Autor: Dariusz Malinowski | 2007-07-13
Na stacjach paliw taniej nie będzie
Polska należy do najszybciej rozwijających się gospodarczo krajów Europy, a to oznacza wzrost zużycia paliw. Czy rosnący popyt spowoduje nieuchronny wzrost cen paliw? Gdyby nie polityka fiskalna państwa, paliwa, a zwłaszcza benzyna, powinny być znacznie tańsze.
Co roku Polacy kupują setki milionów litrów paliw, potężnie zasilając kasę państwa. W cenie litra benzyny 95-oktanowej aż 48 proc. to różnego rodzaju podatki. Warto podkreślić, że udział obciążeń fiskalnych przed styczniową obniżką stawki podatku akcyzowego wynosił 55 proc.! Niewiele lepiej ma się sytuacja z olejem napędowym. Tu w cenie litra paliwa 43 proc. pobiera fiskus.
Jednak na obniżkę stawek podatków nie ma co liczyć. Minister finansów prof. Zyta Gilowska wielokrotnie dawała sygnały, że opodatkowanie paliw to jedno z głównych źródeł przychodów budżetu. Spadek dochodów z tego tytułu oznaczałby więc konieczność załatania powstałej w ten sposób dziury dochodami z innych źródeł.Jak ustalane są ceny paliw?
Warunki na krajowym rynku dyktują dwaj najwięksi producenci: PKN Orlen oraz Grupa Lotos. Łącznie zaspokajają oni ponad 80 proc. potrzeb rynku hurtowego. Reszta to import niezależnych firm, transakcje wymienne i stosunkowo niewielki w skali kraju import prywatny (najczęściej w bakach samochodów). Przy czym regułą jest, że mniejsi dystrybutorzy dostosowują się do tego, co robią dwaj potentaci.
A zarówno Orlen, jak i Lotos w ustalaniu cen paliw opierają się głównie na danych z giełdy ARA. Pod tym skrótem kryją się trzy główne na starym kontynencie centra handlu gotowymi paliwami - Amsterdam, Rotterdam i Antwerpia.
- Od tego, co dzieje się na ARA, zależy po ile w hurcie sprzedajemy paliwa. Prawie każdy skok i spadek na tamtejszym rynku znajduje odbicie w naszych cenach - przyznaje Dawid Piekarz, rzecznik największej polskiej firmy paliwowej.
Warto także podkreślić, że możliwości manewru polskich koncernów paliwowych są stosunkowo niewielkie. Zarówno znaczna obniżka cen benzyn czy diesla, jak i ich podwyżka odbiłaby się bowiem znacząco na rynku lub samych koncernach.
Gdyby ceny były znacząco niższe - specjaliści mówią o 20 proc. - od obowiązujących w Niemczech czy Czechach, nasz rynek zostałby wydrenowany z gotowych paliw. Stacje benzynowe miałyby kłopot z nabyciem benzyny i oleju napędowego. Powtórzyłaby się więc sytuacja z ubiegłej jesieni, kiedy koncerny zmuszone były tworzyć dodatkowe rezerwy, co spowodowało braki na rynku.

