, że na zakup w Chinach konieczne są przedpłaty, zamawiać trzeba cały statek, a dostawa trwa 90 dni, co oznacza poważne zamrożenie gotówki - dodaje Marian Bąk.
Szczecińska stocznia ze względu na specyfikę budowy tych statków wyrosła w ostatnich latach na głównego odbiorcę blach okrętowych. Buduje bowiem szybciej niż Gdynia, zaś zużycie materiałów ma na podobnym poziomie w przeliczeniu na jednostkę. Na produkowane od ponad 10 lat kontenerowce serii B 170 o ładowności 1700 TEU (standardowe kontenery o długości 20 stóp) Stocznia Szczecińska Nowa potrzebuje około 5 tysięcy ton blachy czarnej o podwyższonej wytrzymałości. Niemal dwukrotnie większy kontenerowiec o roboczej nazwie B 178 przewożący 3100 TEU wymaga już około 14 tys. ton stali. W obydwu przypadkach około 60 proc. materiału zużywane jest na poszycie kadłuba. Z tego około 15 proc. to odpady produkcyjne. Nie wszystkie ścinki się marnują, bo z części robi się elementy konstrukcyjne (wręgi i inne wzmocnienia). Obydwa kontenerowce stanowią 72 proc. portfela zamówień w SSN.
Marian Bąk, odwołany niedawno dyrektor generalny Centrali Zaopatrzenia Hutnictwa w Katowicach, wspomina, że gdy w połowie 2005 roku zawierano trójstronną umowę między Korporacją Polskie Stocznie, Hutą Częstochowa i Agencją Rozwoju Przemysłu, zakładano roczne dostawy na poziomie 30 mln zł przy ówczesnych cenach na poziomie 700 dolarów za tonę.
- W pierwszym roku taka rzeczywiście była wartość dostaw, ale w drugim, w szczycie wzrostu cen na rynkach światowych, wzrastała nawet do 80 mln zł. Mieliśmy jednak wyłączność na dostawy z Częstochowy do naszych dwóch stoczni i to było dobre rozwiązanie, bo niekonkurencyjne okazywały się oferty z Chin i Korei - podkreśla dyrektor Bąk. Przyznaje jednak, że przy obecnym spadku cen stali o prawie połowę zarządy stoczni mogą dodatkowo rozważyć sprowadzanie stali z Azji, bo tona jest tam średnio o 100 dolarów tańsza niż w Europie.
- Trzeba jednak pamiętać, że na zakup w Chinach konieczne są przedpłaty, zamawiać trzeba cały statek, a dostawa trwa 90 dni, co oznacza poważne zamrożenie gotówki - dodaje Marian Bąk.
KOMENTARZE (1)
Stoczniowiec
29.12.2009 20:52
