Jak polskie koncerny naftowe poradziły sobie z kryzysem
Marcin Szczepański - 2010-06-14
Wartość spółki i osób nią zarządzających poznaje się po tym, jak firma przezwycięża kryzysy. Oba polskie koncerny naftowe zdały egzamin z korzyścią dla całej polskiej gospodarki. Ale przed nimi nowe wyzwania.
Liczby nie kłamią. Zarówno Orlen, jak i Lotos bez większych kłopotów wybrnęły z najgorszego okresu i powoli odbudowują swoją pozycję inwestycyjną. Można oczywiście dyskutować, na ile jest to zasługa
samych spółek i ich zarządów, a na ile całej gospodarki, która w mniejszym stopniu, niż inne kraje europejskie, odczuła skutki globalnego kryzysu.
A o tym, że sytuacja rynkowa była trudna, chyba nikogo, kto obserwował branżę na przestrzeni ostatnich dwóch lat, nie trzeba przekonywać. Wystarczy spojrzeć na dwa kluczowe wskaźniki dla sektora rafineryjnego w naszym regionie, czyli marże rafineryjne oraz dyferencjał (tj. różnica w cenie pomiędzy zasiarczoną ropą rosyjską a "słodką" ropą Brent). W najgorszym od lat pod tym względem IV kwartale minionego roku marża osiągnęła poziom 2,2 dolara za baryłkę, a dyferencjał 0,7 dolara. Jak się dziś okazuje, był to jednak ostatni okres niekorzystnego trendu.
Od początku roku sytuacja konsekwentnie się poprawia. Według danych na koniec I kwartału, marża wynosiła 4 dolary, a dyferencjał 1,4 dol. Jak na tak krótki okres, było to więc znaczące odbicie. Dane z maja pokazują dalszą poprawę sytuacji.
Zarówno Orlen, jak i Lotos nie kryją ulgi z tego powodu, tym bardziej że od kilku miesięcy mamy do czynienia z powolnym, ale stabilnym wzrostem cen ropy, co dla spółek bez znaczących własnych złóż zawsze jest niekorzystne. Sytuację pogarsza jeszcze rozchwiany rynek walutowy z niestabilnym kursem dolara.
Oczywiście nie oznacza to, że nastąpi natychmiastowa poprawa. Widać to choćby po wskaźnikach wykorzystania mocy produkcyjnych rafinerii Orlenu w Czechach i na Litwie, które jeszcze w I kwartale spadło poniżej 70 proc.
- Na szczęście i pod tym względem sytuacja się poprawia. W maju przerób w Możejkach wzrósł do poziomu ponad 80 proc. - poinformował wiceprezes Orlenu Sławomir Jędrzejczyk.
Wielcy zaciskają pasa
Mieliśmy też do czynienia z jeszcze jednym negatywnym czynnikiem. Niemal na wszystkich rynkach w regionie od początku roku mają miejsce spadki konsumpcji paliw. W Polsce mieliśmy do czynienia z zaledwie procentową korektą, ale w Czechach już z 12-procentowym regresem. To z jednej strony efekt mroźnej zimy, z drugiej - wzrostu obciążeń podatkowych w Polsce i Czechach, które przełożyły się na wzrost cen.
A o tym, że sytuacja rynkowa była trudna, chyba nikogo, kto obserwował branżę na przestrzeni ostatnich dwóch lat, nie trzeba przekonywać. Wystarczy spojrzeć na dwa kluczowe wskaźniki dla sektora rafineryjnego w naszym regionie, czyli marże rafineryjne oraz dyferencjał (tj. różnica w cenie pomiędzy zasiarczoną ropą rosyjską a "słodką" ropą Brent). W najgorszym od lat pod tym względem IV kwartale minionego roku marża osiągnęła poziom 2,2 dolara za baryłkę, a dyferencjał 0,7 dolara. Jak się dziś okazuje, był to jednak ostatni okres niekorzystnego trendu.
Od początku roku sytuacja konsekwentnie się poprawia. Według danych na koniec I kwartału, marża wynosiła 4 dolary, a dyferencjał 1,4 dol. Jak na tak krótki okres, było to więc znaczące odbicie. Dane z maja pokazują dalszą poprawę sytuacji.
Zarówno Orlen, jak i Lotos nie kryją ulgi z tego powodu, tym bardziej że od kilku miesięcy mamy do czynienia z powolnym, ale stabilnym wzrostem cen ropy, co dla spółek bez znaczących własnych złóż zawsze jest niekorzystne. Sytuację pogarsza jeszcze rozchwiany rynek walutowy z niestabilnym kursem dolara.
Oczywiście nie oznacza to, że nastąpi natychmiastowa poprawa. Widać to choćby po wskaźnikach wykorzystania mocy produkcyjnych rafinerii Orlenu w Czechach i na Litwie, które jeszcze w I kwartale spadło poniżej 70 proc.
- Na szczęście i pod tym względem sytuacja się poprawia. W maju przerób w Możejkach wzrósł do poziomu ponad 80 proc. - poinformował wiceprezes Orlenu Sławomir Jędrzejczyk.
Wielcy zaciskają pasa
Mieliśmy też do czynienia z jeszcze jednym negatywnym czynnikiem. Niemal na wszystkich rynkach w regionie od początku roku mają miejsce spadki konsumpcji paliw. W Polsce mieliśmy do czynienia z zaledwie procentową korektą, ale w Czechach już z 12-procentowym regresem. To z jednej strony efekt mroźnej zimy, z drugiej - wzrostu obciążeń podatkowych w Polsce i Czechach, które przełożyły się na wzrost cen.
KOMENTARZE (1)
-
26.06.2010 19:25analityk




autor swoje wnioski wywodzi z błednych informacji
Jakie złoża na Morzu Norweskim?, jakie złoża na szelfie Litewskim?Zarządza Lotosem odlewnik (...)