Autor: Dariusz Ciepiela | 2009-04-29
Kto chce, a kto nie chce wiatraków?
Inwestorzy deklarują chęć wybudowania 60 tys. MW elektrowni wiatrowych - informuje Stefania Kasprzyk, prezes PSE Operator. - To nieprawda, ktoś sobie żartuje z liczb, aby zniechęcić do inwestowania w energetykę wiatrową - ripostuje Jarosław Mroczek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.
- Jednak każdy pomysł można rozważać - zastrzega Mroczek. - Wszystko musi mieć swój wymiar ekonomiczny. Jeżeli źródło energii opartej o generację z gazu pozwoli regulować system
elektroenergetyczny w taki sposób, że można przyłączyć 500 czy 1000 MW nowych mocy w energetyce wiatrowej, to prawdopodobnie koszty na tyle dadzą się podzielić, że być może będzie to dla
inwestorów do zaakceptowania.
Stefania Kasprzyk twierdzi, że do PSE Operator docierają informacje, z których wynika, że dotychczas wiele z wydanych warunków jest przedmiotem handlu bez zamiaru faktycznej realizacji. Resort gospodarki chce, aby inwestorzy planujący budowę elektrowni wiatrowych płacili zaliczkę na poczet kosztów przyłączeń do sieci, co miałoby ograniczyć sprzedawanie uzyskanych warunków przyłączeń.
Według Jarosława Mroczka, nie ma nic dziwnego, że ktoś sprzedaje uzyskane warunki przyłączeń jako wartość dodaną. Jego zdaniem, to normalny proces, gdzie ktoś ma do sprzedania dobra związane z tym, że przygotował zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego, wydzierżawił grunt czy zbadał zgodność posadowienia elektrowni wiatrowej na tym gruncie, a ktoś inny próbuje to kupić.
Stefania Kasprzyk twierdzi, że do PSE Operator docierają informacje, z których wynika, że dotychczas wiele z wydanych warunków jest przedmiotem handlu bez zamiaru faktycznej realizacji. Resort gospodarki chce, aby inwestorzy planujący budowę elektrowni wiatrowych płacili zaliczkę na poczet kosztów przyłączeń do sieci, co miałoby ograniczyć sprzedawanie uzyskanych warunków przyłączeń.
Według Jarosława Mroczka, nie ma nic dziwnego, że ktoś sprzedaje uzyskane warunki przyłączeń jako wartość dodaną. Jego zdaniem, to normalny proces, gdzie ktoś ma do sprzedania dobra związane z tym, że przygotował zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego, wydzierżawił grunt czy zbadał zgodność posadowienia elektrowni wiatrowej na tym gruncie, a ktoś inny próbuje to kupić.
