Autor: Dariusz Malinowski | 2008-03-09
Nafta: polskie koncerny z kulawą nogą
W 2001 roku znany europejski bank inwestycyjny CAIB napisał, że słabością polskich firm naftowych jest brak liczących się złóż węglowodorów. Od tego czasu upłynęło już siedem lat, ale te słowa nadal są aktualne.
A nikt nie potrafi przewidzieć, na jakim poziomie będą ceny ropy naftowej w 2010 roku.
W tej sytuacji wydaje się, że dobrą drogę obrał Lotos. Firma chce się skoncentrować zarówno na rejonie Morza Bałtyckiego, gdzie spółka zależna Lotosu, Petrobaltic, już wydobywa ok. 300 tys. ton ropy rocznie, jak i na rejonie Morza Norweskiego, gdzie w ubiegłym roku utworzona została spółka zależna Lotos Exploration and Production Norge, zajmująca się wyłącznie kwestią wydobycia.
Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos, deklaruje, że nowa strategia spółki, która ma zostać zatwierdzona w czerwcu tego roku, będzie się koncentrować przede wszystkim na segmencie wydobywczym. - To relatywnie najprostsza i z pewnością najszybsza dorga do zwielokrotnienia wartości spółki - nie ukrywa prezes Olechnowicz.
Obecna strategia Lotosu przewiduje, że do 2012 roku spółka będzie we własnym zakresie produkować 20 proc. przerabianej ropy naftowej. Do tego czasu przerób spółki ma wzrosnąć z obecnych 6 mln ton do 10,5 mln ton rocznie. Jednakże nieoficjalnie przedstawiciele Lotosu przyznaj, że ich apetyty są znacznie większe: docelowo Grupa miałaby wydobywać od dwóch do trzech mln ton ropy z Morza Norweskiego i dodatkowy milion ton w rejonie Bałtyku.
Na tle gigantów bardzo dobrze wypadają prywatne przedsięwzięcia najbogatszych Polaków.
- Tylko w tym roku łączna wartość nakładów inwestycyjnych Petrolinvestu w Kazachstanie oraz Rosji może wynieść 186 mln dolarów - szacuje prezes spółki Paweł Gricuk.
Należąca do Ryszarda Krauzego spółka chce więc wydać na poszukiwanie i eksplorację złóż więcej niż Orlen!
- Dokładnej wielkości nie da się jednak określić, bo większość nakładów będzie wypadkową priorytetów inwestycyjnych, które z kolei uzależnione są od tego, kiedy i gdzie prowadzone przez nas odwierty trafią na ropę - zastrzega prezes Gricuk.
Po cichu rozwija się także naftowy biznes Jana Kulczyka. jego firma przejęła kontrolę nad notowaną w Kanadzie spółką Loon Energy. Firma prowadzi poszukiwania w Azji i Ameryce Południowej. Jeśli z prowadzonych przez nią odwiertów tryśnie ropa, szybko może stać się liczącym graczem na rynku.
O małych konkurentach nie chcą mówić oficjalnie szefowie krajowych potentatów. Nieoficjalnie jednak przyznają, że w paliwowym biznesie najbardziej liczy się czas, a w przypadku małych jest on jakby cenniejszy.
W tej sytuacji wydaje się, że dobrą drogę obrał Lotos. Firma chce się skoncentrować zarówno na rejonie Morza Bałtyckiego, gdzie spółka zależna Lotosu, Petrobaltic, już wydobywa ok. 300 tys. ton ropy rocznie, jak i na rejonie Morza Norweskiego, gdzie w ubiegłym roku utworzona została spółka zależna Lotos Exploration and Production Norge, zajmująca się wyłącznie kwestią wydobycia.
Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos, deklaruje, że nowa strategia spółki, która ma zostać zatwierdzona w czerwcu tego roku, będzie się koncentrować przede wszystkim na segmencie wydobywczym. - To relatywnie najprostsza i z pewnością najszybsza dorga do zwielokrotnienia wartości spółki - nie ukrywa prezes Olechnowicz.
Obecna strategia Lotosu przewiduje, że do 2012 roku spółka będzie we własnym zakresie produkować 20 proc. przerabianej ropy naftowej. Do tego czasu przerób spółki ma wzrosnąć z obecnych 6 mln ton do 10,5 mln ton rocznie. Jednakże nieoficjalnie przedstawiciele Lotosu przyznaj, że ich apetyty są znacznie większe: docelowo Grupa miałaby wydobywać od dwóch do trzech mln ton ropy z Morza Norweskiego i dodatkowy milion ton w rejonie Bałtyku.
Na tle gigantów bardzo dobrze wypadają prywatne przedsięwzięcia najbogatszych Polaków.
- Tylko w tym roku łączna wartość nakładów inwestycyjnych Petrolinvestu w Kazachstanie oraz Rosji może wynieść 186 mln dolarów - szacuje prezes spółki Paweł Gricuk.
Należąca do Ryszarda Krauzego spółka chce więc wydać na poszukiwanie i eksplorację złóż więcej niż Orlen!
- Dokładnej wielkości nie da się jednak określić, bo większość nakładów będzie wypadkową priorytetów inwestycyjnych, które z kolei uzależnione są od tego, kiedy i gdzie prowadzone przez nas odwierty trafią na ropę - zastrzega prezes Gricuk.
Po cichu rozwija się także naftowy biznes Jana Kulczyka. jego firma przejęła kontrolę nad notowaną w Kanadzie spółką Loon Energy. Firma prowadzi poszukiwania w Azji i Ameryce Południowej. Jeśli z prowadzonych przez nią odwiertów tryśnie ropa, szybko może stać się liczącym graczem na rynku.
O małych konkurentach nie chcą mówić oficjalnie szefowie krajowych potentatów. Nieoficjalnie jednak przyznają, że w paliwowym biznesie najbardziej liczy się czas, a w przypadku małych jest on jakby cenniejszy.
KOMENTARZE (0)
NIE DODANO JESZCZE ŻADNEGO KOMENTARZA
