Konferencje Nowego Przemysłu: prywatyzacji nie będzie, biopaliwa czekają
Dariusz Malinowski - 2007-01-03
Ponad 300 osób wzięło udział w zorganizowanej przez Miesięcznik Gospodarczy "Nowy Przemysł" konferencji poświęconej branżom chemicznej i naftowej. Największe emocje wzbudziły sprawy prywatyzacyjne.
Już wystąpienie wiceministra skarbu Pawła Szałamachy (odpowiedzialny za oba sektory) dało jasny i czytelny sygnał, że nie należy się spodziewać dalszej prywatyzacji obu naszych największych firm
paliwowych: PKN Orlen oraz Grupy Lotos.
Ciekawe było uzasadnienie - Skarb Państwa obawia się, że sprzedaż akcji obu spółek mogłaby poprzez dalsze transakcje doprowadzić do wejścia do nich inwestora z niechcianego przez rząd kraju. Mimo że nazwa państwa nie padała, to wiadomo, że chodziło o Rosję. Tym bardziej, że wiceminister jako przykład takiej transakcji podał Węgry. Tam uczestnikami prywatyzacji największej gazowej firmy były koncerny niemieckie. Po zawarciu sojuszu z rosyjskim Gazpromem okazało się, że to właśnie Rosjanie zostali głównym rozgrywającym na tamtejszym gazowym rynku.
Wiceminister przedstawił także oczekiwania resortu wobec PKN Orlen. Zdaniem Szałamachy, po przejęciu litewskiej rafinerii Możejki, zarząd powinien zająć się zakupem złóż. Minister nie chciał powiedzieć, czy będzie to zarząd kierowany jeszcze przez prezesa Igora Chalupca. Od wielu miesięcy trwają spekulacje, że po zakupie Możejek Chalupec będzie musiał odejść.
Do gorącej dyskusji doszło przy okazji omawiania prywatyzacji zakładów azotowych w Tarnowie i Kędzierzynie. Zdaniem Jerzego Majchrzaka z Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego (były prezes ZA Kędzierzyn), decyzja o zerwaniu negocjacji z niemieckim koncernem PCC oznacza, że stracono rok.
- A tego czasu nie ma, ponieważ na rynku chemikaliów spodziewane jest pogorszenie się otoczenia rynkowego - zauważył Majchrzak.
Oponował przeciwko temu prezes Nafty Polskiej Marek Drac-Tatoń. Według niego, wstrzymanie sprzedaży było rozsądnym krokiem, ponieważ cena, jaką miał zapłacić PCC, była zbyt niska.
- Nie może być tak, że zakład sprzedaje się za dwuletnie zyski - mówił Tatoń. Nie spodobało się to niektórym uczestnikom dyskusji.
- Takie postawienie sytuacji jest błędne. Oparcie się przy wycenie na wynikach finansowych z dwóch ostatnich lat wskazuje na elementarne braki w wiedzy ekonomicznej - powiedział nam jeden z uczestników dyskusji.
Szałamacha zapowiedział, że opracowane są nowe koncepcje funkcjonowania branży. Jako przykład zostały podane plany wejścia na giełdę zakładów w Tarnowie.
- W zapowiedziach Nafty Polskiej i resortu skarbu widzę w dużej części realizację dawnego programu dla branży - przyznał Maciej Gierej, były prezes Nafty.
Ciekawe było uzasadnienie - Skarb Państwa obawia się, że sprzedaż akcji obu spółek mogłaby poprzez dalsze transakcje doprowadzić do wejścia do nich inwestora z niechcianego przez rząd kraju. Mimo że nazwa państwa nie padała, to wiadomo, że chodziło o Rosję. Tym bardziej, że wiceminister jako przykład takiej transakcji podał Węgry. Tam uczestnikami prywatyzacji największej gazowej firmy były koncerny niemieckie. Po zawarciu sojuszu z rosyjskim Gazpromem okazało się, że to właśnie Rosjanie zostali głównym rozgrywającym na tamtejszym gazowym rynku.
Wiceminister przedstawił także oczekiwania resortu wobec PKN Orlen. Zdaniem Szałamachy, po przejęciu litewskiej rafinerii Możejki, zarząd powinien zająć się zakupem złóż. Minister nie chciał powiedzieć, czy będzie to zarząd kierowany jeszcze przez prezesa Igora Chalupca. Od wielu miesięcy trwają spekulacje, że po zakupie Możejek Chalupec będzie musiał odejść.
Do gorącej dyskusji doszło przy okazji omawiania prywatyzacji zakładów azotowych w Tarnowie i Kędzierzynie. Zdaniem Jerzego Majchrzaka z Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego (były prezes ZA Kędzierzyn), decyzja o zerwaniu negocjacji z niemieckim koncernem PCC oznacza, że stracono rok.
- A tego czasu nie ma, ponieważ na rynku chemikaliów spodziewane jest pogorszenie się otoczenia rynkowego - zauważył Majchrzak.
Oponował przeciwko temu prezes Nafty Polskiej Marek Drac-Tatoń. Według niego, wstrzymanie sprzedaży było rozsądnym krokiem, ponieważ cena, jaką miał zapłacić PCC, była zbyt niska.
- Nie może być tak, że zakład sprzedaje się za dwuletnie zyski - mówił Tatoń. Nie spodobało się to niektórym uczestnikom dyskusji.
- Takie postawienie sytuacji jest błędne. Oparcie się przy wycenie na wynikach finansowych z dwóch ostatnich lat wskazuje na elementarne braki w wiedzy ekonomicznej - powiedział nam jeden z uczestników dyskusji.
Szałamacha zapowiedział, że opracowane są nowe koncepcje funkcjonowania branży. Jako przykład zostały podane plany wejścia na giełdę zakładów w Tarnowie.
- W zapowiedziach Nafty Polskiej i resortu skarbu widzę w dużej części realizację dawnego programu dla branży - przyznał Maciej Gierej, były prezes Nafty.


Nie dodano jeszcze żadnego komentarza