Autor: wnp.pl (Katarzyna Walterska) | 2012-02-09
Oficjalny koniec Narodowych Funduszy Inwestycyjnych
Narodowe Fundusze Inwestycyjne nie budzą w Polakach najlepszych skojarzeń. Dlaczego głośny program prywatyzacji okazał się niepowodzeniem?
1 stycznia 2013 roku przestanie obowiązywać ustawa z 30 kwietnia 1993 r. o Narodowych Funduszach Inwestycyjnych i ich prywatyzacji. Znikną też ulgi w podatkach dochodowych dla NFI, a to jak wynika z wyliczeń rządu może przynieść rocznie około 4,1 mln zł wypływów w sektorze finansów publicznych, z tego 3,2 mln zł powinno trafić do budżetu państwa, a 0,9 mln zł do jednostek samorządu terytorialnego.
Całkowite zamknięcie tematu NFI zostało przyćmione kwestią likwidacji 1 maja 2012 r. 13 delegatur terenowych ministra skarbu państwa. Projekt ustawy w tej sprawie został przyjęty przez rząd pod koniec stycznia 2012 roku. Minister Skarbu Państwa ocenia, że zmiana jest konieczna z dwóch powodów.Po pierwsze, Program Powszechnej Prywatyzacji został zakończony. Narodowe Fundusze Inwestycyjne są aktualnie spółkami działającymi na podstawie Kodeksu spółek handlowych, o różnym składzie akcjonariatu, w tym z udziałem akcjonariuszy będących podmiotami zagranicznymi. Spółki te nie powinny zatem stosować w swoich nazwach określeń "narodowy" i "fundusz inwestycyjny". Po drugie, zwolnienia podatkowe przyznane NFI straciły swoje uzasadnienie.
Jak ocenia Maciej Bitner, główny ekonomista Wealth Solutions, pomysł wcześniej wysuwał jeszcze poprzedni rząd, nie powinno być kłopotów z jego przyjęciem przez parlament, wygląda na to, że ten rok jest ostatnim, w którym oglądamy fundusze w ich obecnej formie.
Czy Program Powszechnej Prywatyzacji miał sens?
Zdaniem Macieja Bitnera, odpowiedź, na to pytanie wydaje się oczywista w obliczu padających z wielu stron oskarżeń NFI o marnotrawstwo czy wręcz rozkradanie państwowego mienia. Ocena tych instytucji musi jednak brać pod uwagę realia Polski początku lat 90. Wbrew pozorom bowiem na pytanie, jak najefektywniej i najuczciwiej pozbyć się państwowego majątku wcale nie ma prostej odpowiedzi.
- Pierwsza odpowiedź, która się nasuwa to licytacja: majątek powinien trafić do tego inwestora, który najwięcej zapłaci. W zależności od wielkości firmy jej akcje powinny trafić na giełdę lub do inwestora branżowego. Taki model prywatyzacji, lansowany m. in. przez profesora Balcerowicza, ma niewątpliwe zalety: do minimum ogranicza matactwa, korupcję i czas w którym przedsiębiorstwo zmienia właściciela. Ma jednak wady, których popierające go osoby nie chciały często dostrzec - podkreśla ekonomista.

