Autor: Tadeusz Gańczarczyk | 2009-11-22
Kryzys się skończył? Najgorsze dopiero przed nami
O potencjale finansowym polskich przedsiębiorstw w trudnym czasie wychodzenia z kryzysu rozmawiamy z Rafałem Abratańskim, wiceprezesem zarządu Domu Maklerskiego IDM SA.
- Czy wobec sztywnej postawy banków utrudniającej starania o kredyt istnieje jakakolwiek inna możliwość finansowania przedsiębiorstw, aby mogły przetrwać czas kryzysu?
- Tradycyjne metody poprawy płynności finansowej okazują się niewystarczające, banki usztywniły swoją politykę. Trudno liczyć na nowy kredyt, jeśli jest kłopot z jego utrzymaniem czy odnowieniem. Podobnie sytuacja wygląda, jeśli chodzi o faktoring czy ubezpieczenie należności. To już nie jest tendencja - tak się stało.
Państwo w takiej sytuacji próbuje uruchomić programy pomocowe, wpompować w gospodarkę nawet 100 mld zł. Ale jakie ma do tego narzędzia? Jedyny bank - BGK - ma ożywić gospodarkę, rozkręcając akcję kredytową? Oni nawet nie mają mocy przerobowych, oprzyrządowania, nie mówiąc o doświadczeniu w zakresie finansowania przedsiębiorstw prywatnych. Jest wola, są pieniądze, ale nie można ich wykorzystać, użyć ich w celu przywrócenia płynności finansowej w obiegu gospodarczym. Prawda jest taka, że zdolność oddziaływania państwa na realną gospodarkę jest znikoma.
- Czy ta trudna sytuacja finansowa przemysłu nie wpłynie na zmianę postawy banków? Czy potencjalne źródła finansowania nie mogłyby przejąć większego ryzyka?
- Nie. To utopia. Obie strony uczą się z kryzysu. Biorca i dawca kapitału. Pozytywem jest to, że umawiamy się na prosty deal, a nie na jakieś modne skomplikowane hybrydy. Obie strony się rozumieją. Ale nie wierzmy, że będzie inaczej z ryzykiem. Ponieważ irracjonalny czas już był, kiedy było zbyt dużo zbyt taniego kapitału. Łatwo się po niego sięgało, nie trzeba było mieć wielkiego pomysłu, aby dostać pieniądze. Dawcy też byli rozpuszczeni, bo co jakiś czas mieli "złoty strzał". Tak pięknie już nie będzie.
- Jak się ma w kryzysie rynek giełdowy, może dla niektórych f rm to będzie droga po kapitał na przetrwanie i rozwój?
- Giełda ma problem, kiedy nie ma transakcji. Jeśli są, nawet na najniższych poziomach wycen, to jest ruch w interesie. Coś się dzieje. Okres bez transakcji jest, niezależnie od tego, czy jesteśmy na samych szczytach, czy na samych dołkach, złym czasem. Zresztą dla całej gospodarki, dla każdego przedsiębiorstwa najgorszy jest brak transakcji. Na szczęście, wydaje się, że GPW i firmy związane z giełdą mają to już za sobą.
- Tradycyjne metody poprawy płynności finansowej okazują się niewystarczające, banki usztywniły swoją politykę. Trudno liczyć na nowy kredyt, jeśli jest kłopot z jego utrzymaniem czy odnowieniem. Podobnie sytuacja wygląda, jeśli chodzi o faktoring czy ubezpieczenie należności. To już nie jest tendencja - tak się stało.
Państwo w takiej sytuacji próbuje uruchomić programy pomocowe, wpompować w gospodarkę nawet 100 mld zł. Ale jakie ma do tego narzędzia? Jedyny bank - BGK - ma ożywić gospodarkę, rozkręcając akcję kredytową? Oni nawet nie mają mocy przerobowych, oprzyrządowania, nie mówiąc o doświadczeniu w zakresie finansowania przedsiębiorstw prywatnych. Jest wola, są pieniądze, ale nie można ich wykorzystać, użyć ich w celu przywrócenia płynności finansowej w obiegu gospodarczym. Prawda jest taka, że zdolność oddziaływania państwa na realną gospodarkę jest znikoma.
- Czy ta trudna sytuacja finansowa przemysłu nie wpłynie na zmianę postawy banków? Czy potencjalne źródła finansowania nie mogłyby przejąć większego ryzyka?
- Nie. To utopia. Obie strony uczą się z kryzysu. Biorca i dawca kapitału. Pozytywem jest to, że umawiamy się na prosty deal, a nie na jakieś modne skomplikowane hybrydy. Obie strony się rozumieją. Ale nie wierzmy, że będzie inaczej z ryzykiem. Ponieważ irracjonalny czas już był, kiedy było zbyt dużo zbyt taniego kapitału. Łatwo się po niego sięgało, nie trzeba było mieć wielkiego pomysłu, aby dostać pieniądze. Dawcy też byli rozpuszczeni, bo co jakiś czas mieli "złoty strzał". Tak pięknie już nie będzie.
- Jak się ma w kryzysie rynek giełdowy, może dla niektórych f rm to będzie droga po kapitał na przetrwanie i rozwój?
- Giełda ma problem, kiedy nie ma transakcji. Jeśli są, nawet na najniższych poziomach wycen, to jest ruch w interesie. Coś się dzieje. Okres bez transakcji jest, niezależnie od tego, czy jesteśmy na samych szczytach, czy na samych dołkach, złym czasem. Zresztą dla całej gospodarki, dla każdego przedsiębiorstwa najgorszy jest brak transakcji. Na szczęście, wydaje się, że GPW i firmy związane z giełdą mają to już za sobą.
KOMENTARZE (13)
Romano
12.09.2011 15:58
polityczka
25.10.2010 13:05
polityczka
25.10.2010 12:58
