Kaspijska ropa musi się opłacać
Piotr Apanowicz - 2008-06-10
Optymiści liczą na to, że budowa przedłużenia rurociągu z Brodów do Adamowa ruszy w 2009 roku. Pesymiści pytają, skąd będzie pochodzić ropa do transportu tym rurociągiem, kto ją będzie kupował i po jakiej cenie.
Historia projektu budowy rurociągu naftowego z Odessy nad Morzem Czarnym do Płocka i Gdańska jest długa i... niedokończona. Wiele wskazuje jednak na to, że ostatnio to przedsięwzięcie wreszcie
nabiera realnych kształtów. Pierwszym sygnałem było rozszerzenie składu udziałowców Sarmatii, spółki powołanej do realizacji przedłużenia rurociągu z Brodów do Adamowa przy granicy
polsko-białoruskiej, o firmy z Azerbejdżanu (SOCAR), Gruzji (GOGC) i Litwy (Klaipedos Nafta).
Drugi dobry znak to ogłoszenie przetargu na studium wykonalności tego projektu, który rozstrzygnięty został w kwietniu tego roku. Do końca listopada ma ono odpowiedzieć na większość pytań kluczowych dla realizacji inwestycji. W tym to jedno, zdecydowanie najważniejsze: czy to się będzie opłacać.
Matematyka i polityka
Jedną z najważniejszych wątpliwości, związanych z budową przedłużenia rurociągu, jest niepewność co do potencjalnych źródeł ropy, która miałaby trafi ć do rurociągu w Odessie. Wielu ekspertów sceptycznie podchodzi do możliwości budowy nowego odcinka rurociągu ze względu na brak wśród udziałowców Sarmatii spółki z Kazachstanu.
- Bez Kazachstanu nie będzie po prostu wystarczająco dużo ropy, którą można by tłoczyć do Europy, żeby zapewnić efektywność tego przedsięwzięcia - mówił nam Maciej Gierej, były prezes Nafty Polskiej. Jego zdaniem, azerski SOCAR może skierować maksymalnie do 15 mln ton ropy rocznie do terminalu nad Morzem Czarnym, skąd mogłaby ona trafi ć do rurociągu w Odessie, natomiast dla opłacalności tego projektu potrzeba od 25 do 40 mln ton ropy, którą bez problemu mógłby zapewnić jedynie Kazachstan.
- Bez Kazachstanu projekt przedłużenia rurociągu Odessa-Brody do Polski pozostanie przedsięwzięciem czysto politycznym, a nie gospodarczym - uważa Gierej. W jego opinii, jeżeli rząd będzie utrzymywał, że projekt ma powstać w oparciu o przesłanki ekonomiczne, a nie polityczne, to bez udziału Kazachstanu raczej nie ma szans, żeby się on domknął finansowo.
A czy z samych tylko powodów politycznych rurociąg może powstać, jeżeli udziałowcy Sarmatii będą dostatecznie zdeterminowani? - Oczywiście, istnieje taka ewentualność, ale wówczas nigdy nie będzie pewności, że rurociąg będzie wykorzystywany zgodnie z założeniami jego pomysłodawców - zastrzega Maciej Gierej.
Innego zdania jest Marcin Jastrzębski, prezes Sarmatii, który przekonuje w rozmowie z "Nowym Przemysłem", że po wybudowaniu przedłużenia rurociągu do Polski nie powinno być problemu z zapełnieniem go ropą, także tą pochodzącą z Kazachstanu.
Drugi dobry znak to ogłoszenie przetargu na studium wykonalności tego projektu, który rozstrzygnięty został w kwietniu tego roku. Do końca listopada ma ono odpowiedzieć na większość pytań kluczowych dla realizacji inwestycji. W tym to jedno, zdecydowanie najważniejsze: czy to się będzie opłacać.
Matematyka i polityka
Jedną z najważniejszych wątpliwości, związanych z budową przedłużenia rurociągu, jest niepewność co do potencjalnych źródeł ropy, która miałaby trafi ć do rurociągu w Odessie. Wielu ekspertów sceptycznie podchodzi do możliwości budowy nowego odcinka rurociągu ze względu na brak wśród udziałowców Sarmatii spółki z Kazachstanu.
- Bez Kazachstanu nie będzie po prostu wystarczająco dużo ropy, którą można by tłoczyć do Europy, żeby zapewnić efektywność tego przedsięwzięcia - mówił nam Maciej Gierej, były prezes Nafty Polskiej. Jego zdaniem, azerski SOCAR może skierować maksymalnie do 15 mln ton ropy rocznie do terminalu nad Morzem Czarnym, skąd mogłaby ona trafi ć do rurociągu w Odessie, natomiast dla opłacalności tego projektu potrzeba od 25 do 40 mln ton ropy, którą bez problemu mógłby zapewnić jedynie Kazachstan.
- Bez Kazachstanu projekt przedłużenia rurociągu Odessa-Brody do Polski pozostanie przedsięwzięciem czysto politycznym, a nie gospodarczym - uważa Gierej. W jego opinii, jeżeli rząd będzie utrzymywał, że projekt ma powstać w oparciu o przesłanki ekonomiczne, a nie polityczne, to bez udziału Kazachstanu raczej nie ma szans, żeby się on domknął finansowo.
A czy z samych tylko powodów politycznych rurociąg może powstać, jeżeli udziałowcy Sarmatii będą dostatecznie zdeterminowani? - Oczywiście, istnieje taka ewentualność, ale wówczas nigdy nie będzie pewności, że rurociąg będzie wykorzystywany zgodnie z założeniami jego pomysłodawców - zastrzega Maciej Gierej.
Innego zdania jest Marcin Jastrzębski, prezes Sarmatii, który przekonuje w rozmowie z "Nowym Przemysłem", że po wybudowaniu przedłużenia rurociągu do Polski nie powinno być problemu z zapełnieniem go ropą, także tą pochodzącą z Kazachstanu.
- 1
- 2
- 3
- 4
- Następna strona
KOMENTARZE (2)
-
04.08.2008 10:33łatwo było oizbywać się młodych, którzy wyjechali na zachów za chlebem, zamiast w kraju dać im zarobić, a teraz "starymi" trzeba łatać braki. Kto mi da więcej zarobić, gdy będę pracowała po 55 roku życia ? Chcę pójść na emeryturę, bo
-
25.06.2008 20:05Krzysztof Zuber - BASTION





łatwo było oizbywać się młodych, którzy wyjechali na zachów za chlebem, zamiast w kraju dać im zarobić, a teraz "starymi" trzeba łatać braki. Kto mi (...)