Autor: Marcelina Gołębiewska | 2005-11-14
Polski terminal LNG: przymiarki i kryzysy
Budowa terminalu LNG może być pierwszym tak istotnym krokiem w kierunku liberalizacji gazowego rynku: po prostu dlatego, że nie musi go budować (wyłącznie) PGNiG. Terminal pozostaje jednak strategiczną inwestycją, prawdopodobnie niemożliwą do zrealizowania bez politycznej decyzji i powiązanego z nią zaangażowania dzisiejszego gazowego monopolisty.
Sytuacja inwestorów nie będzie prosta. Żadna z grup, zainteresowanych powstaniem terminala, nie dysponuje wiarygodnymi perspektywami wzrostu zużycia gazu w Polsce: PGNiG opiera się na prognozie
pokazanej inwestorom giełdowym, ale nie umie przewidzieć, kiedy, czy i w jakim tempie zacznie tracić udziały w uwolnionym rynku gazu.
Tymczasem wbrew informacjom o coraz większej elastyczności światowego rynku LNG, zabezpieczeniem inwestycji będą przede wszystkim długoterminowe kontrakty na zakup skroplonego gazu. Ich zawarcie dodatkowo komplikuje fakt, że nowe terminale skraplające gaz (czy nowe linie skraplania gazu w istniejących terminalach) powstają głównie na potrzeby konkretnych odbiorców.
Kontraktów na zakup LNG nie obejmują klauzule o zakazie reeksportu: pytanie jednak, w jakim stopniu spółka, importująca gaz skroplony, mogłaby się stać gazowym traderem. Szczególnie, jeżeli polegałaby na transporcie oferowanym przez dostawców - o takim rozwiązaniu myślą organizatorzy "nowego gdańskiego konsorcjum".
PGNiG w ramach wielowariantowego studium wykonalności (mimo że wcześniej miało już powstać prefeasibility study) zleca także analizę rynku gazowców. Budowa statków zdaje się jednak mało prawdopodobna. PGNiG informuje zresztą tylko o koszcie terminala (od 200 do 600 mln dol.; o kwocie około 500 mln dol. przy imporcie od 3 do 5 mld m sześc. gazu na rok mówią też zwolennicy projektu gdańskiego). W 2000 roku plan budowy własnej floty gazowców wynikał głównie z zaangażowania w Konsorcjum Zachodniopomorskiego terminalu LNG dwóch stoczni.
W końcu budowa terminalu LNG potrwa trzy do czterech lat. Oznacza to, że terminal PGNiG mógłby powstać do 2010 roku. Kształtujące się "nowe konsorcjum gdańskie" przekonuje, że studium wykonalności projektu zajmie mu mniej czasu niż gazowemu monopoliście, ale za to do chwili ukonstytuowania się chce pozostać anonimowe.
Na razie zresztą - poza PGNiG - żaden z najbardziej pożądanych uczestników konsorcjów do budowy terminalu LNG nie potwierdził oficjalnie swojego zainteresowania żadnym konkretnym projektem importu skroplonego gazu. Przede wszystkim jednak terminal importowy LNG prawdopodobnie nie powstanie bez politycznej decyzji - jednym z jej przejawów będzie przypuszczalnie podtrzymanie aktualnych planów PGNiG, dotyczących importu do Polski skroplonego gazu.
Tymczasem wbrew informacjom o coraz większej elastyczności światowego rynku LNG, zabezpieczeniem inwestycji będą przede wszystkim długoterminowe kontrakty na zakup skroplonego gazu. Ich zawarcie dodatkowo komplikuje fakt, że nowe terminale skraplające gaz (czy nowe linie skraplania gazu w istniejących terminalach) powstają głównie na potrzeby konkretnych odbiorców.
Kontraktów na zakup LNG nie obejmują klauzule o zakazie reeksportu: pytanie jednak, w jakim stopniu spółka, importująca gaz skroplony, mogłaby się stać gazowym traderem. Szczególnie, jeżeli polegałaby na transporcie oferowanym przez dostawców - o takim rozwiązaniu myślą organizatorzy "nowego gdańskiego konsorcjum".
PGNiG w ramach wielowariantowego studium wykonalności (mimo że wcześniej miało już powstać prefeasibility study) zleca także analizę rynku gazowców. Budowa statków zdaje się jednak mało prawdopodobna. PGNiG informuje zresztą tylko o koszcie terminala (od 200 do 600 mln dol.; o kwocie około 500 mln dol. przy imporcie od 3 do 5 mld m sześc. gazu na rok mówią też zwolennicy projektu gdańskiego). W 2000 roku plan budowy własnej floty gazowców wynikał głównie z zaangażowania w Konsorcjum Zachodniopomorskiego terminalu LNG dwóch stoczni.
W końcu budowa terminalu LNG potrwa trzy do czterech lat. Oznacza to, że terminal PGNiG mógłby powstać do 2010 roku. Kształtujące się "nowe konsorcjum gdańskie" przekonuje, że studium wykonalności projektu zajmie mu mniej czasu niż gazowemu monopoliście, ale za to do chwili ukonstytuowania się chce pozostać anonimowe.
Na razie zresztą - poza PGNiG - żaden z najbardziej pożądanych uczestników konsorcjów do budowy terminalu LNG nie potwierdził oficjalnie swojego zainteresowania żadnym konkretnym projektem importu skroplonego gazu. Przede wszystkim jednak terminal importowy LNG prawdopodobnie nie powstanie bez politycznej decyzji - jednym z jej przejawów będzie przypuszczalnie podtrzymanie aktualnych planów PGNiG, dotyczących importu do Polski skroplonego gazu.
KOMENTARZE (1)
kkoralewski
08.04.2006 22:32
