Autor: Praca i życie | 2009-06-19
Praca w stoczni
Z informacji uzyskanych w agencjach pośrednictwa pracy wynika, że od początku roku wzrasta zainteresowanie wolnymi etatami w stoczniach skandynawskich oraz holenderskich.
Co z tymi kontraktami?
Firmy oferują umowy na pełny etat. Przyjezdni pracują zazwyczaj od poniedziałku do piątku, a w wielu zakładach istnieje możliwość wykonywania obowiązków również w weekendy. Sporo specjalistów poświęca więc ok. 60 godzin tygodniowo na budowanie, remontowanie lub demontowanie statków. - Rosną wymagania nie tylko wobec samych kandydatów, ale również wobec osób, które już zostały wybrane do danej stoczni. Przełożeni oczekują m.in. większej efektywności pracy niż dotychczas - zauważa Maciej Snarski. Część fachowców otrzymuje propozycje wyjazdu tylko na 2-3 miesiące. Wówczas pensje są wyższe niż zazwyczaj, jednak po krótkim czasie znów trzeba rozglądać się za kolejnym miejscem zatrudnienia.
Nie brakuje pracodawców, którzy przyjmują na okres 12 miesięcy. W takim przypadku umowa może być rozwiązana przez każdą ze stron (np. z tygodniowym okresem wypowiedzenia) lub przedłużona o kolejny rok.
Stoczniowe pieniądze
- To ciężka i trudna praca, a wysokość zarobków zależy od kraju zatrudnienia - mówi Kaja Wasilewska. Stawki w Norwegii wynoszą od 132,5 korony norweskiej (67 zł) brutto na godzinę. Jeśli tamtejsze stocznie nie mogą zaproponować posiłków, to wypłacają dzienną dietę żywieniową w wysokości 164 koron norweskich (83 zł). W Finlandii oraz Holandii standardowe wynagrodzenie dochodzi do 10-11 euro (45-49 zł) netto na godzinę, ale mechanik okrętowy otrzymuje już 12-14 euro (54-63 zł) netto na godzinę.
Pracownicy nie muszą martwić się o zakwaterowanie. Przykładowo firma z Rotterdamu udostępnia osobne pokoje dla stoczniowców za 40 euro (180 zł) tygodniowo. Jednak część przełożonych nie pobiera żadnych opłat za oferowane lokale, a ponadto proponuje pokrycie kosztów podróży z i do Polski.
Firmy oferują umowy na pełny etat. Przyjezdni pracują zazwyczaj od poniedziałku do piątku, a w wielu zakładach istnieje możliwość wykonywania obowiązków również w weekendy. Sporo specjalistów poświęca więc ok. 60 godzin tygodniowo na budowanie, remontowanie lub demontowanie statków. - Rosną wymagania nie tylko wobec samych kandydatów, ale również wobec osób, które już zostały wybrane do danej stoczni. Przełożeni oczekują m.in. większej efektywności pracy niż dotychczas - zauważa Maciej Snarski. Część fachowców otrzymuje propozycje wyjazdu tylko na 2-3 miesiące. Wówczas pensje są wyższe niż zazwyczaj, jednak po krótkim czasie znów trzeba rozglądać się za kolejnym miejscem zatrudnienia.
Nie brakuje pracodawców, którzy przyjmują na okres 12 miesięcy. W takim przypadku umowa może być rozwiązana przez każdą ze stron (np. z tygodniowym okresem wypowiedzenia) lub przedłużona o kolejny rok.
Stoczniowe pieniądze
- To ciężka i trudna praca, a wysokość zarobków zależy od kraju zatrudnienia - mówi Kaja Wasilewska. Stawki w Norwegii wynoszą od 132,5 korony norweskiej (67 zł) brutto na godzinę. Jeśli tamtejsze stocznie nie mogą zaproponować posiłków, to wypłacają dzienną dietę żywieniową w wysokości 164 koron norweskich (83 zł). W Finlandii oraz Holandii standardowe wynagrodzenie dochodzi do 10-11 euro (45-49 zł) netto na godzinę, ale mechanik okrętowy otrzymuje już 12-14 euro (54-63 zł) netto na godzinę.
Pracownicy nie muszą martwić się o zakwaterowanie. Przykładowo firma z Rotterdamu udostępnia osobne pokoje dla stoczniowców za 40 euro (180 zł) tygodniowo. Jednak część przełożonych nie pobiera żadnych opłat za oferowane lokale, a ponadto proponuje pokrycie kosztów podróży z i do Polski.
KOMENTARZE (0)
NIE DODANO JESZCZE ŻADNEGO KOMENTARZA
