RSS
    • m.wnp.pl

Lotos i Orlen sięgają po naftę

Piotr Apanowicz - 2009-02-20

- Nie jest tak, że istnieje jedna, najlepsza strategia dla przemysłu wydobywczego do zastosowania dla wszystkich - uważa Robert Gwiazdowski, prezes Centrum im. Adama Smitha. - W zależności od tego, jakie dana spółka ma doświadczenia w tej branży, jakie wyrobiła sobie kontakty i gdzie, a także jakie są jej ambicje i cele, środki do ich realizacji mogą być zupełnie inne.

Przypomina, że Grupa Lotos ma spółkę wydobywczą Petrobaltic i w związku z tym doświadczenia związane z wydobywaniem ropy z dna Bałtyku, do tego związki, również personalne, z partnerami norweskimi (Henrik Carlsen, prezes spółki Lotos Norge, jest byłym wieloletnim pracownikiem Statoila - red.).

- To sprawia, w połączeniu z koncepcją prezesa Pawła Olechnowicza, polegającą na budowaniu szerszego aliansu bałtyckiego, że te niewielkie kroki czynione na północy Europy wydają się dla Lotosu lepszym rozwiązaniem niż poszukiwanie złóż ropy gdziekolwiek indziej - przekonuje Gwiazdowski. - Natomiast z punktu widzenia Orlenu, który ma w upstreamie zero doświadczeń i nawet na krajowym podwórku w dziedzinie wydobycia pozostaje w tyle za konkurencją, niezbędna jest inna strategia.

Według niego, nie da się wykluczyć, że strategie obu polskich koncernów są dość trafnie dopasowane do ich możliwości. Czy natomiast zamiar Orlenu, polegający na przejęciu działającej spółki wydobywczej za relatywnie spore pieniądze, może się powieść? - Jeżeli prezes Krawiec coś publicznie ogłasza, to zapewne dlatego, że wie już coś, czego nie wiemy my. Zakładam zatem, że być może niedawne podróże szefa Orlenu na Bliski Wschód były na tyle obiecujące, że zdecydował się odkryć część kart - mówi Gwiazdowski.

Sam ekspert nie jest natomiast przekonany, że budowanie własnego wydobycia to coś, czego krajowe koncerny naftowe najbardziej teraz potrzebują.

- Od dawna powtarzam, że korzystniej dla tych spółek i dla tak zwanego bezpieczeństwa energetycznego byłoby zająć się logistyką i handlem, a nie wydobyciem ropy - argumentuje. - Zespół dobrych, sprawdzonych traderów byłby o wiele tańszy i wbrew pozorom mógłby się okazać nawet korzystniejszy niż własne złoża. Bo przecież posiadanie własnego wydobycia na Morzu Norweskim czy na Bliskim Wschodzie nie oznacza jeszcze, że w razie kłopotów z dostawami surowca możemy sami zapewnić sobie ropę do przerobu w krajowych rafineriach. Za to dokonując korzystnych transakcji - owszem.


DODAJ KOMENTARZ

wnp.pl

forum.wnp.pl - dyskusje na tematy gospodarcze