Autor: Kazimierz Siarnecki | 2009-08-05
O autorytecie behapowca i braku strategii bezpieczeństwa pracy
Wywiad z Marcinem Babskim prezesem Polskiego Stowarzyszenia Pracowników Służby BHP
- Do służby bhp trafił Pan trochę z przypadku, lecz praca ta okazała się dla Pana czymś niezwykle interesującym, zajęciem wykonywanym z przekonaniem i determinacją. Co w tej pracy motywuje najbardziej do wysokiej aktywności i rozwoju zawodowego?
- Rzeczywiście, behapowcem zostałem trochę z przypadku, co oceniam jako efekt moich życiowych poszukiwań. Od 1996 r. bhp stało się moim głównym źródłem utrzymania, a wyłącznym - od 1999 r. Zawsze lubiłem rozwiązywać nowe problemy. Cenię ruch, zmienność, powstające wyzwania, kontakt z ludźmi. Szybko się przekonałem, że te walory wynikają z zajmowania się bhp łącznie z tym, że można jeszcze na tym zarobić.Nie ma monotonii pracy, pojawiają się sprawy, na które trzeba spojrzeć inaczej niż dotychczas, ktoś dzwoni z prośbą o interpretację określonego przepisu, pojawia się i czasem zaskakuje nowe zdarzenie, np. konieczność poznania ostatnio wdrożonej technologii, co zawsze ma związek z bezpieczeństwem pracy.
Odpowiada mi taki stan, kiedy trzeba nieschematycznie, świeżym okiem, spojrzeć na określoną sytuację czy przepis, a nie kopiować wcześniej stosowane rozwiązania. Mój charakter, temperament nie tolerują chodzenia utartym torem, a poza tym lubię się dzielić swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi. Nie skrywam tajemnic tylko dla siebie, ponieważ wiem, jak trudno samemu dochodzić do pewnych rzeczy.
Wystarczy zresztą, że zmieni się czas albo okoliczności i trzeba wtedy postąpić inaczej. Behapowiec to osoba, do której - jak do związku zawodowego, jeśli jest w zakładzie - przychodzą pracownicy, gdy nie wiedzą jak zachować się w konkretnej sytuacji. On musi wiedzieć lub poszukać właściwej ścieżki, znaleźć ją. Dlatego wymóg wysokiej aktywności jest czymś oczywistym i nie wyobrażam siebie w innej roli.
Behapowiec to dzisiaj zawód, który wymaga permanentnej nauki. Ogromny obecnie napływ informacji zmusza wręcz, jeśli ktoś chce być kompetentny, do umiejętnej ich selekcji, eliminowania tego, co nazywamy szumem informacyjnym. Behapowiec już nie musi siedzieć przy biurku, zajmować się rozdzielaniem mleka. Coraz częściej występuje jako konsultant, doradca, specjalista, wskazujący sposób rozwiązania problemu. Posiadanie dużego zasobu wiedzy z dziedziny ochrony pracy nie jest jakimś luksusem, lecz koniecznością, by profesjonalnie wykonywać swój zawód.
KOMENTARZE (0)
NIE DODANO JESZCZE ŻADNEGO KOMENTARZA


