Autor: Łukasz Komuda | 2006-07-21
Praca: łowy na głowy
W naszym kraju firmy executive search są wykorzystywane przy obsadzaniu nawet 2 proc. stanowisk menedżerskich. Po specjalistyczne usługi sięgają coraz chętniej nawet średniej wielkości firmy o polskim rodowodzie. Headhunting omija jednak sektor publiczny, gdzie ciągle dominujące znaczenie ma przynależność partyjna i towarzyska.
Zupełnie inna polityka kadrowa charakteryzuje sektor publiczny. Rzadko kiedy ważniejsze stanowiska są obsadzane poprzez przejrzysty proces rekrutacyjny. Tajemnicą poliszynela jest to, że wiele
konkursów na dobre posady ma zwycięzcę ustalonego jeszcze przed ich ogłoszeniem. Paradoks polega na tym, że to przecież firmy sektora publicznego wymagają szczególnie dobrych menedżerów -
rzadko bowiem są wolne od problemów, a często wymagają szybkiej i gruntownej restrukturyzacji i zmiany strategii rynkowej.
- Jeśli już spółki sektora publicznego zatrudniają pracowników poprzez firmy HR-owskie, to dotyczy to stanowisk niskiego i średniego szczebla - analizuje Sitkowska- Zadroga. - Wyższe stanowiska są bowiem upolitycznione i zarezerwowane tylko dla osób ściśle powiązanych z rządzącym ugrupowaniem. Nic nie wskazuje na to, aby mogło się to zmienić. A wbrew pozorom wielu menedżerów "spoza" widziałoby w zarządzaniu np. spółką Skarbu Państwa ogromną inwestycję w karierę zawodową. Taka propozycja pracy w państwowej firmie powinna być jednak poparta zapewnieniem niezależności i sprecyzowanych oczekiwań.
- Dla firm rządzonych według tzw. klucza partyjnego trudno jest znaleźć dobrą kadrę kierowniczą - twierdzi Marcin Mackowicz, partner w firmie Independent Group. - Brak poczucia stabilności oraz klarownych wizji rozwoju powoduje, że praca w takich podmiotach jest zdecydowanie mniej atrakcyjna.
Nie wydaje się jednak, by takie zmiany rychło nastąpiły. Nie ma bowiem partii, która będąc w opozycji nie nawoływałaby do odpartyjnienia obsadzania stanowisk menedżerskich, a po zwycięskich wyborach nie dokonywałaby czystek kadrowych. Póki co, zamiast bezpartyjnych fachowców, prezesami spółek publicznych najczęściej bywają partyjni koledzy. I tak pewnie pozostanie… aż do prywatyzacji.
- Jeśli już spółki sektora publicznego zatrudniają pracowników poprzez firmy HR-owskie, to dotyczy to stanowisk niskiego i średniego szczebla - analizuje Sitkowska- Zadroga. - Wyższe stanowiska są bowiem upolitycznione i zarezerwowane tylko dla osób ściśle powiązanych z rządzącym ugrupowaniem. Nic nie wskazuje na to, aby mogło się to zmienić. A wbrew pozorom wielu menedżerów "spoza" widziałoby w zarządzaniu np. spółką Skarbu Państwa ogromną inwestycję w karierę zawodową. Taka propozycja pracy w państwowej firmie powinna być jednak poparta zapewnieniem niezależności i sprecyzowanych oczekiwań.
- Dla firm rządzonych według tzw. klucza partyjnego trudno jest znaleźć dobrą kadrę kierowniczą - twierdzi Marcin Mackowicz, partner w firmie Independent Group. - Brak poczucia stabilności oraz klarownych wizji rozwoju powoduje, że praca w takich podmiotach jest zdecydowanie mniej atrakcyjna.
Nie wydaje się jednak, by takie zmiany rychło nastąpiły. Nie ma bowiem partii, która będąc w opozycji nie nawoływałaby do odpartyjnienia obsadzania stanowisk menedżerskich, a po zwycięskich wyborach nie dokonywałaby czystek kadrowych. Póki co, zamiast bezpartyjnych fachowców, prezesami spółek publicznych najczęściej bywają partyjni koledzy. I tak pewnie pozostanie… aż do prywatyzacji.
KOMENTARZE (0)
NIE DODANO JESZCZE ŻADNEGO KOMENTARZA
