Pojedziemy. Ale nie od razu
Robert Wyszyński - 2010-02-03
Z prezesem PKP PLK SA Zbigniewem Szafrańskim rozmawia Robert Wyszyński
Panie prezesie, jest pan zwolennikiem jazdy szybkiej czy wolnej?
Szybkiej, ale tylko wtedy, kiedy równomierną prędkość można utrzymać na większości trasy. Co z tego, że pociągi Intercity jadą trasą CMK 160 km/h, a w przyszłości będą jechać 200 km/h, skoro potem zwalniają do 40 km/h na stacji Tunel i wloką się miejscami 40-60 km/h między Tunelem a Krakowem? To sytuacja niedopuszczalna i będziemy ją sukcesywnie zmieniać. Już to robimy.
Moim i zarządu priorytetem jest doprowadzenie do sytuacji, kiedy od stacji "A" do stacji "B" będzie podróżowało się płynnie, to znaczy z minimalną ilością zwolnień i maksymalną prędkością handlową, a niekoniecznie techniczną. W latach 90. z Warszawy Centralnej do Gdańska podróżowało się zaledwie nieco ponad 3 godziny, przy wysokiej średniej prędkości handlowej ok. 98 km/h i maksymalnej prędkości 120 km/h. Bo nie było zwolnień. Oto model, jakiego jestem zwolennikiem i będę uczulał na to pracowników na wszystkich szczeblach spółki PLK. Oczywiście tam, gdzie istnieje uzasadnienie biznesowe (odpowiednie przychody od przewoźników) powinniśmy jeździć i pojedziemy szybciej.
To może zacznijmy od programu modernizacji linii korytarzowych i głównych, czyli POliŚ 2007 - 2013. Mówi się, że prawie połowa projektów pójdzie na półkę, albo zostaną drastycznie ograniczone lub uproszczone. Co pan na to? Dlaczego tak się dzieje?
Istotnie. Okrojenie programu wydaje się nieodzowne, a wręcz konieczne. Wartość inwestycji, które znalazły się na liście indykatywnej POliŚ oszacowano na etapie przygotowań programu na około 27 miliardów złotych. Z różnych przyczyn, głównie wzrostu cen usług budowlanych i materiałów, ale również zwiększonego zakresu robót (np. budowy wiaduktów w miejscach przejazdów jednopoziomowych), szacowana w 2008 roku wartość projektów wynosi 56 mld zł. Dlatego część projektów przesuwamy na następny okres finansowania 2014 - 2020, a część będzie musiała być realizowana w wariancie oszczędnościowym, to znaczy odcinkowo będzie dokonana rewitalizacja, zamiast głębokiej modernizacji.
Dużo szumu, analiz, powstało studium wykonalności i wstępny projekt, prasa wielokrotnie zapowiadała triumfalnie prędkość 200 km/h między Opolem a Gliwicami wraz z budową wiaduktów, a jakoś nic się nie dzieje. Czy okaże się, że to dziennikarskie fantazje? Nawet gdyby to właśnie dyrektorzy z opolskich PLK udzielali takich informacji.
Takie były rzeczywiście poprzednie założenia, ale musiały zostać zmienione. Po pierwsze, nie mamy funduszy na takie "szaleństwa" projektowo-kosztowe. Po drugie, z linią Opole - Kędzierzyn - Gliwice - Zabrze jest inny problem, który determinuje zmianę założeń. Uważam, że prędkość 200 km/h na tym odcinku jest nonsensem. Nie tylko kosztowym, ale także techniczno-ruchowym.
Szybkiej, ale tylko wtedy, kiedy równomierną prędkość można utrzymać na większości trasy. Co z tego, że pociągi Intercity jadą trasą CMK 160 km/h, a w przyszłości będą jechać 200 km/h, skoro potem zwalniają do 40 km/h na stacji Tunel i wloką się miejscami 40-60 km/h między Tunelem a Krakowem? To sytuacja niedopuszczalna i będziemy ją sukcesywnie zmieniać. Już to robimy.
Moim i zarządu priorytetem jest doprowadzenie do sytuacji, kiedy od stacji "A" do stacji "B" będzie podróżowało się płynnie, to znaczy z minimalną ilością zwolnień i maksymalną prędkością handlową, a niekoniecznie techniczną. W latach 90. z Warszawy Centralnej do Gdańska podróżowało się zaledwie nieco ponad 3 godziny, przy wysokiej średniej prędkości handlowej ok. 98 km/h i maksymalnej prędkości 120 km/h. Bo nie było zwolnień. Oto model, jakiego jestem zwolennikiem i będę uczulał na to pracowników na wszystkich szczeblach spółki PLK. Oczywiście tam, gdzie istnieje uzasadnienie biznesowe (odpowiednie przychody od przewoźników) powinniśmy jeździć i pojedziemy szybciej.
To może zacznijmy od programu modernizacji linii korytarzowych i głównych, czyli POliŚ 2007 - 2013. Mówi się, że prawie połowa projektów pójdzie na półkę, albo zostaną drastycznie ograniczone lub uproszczone. Co pan na to? Dlaczego tak się dzieje?
Istotnie. Okrojenie programu wydaje się nieodzowne, a wręcz konieczne. Wartość inwestycji, które znalazły się na liście indykatywnej POliŚ oszacowano na etapie przygotowań programu na około 27 miliardów złotych. Z różnych przyczyn, głównie wzrostu cen usług budowlanych i materiałów, ale również zwiększonego zakresu robót (np. budowy wiaduktów w miejscach przejazdów jednopoziomowych), szacowana w 2008 roku wartość projektów wynosi 56 mld zł. Dlatego część projektów przesuwamy na następny okres finansowania 2014 - 2020, a część będzie musiała być realizowana w wariancie oszczędnościowym, to znaczy odcinkowo będzie dokonana rewitalizacja, zamiast głębokiej modernizacji.
Dużo szumu, analiz, powstało studium wykonalności i wstępny projekt, prasa wielokrotnie zapowiadała triumfalnie prędkość 200 km/h między Opolem a Gliwicami wraz z budową wiaduktów, a jakoś nic się nie dzieje. Czy okaże się, że to dziennikarskie fantazje? Nawet gdyby to właśnie dyrektorzy z opolskich PLK udzielali takich informacji.
Takie były rzeczywiście poprzednie założenia, ale musiały zostać zmienione. Po pierwsze, nie mamy funduszy na takie "szaleństwa" projektowo-kosztowe. Po drugie, z linią Opole - Kędzierzyn - Gliwice - Zabrze jest inny problem, który determinuje zmianę założeń. Uważam, że prędkość 200 km/h na tym odcinku jest nonsensem. Nie tylko kosztowym, ale także techniczno-ruchowym.




Nie dodano jeszcze żadnego komentarza