Autor: Maks Kraczkowski | 2011-09-28
Nierozsądna prywatyzacja może potem sporo kosztować… bądźmy mądrzy przed szkodą
W przededniu wyborów parlamentarnych jak mantra powraca temat prywatyzacji Grupy Lotos. Ten spektakl prywatyzacyjny trwa od lat, bowiem jak powszechnie wiadomo poza koncernami rosyjskimi dzisiaj nie ma żadnych, poważnych ofert ze strony inwestorów branżowych.
Zamiast zapewnić koncernowi spokojny, dalszy rozwój i realizację strategii politycy rządzącej koalicji określają dziś Spółkę mianem "skansenu". Dziwi takie określenie, zwłaszcza w kontekście niedawno zakończonego ogromnego projektu inwestycyjnego "Program 10 +", który zdecydowanie zwiększa moce produkcyjne i ofertę produktową pomorskiej rafinerii.
Taka aktywność urzędników Ministerstwa Skarbu zastanawia tym bardziej że nie tak dawno nasi niedalecy sąsiedzi Węgrzy sporo zapłacili za odzyskanie kontroli nad innym koncernem paliwowym MOL. Rząd Victora Orbana szczyci się tym, że udało się mu pozbyć niechcianego inwestora z akcjonariatu koncernu paliwowego MOL, kluczowego przedsiębiorstwa dla węgierskiej gospodarki. Cena, jaką zapłacił za to jest ogromna. Rok trudnych negocjacji, i 1,88 mld euro (ok. 7,43 mld zł), które musiał zapłacić rosyjskiej firmie Surgutnieftiegaz za 21,1 proc. akcji paliwowej firmy. Rosjanie zapłacili za te akcje 1,4 mld euro. Premia, jaką dostają za wycofanie się ze spółki wynosi, więc ok. 0,5 mld euro (1,9 mld zł).A trzeba przypomnieć, że rosyjska firma kupując akcje MOL płaciła dużo więcej niż wynosiła wówczas ich giełdowa cena. Najwyraźniej Rosjanie byli zdeterminowani - nikt przecież nie przepłaca, za coś, na czym mu nie zależy. Surgutnieftiegaz odkupił ten "mniejszościowy" pakiet od austriackiego koncernu OMV, który bezskutecznie próbował przejąć kontrolę nad MOL, skupując akcje z rynku (głównie od austriackich banków, funduszy i ubezpieczycieli). Potem stopniowo udział węgierskiego Skarbu Państwa w kapitale MOL topniał, w wyniku sprzedaży kolejnych pakietów walorów.
Prywatyzacja MOL-a zakończyła się w grudniu 2006 - lewicowy rząd sprzedał wówczas 10 proc. akcji. Nabywcą był sam MOL, który zapłacił za nie 194 mln USD. Zarząd koncernu - kierowany przez Zsolta Hernadi - choć rząd od 1994 r. rząd sprzedając kolejny pakiet akcji zrezygnował z możliwości blokowania kluczowych decyzji - zawsze lojalnie z nim współpracował. Ramię w ramię (przy wsparciu instytucji nadzorczych, węgierskiego banku OTP) bronili spółki przed przejęciem przez OMV, czy przed drugim niechcianym inwestorem - rosyjską firmą Surgutnieftiegaz. Teraz węgierski Skarb Państwa znów jest największym akcjonariuszem - prawicowy rząd musiał jednak zapłacić siedem (!) razy więcej niż jego lewicowy poprzednik otrzymał za jedną akcję w 2006 r.
KOMENTARZE (6)
obserwator
11.11.2011 21:39
Dingo
29.09.2011 10:07
miki
28.09.2011 22:37

