Koniec marzeń o drugim Kuwejcie?

wnp.pl (Piotr Apanowicz) - 2009-06-10
Ambitne plany polskich firm naftowych dotyczące poszukiwania dostępu do własnych złóż ropy naftowej wciąż pozostają głównie na papierze. Trudna sytuacja na rynku dodatkowo zmusza nasze koncerny do wycofywania się z prowadzonych już prac w kierunku pozyskiwania złóż.
Coraz więcej wskazuje na to, że jednak nie zostaniemy w najbliższych latach potęgą wydobywczą. Tymczasem jeszcze pod koniec listopada 2008 roku, a więc już w obliczu pierwszych oznak kryzysu gospodarczego, gdy PKN Orlen ogłaszał zaktualizowaną strategię na lata 2009-13, wydawało się, że wejście w segment wydobywczy stoi przed nami otworem.

Płocki koncern planował wydawać co rok na upstream ok. 140 mln zł, dzięki czemu w 2013 roku własne wydobycie koncernu miało wynieść co najmniej 1 mln baryłek ropy (ok. 130 tys. ton) rocznie.

Co więcej, kwota ta uwzględniała jedynie tzw. inwestycje organiczne, nie licząc akwizycji i umów partnerstwa strategicznego, z którymi Orlen wiązał największe nadzieje na poważne zaistnienie na rynku wydobywczym.

Prezes PKN Orlen Jacek Krawiec podkreślał wówczas, że w efekcie przeceny spowodowanej kryzysem spółki wydobywcze można kupić nawet za 20-30 proc. ich wcześniejszych wycen. A Sławomir Jędrzejczyk, wiceprezes płockiej spółki ds. finansowych, dodawał, że na ten cel Orlen może prze¬znaczyć większość środków pozyskanych z planowanych do sprzedaży udziałów w Polkomtelu i Anwilu.

Orlen mówi pas

Jeszcze pod koniec lutego tego roku Jacek Krawiec informował o zaawansowanych rozmowach dotyczących zakupu przez Orlen notowanej na giełdzie spółki wydobywczej, która miała kosztować koncern kilkaset milionów złotych. A potem nagle wszystko się zmieniło.

- Zrezygnowaliśmy z zakupu tej spółki i podjęliśmy decyzję o ograniczeniu wydatków na upstream do absolutnego minimum - powiedział nam Sławomir Jędrzejczyk.

Według niego, spółka zajmuje się obecnie jedynie dwoma projektami z tej dziedziny, jednym w Polsce, a drugim na szelfie Morza Bałtyckiego, ale nie należy się spodziewać w ich przypadku ani znaczących wydatków, ani szybkiego efektu w postaci wydobycia surowca.

Również kiedy dojdzie w końcu do sprzedaży udziałów Anwilu i Polkomtela, nie poprawi to sytuacji w segmencie upstream. - Środki z tych dezinwestycji zostaną przeznaczone przede wszystkim na spłatę zadłużenia grupy, a nie na inwestycje w segment wydobywczy - nie zostawia wątpliwości Jędrzejczyk.

W ramach poszukiwania oszczędności także Grupa Lotos zapowiedziała powstrzymanie się od startowania w kolejnych przetargach na poszukiwanie i zagospodarowywanie zagranicznych złóż ropy naftowej. To głównie dzięki rezygnacji z tego typu przetargów gdański koncern chce zmniejszyć wydatki na sektor upstream w latach 2009-12 o 1,6 mld zł, z 4,5 mld zł planowanych w aktualizowanej w czerwcu 2008 roku strategii do 2,9 mld zł.

Prezes Lotosu Paweł Olechnowicz zapewnia jednak, że zapowiedzi ograniczenia zagranicznej aktywności w sektorze wydobywczym nie dotyczą przygotowywanego do eksploatacji złoża Yme na Morzu Północnym, a także koncesji poszukiwawczych, przyznanych spółce Lotos Norge przez norweski rząd.

KOMENTARZE (0)

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza

DODAJ KOMENTARZ

Formularz komentarza