RSS
    • m.wnp.pl

Nafta: polskie koncerny z kulawą nogą

Dariusz Malinowski - 2008-03-09
W 2001 roku znany europejski bank inwestycyjny CAIB napisał, że słabością polskich firm naftowych jest brak liczących się złóż węglowodorów. Od tego czasu upłynęło już siedem lat, ale te słowa nadal są aktualne.
Krajowych potentatów na rynku paliw, PKN Orlen i Grupę Lotos, powinna obowiązywać zasada, że każdy koncern naftowy opiera się na... trzech nogach: wydobyciu ropy, jej przerobie i sprzedaży detalicznej. Niestety, wydobywcza noga u polskich potentatów naftowych jest wyraźnie kulawa. Tymczasem prywatne firmy należące do Jana Kulczyka i Ryszarda Krauze regularnie informują o sukcesach.

Ropa naftowa jest obecnie najbardziej poszukiwanym surowcem na świece. Przy cenie dochodzącej do 100 dol. za baryłkę (159 litrów) każdy koncern naftowy chce mieć do niej dostęp. Tyle że nie każdemu się to udaje. Na przeszkodzie stoją bariery polityczne, brak wystarczająco zasobnego portfela czy też geologia.

- Sęk w tym, by nie tylko przerabiać ropę, ale by mieć także dostęp do jej wystarczających zasobów. Koncern petrochemiczny bez ropy to firma ułomna, zdana na łaskę i niełaskę rynku - uważa Ralph Forten, analityk surowcowy z giełdy NYMEX. Jego zdaniem, jeżeli spółka petrochemiczna nie ma własnych zasobów, to jest także podatna na przejęcie.


Bez ryzyka nie ma sukcesów


Po pierwsze, słabością Orlenu i Lotosu jest to, że faktycznie kontrolę nad nimi sprawuje państwo. Mimo że w pierwszej spółce Skarb Państwa i Nafta Polska (spółka odpowiedzialna za prywatyzację i restrukturyzację branży chemicznej i naftowej) dysponują mniej niż trzecią częścią akcji, ale pozwala to jednak kontrolować skład rady nadzorczej i co za tym idzie, zarządu. Niesie to poważne następstwa.

- W biznesie trzeba czasem ryzykować, aby zrobić naprawdę duże pieniądze - tłumaczy proszący o anonimowość warszawski analityk. - Przemysł naftowy nie jest od tego wyjątkiem. Niektóre decyzje, mimo że warte nawet miliony dolarów, powinny być podejmowane błyskawicznie i nie chodzi o podpisanie wartego miliard dolarów kontraktu, ale np. o rozpoczęcie rozmów. Tymczasem w przypadku Orlenu po wewnętrznych "konsyliach" i tak ostatecznie musie się zgodzić na wszystko Skarb Państwa.

Z tymi słowami zgadza się Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha. - Państwowe firmy z natury działają wolniej niż prywatne spółki. Decyzje trzeba czasami podejmować błyskawicznie, a z tym u naszych potentatów, często bez ich winy, bywa trudno - uważa ekspert.

Według naszych rozmówców, bycie państwową firmą niesie i inne następstwa. nie wszędzie firmy z udziałem Skarbu Państwa są mile widziane jako potencjalni inwestorzy. Dotyczy to zwłaszcza tych branż, które przez poszczególne rządu uważane są za strategicznej.

KOMENTARZE (0)

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza

DODAJ KOMENTARZ

wnp.pl

forum.wnp.pl - dyskusje na tematy gospodarcze