Autor: Dariusz Malinowski | 2012-01-16
Początek nowej syntezy
Człowiek, który osiągnął niemożliwe - doprowadził do kluczowej konsolidacji w polskiej chemii. Tak mówią o Jerzym Marciniaku. To jednak dopiero pierwsze kroki.
Cztery duże zakłady (trzy w Polsce, jeden w niemieckim Guben), około 9 tys. pracowników i wielomiliardowe przychody. Grupa Kapitałowa Tarnów jest obecnie największą firmą chemiczną w kraju. W Europie to zaledwie średniak, ale po raz pierwszy polska firma chemiczna ma szansę wybić się ponad krajową przeciętność.
Ostatnie dokonania Tarnowa na polu fuzji i przejęć nierozerwalnie związane są z osobą prezesa. Jerzy Marciniakzostał szefem Zakładów Azotowych w Tarnowie-Mościcach w marcu 2008 roku. Przyszedł z "łatką". Złośliwi jego obecność w Tarnowie wiązali ze znajomościami. Marciniak był bowiem członkiem gabinetu politycznego - dziś już byłego - ministra skarbu Aleksandra Grada.Związane z chemią fora internetowe zakipiały od komentarzy. Do kwalifikacji Marciniaka podchodzono z... dużą ostrożnością. Przeciwnicy - chemicy mówili o nim lekceważąco "zawodowy dyrektor". Wypominano mu - co było nieprawdą - że nigdy nie był związany z Azotami. Wkrótce jednak nadszedł pierwszy, ważny test, który zweryfikował uprzedzenia.
Odbicie z parkietu
Podczas pierwszej kadencji rząd Donalda Tuskapostawił na prywatyzację poprzez giełdę. Wśród spółek, które zadebiutowały na GPW, były zakłady w Tarnowie (by oddać prawdę debiut w części przygotowany został przez urzędników związanych z poprzednim rządem). Ponad trzy lata po debiucie (30 czerwca 2008 r.) można uznać wejście na parkiet za bardzo dobry krok, choć na początku na inwestycji w papiery Tarnowa można było sporo stracić.
Jerzy Marciniak podkreślał, że słabe notowania akcji w dniu debiutu nie powinny zmieniać ogólnej opinii o wejściu spółki na giełdę. uzyskane dzięki ofercie publicznej 300 mln złotych stało się podwaliną pod późniejszą ekspansję spółki.
Zanim jednak dojdzie do spektakularnych przejęć w branży, minie kilkanaście miesięcy. Pod koniec 2008 roku sytuacja branży chemicznej nie mogła napawać optymizmem.
Ledwie trzy miesiące wcześniej upadł bank Lehmann Brothers, nadciągał kryzys. Tymczasem polska chemia po okresie koniunktury zaczynała popadać w stagnację. Po raz kolejny nie udało się skonsolidować branży ani znaleźć dla niej inwestora. W części spółek kumulowały się problemy finansowe, zagraniczne firmy chemiczne ostro szturmowały krajowy rynek.
KOMENTARZE (6)
Realista
06.02.2012 10:32
malkontent
03.02.2012 17:13
kibolek
25.01.2012 08:52


