Jasiński: Sprzedawałem, ale za dobrą cenę
Piotr Apanowicz - 2008-07-14
- Truizmem wydaje się dziś jednak stwierdzenie, że przedsiębiorstwa z reguły efektywniej zarządzane są przez właścicieli prywatnych niż państwowych.
- Najczęściej bywa tak w spółkach małych i średnich. Natomiast w dużych może być inaczej. Popatrzmy na CEZ; jest to bardzo duża spółka, w której większościowym akcjonariuszem jest rząd czeski, i co? Świetnie sobie na rynku radzi. Trzeba tylko chcieć nad tym popracować. Ci, którzy mówią, że w Polsce należy dokonać tzw. prawdziwej prywatyzacji, w istocie chcą doprowadzić do tego, aby w Polsce nie było ani jednego centrum decyzyjnego dużej spółki o ambicjach przynajmniej regionalnych. Ja uważam, że potencjał Polski upoważnia nas do tego, aby kilka takich spółek było.
- Czy pokusiłby się pan o ocenę pracy swojego następcy na stanowisku ministra Skarbu Państwa, abstrahując od przygotowanego przezeń programu prywatyzacji?
- Metod pracy ministra Grada nie znam, ale faktem jest, że jeśli chodzi o społeczną ocenę jego poczynań, to nie jest ona dobra.
- A co pan sądzi o opiniach, że dzisiaj w resorcie skarbu panuje paraliż decyzyjny, bo urzędnicy wyższego i średniego szczebla boją się podejmować jakiekolwiek decyzje z obawy przed zwolnieniami?
- Ja również słyszałem takie opinie, ale nie wypada mi ich powtarzać, bo wyjdzie na to, że kolportuję plotki powodowany niskimi instynktami.
- Rząd Donalda Tuska utrzymał relatywnie długą listę podmiotów strategicznych, które prywatyzowane nie będą, lub przynajmniej w których Skarb Państwa planuje zachować kontrolę, jak w przypadku banku BKO BP. Czy jakichś przedsiębiorstw panu na tej liście ewidentnie brakuje?
- Na ten temat o tyle trudno rozmawiać, że tak naprawdę pełnej listy tych przedsiębiorstw nie ma. Są listy przykładowe i jeśli powiem, że jakiejś firmy na nich nie ma, można łatwo powiedzieć, że dana spółka w rzeczywistości się na liście znajduje. Moim zdaniem, o czym już wspominałem, także firmy energetyczne powinny pozostać pod kontrolą Skarbu Państwa, przynajmniej w średnim lub nawet długim okresie.
Powodem jest chociażby to, że potencjalni zagraniczni właściciele tych przedsiębiorstw, w kontekście grożącemu całej Europie deficytowi mocy wytwórczych energii elektrycznej, z pewnością znajdą sposób, żeby w pierwszej kolejności inwestować w nowe moce w swoich krajach macierzystych, a dopiero potem w Polsce, nawet jeżeli będą to sposoby pozaekonomiczne.
KOMENTARZE (4)
-
19.08.2008 10:40Jerzy
-
01.08.2008 18:19Roxana
-
27.07.2008 18:28olek


Czas już to zdjąć
Nie wiem, dlaczego taki kłamliwy artykuł tak długo się przewija przez WNP. Rzecz w tym, że facet nie sprzedawał i przez to (...)