Autor: Dariusz Malinowski, Piotr Apanowicz | 2009-09-03
Prywatyzacja chemii - ostatni dzwonek
Czy nad polską branżą chemiczną zawisło fatum? Po latach dyskusji nad programami dla chemii doszło do tego, że najlepszym byłby ten... który zostałby zrealizowany.
Jeśli nie polskie firmy to czy plany resortu mają w ogóle szanse realizacji? Jak podkreślają specjaliści, być może na polską ofertę skuszą się zagraniczni oferenci.
Dotychczas wyrażali oni małe zainteresowanie naszą branżą chemiczną. Co prawda bardzo blisko zakupu Tarnowa i ZAK-u była niemiecka PCC, ale ostatecznie do transakcji - również za sprawą polityków - nie doszło.
Powodów niskiego zainteresowania było sporo. Do najważniejszych należały słaba baza surowcowa, mała innowacyjność czy też skala koniecznych inwestycji. Nic więc dziwnego, że dla firm, które chcą jak najszybszego zwrotu zainwestowanego kapitału, polska branża chemiczna nie była zbyt atrakcyjna.
- Na światowym rynku chemicznym coraz większy udział zyskują nowoczesne produkty chemiczne, takie jak tzw. performance materials. Sam Bayer Material Science zakładał przed kryzysem zwiększenie produkcji wielościennych węglowych nanorurek z 60 ton rocznie w 2007 do 3000 w roku 2012 (50-krotny wzrost), co świadczy o potencjale rynkowym tych produktów - ocenia Grzybowski. - Niestety w wielu dziedzinach technologii chemicznej istnieje ogromna przepaść pomiędzy naszymi spółkami a koncernami zachodnimi. Potencjalnym partnerom strategicznym bardziej się ostatnio opłaca otwierać u nas przedstawicielstwa handlowe i sprowadzać towar z zagranicy, niż inwestować w nasz przemysł. Dlatego konsolidacja i następnie prywatyzacja spółek chemicznych wydaje się właściwą drogą rozwoju naszych spółek.
Dodatkowo większość potencjalnych inwestorów po wejściu Polski do Unii Europejskiej i zniknięciu wszelkich możliwych barier administracyjnych mogła wejść na rynek lub zwiększyć podaż bez angażowania się w produkcję na miejscu. Być może więc najlepszym rozwiązaniem byłoby poszukanie inwestorów spoza Unii. Czy to realne? Wydaje się, że tak.
Szerokim echem odbiła się informacja o wejściu do polskiego przemysłu stoczniowego inwestorów arabskich. Co ważne, już zapowiedzieli oni budowę w polskich stoczniach statków do przewozu skroplonego gazu. To może być pierwszy element prywatyzacyjnej układanki. Kupno zakładów chemicznych w Polsce dałoby im dostęp do europejskiego rynku chemicznego -zwłaszcza cennego dla nich nawozowego. Polskie zakłady chemiczne zyskałyby zaś częściowe gwarancje dostaw gazu z innego niż wschodniego kierunku.
Dotychczas wyrażali oni małe zainteresowanie naszą branżą chemiczną. Co prawda bardzo blisko zakupu Tarnowa i ZAK-u była niemiecka PCC, ale ostatecznie do transakcji - również za sprawą polityków - nie doszło.
Powodów niskiego zainteresowania było sporo. Do najważniejszych należały słaba baza surowcowa, mała innowacyjność czy też skala koniecznych inwestycji. Nic więc dziwnego, że dla firm, które chcą jak najszybszego zwrotu zainwestowanego kapitału, polska branża chemiczna nie była zbyt atrakcyjna.
- Na światowym rynku chemicznym coraz większy udział zyskują nowoczesne produkty chemiczne, takie jak tzw. performance materials. Sam Bayer Material Science zakładał przed kryzysem zwiększenie produkcji wielościennych węglowych nanorurek z 60 ton rocznie w 2007 do 3000 w roku 2012 (50-krotny wzrost), co świadczy o potencjale rynkowym tych produktów - ocenia Grzybowski. - Niestety w wielu dziedzinach technologii chemicznej istnieje ogromna przepaść pomiędzy naszymi spółkami a koncernami zachodnimi. Potencjalnym partnerom strategicznym bardziej się ostatnio opłaca otwierać u nas przedstawicielstwa handlowe i sprowadzać towar z zagranicy, niż inwestować w nasz przemysł. Dlatego konsolidacja i następnie prywatyzacja spółek chemicznych wydaje się właściwą drogą rozwoju naszych spółek.
Dodatkowo większość potencjalnych inwestorów po wejściu Polski do Unii Europejskiej i zniknięciu wszelkich możliwych barier administracyjnych mogła wejść na rynek lub zwiększyć podaż bez angażowania się w produkcję na miejscu. Być może więc najlepszym rozwiązaniem byłoby poszukanie inwestorów spoza Unii. Czy to realne? Wydaje się, że tak.
Szerokim echem odbiła się informacja o wejściu do polskiego przemysłu stoczniowego inwestorów arabskich. Co ważne, już zapowiedzieli oni budowę w polskich stoczniach statków do przewozu skroplonego gazu. To może być pierwszy element prywatyzacyjnej układanki. Kupno zakładów chemicznych w Polsce dałoby im dostęp do europejskiego rynku chemicznego -zwłaszcza cennego dla nich nawozowego. Polskie zakłady chemiczne zyskałyby zaś częściowe gwarancje dostaw gazu z innego niż wschodniego kierunku.
KOMENTARZE (2)
Tylko PGNIG
09.12.2009 10:57
tarnow
03.09.2009 23:13
