RSS
    • m.wnp.pl

Przemysław Sztuczkowski: stawiam na grę zespołową

Jerzy Dudała - 2008-01-10
Gramy zespołowo, wiele koncepcji podsuwają zarządy spółek należących do naszej grupy. Oczywiście, często ostateczne zdanie należy do mnie jako prezesa, ale stawiamy na grę zespołową - mówi Przemysław Sztuczkowski, prezes zarządu Złomreksu.
Czy z pięć, sześć lat temu wierzył pan, że wyrośnie na stalowego giganta?

- Ta gigantomania jest przesadna, do pozycji giganta jeszcze Złomreksowi sporo brakuje. Natomiast na pewno przed sześcioma laty nie spodziewałem się, że firma urośnie do obecnej wielkości. To się nam nie śniło, nawet o tym nie marzyliśmy! Choć na pewno zawsze był u nas marsz do przodu i brak strachu przed wzrostem.

Co pańskim zdaniem decyduje o odniesieniu sukcesu w biznesie? Dzięki czemu pan i Złomrex jesteście od paru lat na fali wznoszącej?

- Zacznę od tego, że decyzje zawsze podejmujemy kolegialnie. Gramy zespołowo, wiele koncepcji - często gotowych do wdrożenia - podsuwają nam zarządy spółek należących do naszej grupy. Oczywiście, często ostateczne zdanie należy do mnie, jako prezesa, ale stawiamy na grę zespołową.

Natomiast przyznam, że nigdy nie zastanawiałem się nad tym, co jest najważniejsze do osiągnięcia sukcesu w biznesie. Na pewno ważne jest szczęście, choć wielu ludziom nie kojarzy się ono z czymś profesjonalnym. A jednak szczęście jest bardzo ważne, szczęście w sensie jakichś korzystnych zbiegów okoliczności czy pozyskania jakichś informacji.

Temu szczęściu trzeba jednak umieć pomóc.

- Później tak, potem zaczyna się normalna, żmudna praca. Ale najpierw trzeba to szczęście mieć. Trzeba być w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie.

Proszę o konkretny przykład.

- Gdybyśmy nie wiedzieli, że Voestalpine Stalhandel jest do kupienia, to nie doszłoby do tej akwizycji. Na szczęście wiedział o tym jeden z członków naszej rady nadzorczej. I podszepnął, że warto się tym zainteresować.

Nie myślał pan o tym, by rzucić cały ten biznes w diabły i zacząć żyć? Nie kusi pana wejście w rolę rentiera?

- Nie. Ale muszę przyznać, że czasem chodzą człowiekowi po głowie różne myśli. Na przykład takie, by zmienić swe podejście do biznesu, by na przykład sprzedać wszystko i zainwestować w fundusze private equity. Tyle że takie myśli są przez chwilę i szybko znikają, bo to jeszcze nie ten etap.

A kiedy to już będzie ten etap? Za dziesięć lat?

- Kto wie, może nigdy. Ja nie odczuwam stresu związanego z prowadzeniem biznesu. Natomiast, jak tylko pojawiają się jakieś problemy zdrowotne, to lekarz zawsze mnie pyta o stres. I sugeruje, że jeśli prowadzę przedsiębiorstwo, to muszę być zestresowany. Lekarz mi powtarza, że tylko mi się wydaje, że nie żyję w stresie. Ale ja stresu nie odczuwam, a prowadzenie biznesu sprawia mi przyjemność i satysfakcję.

KOMENTARZE (0)

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza

DODAJ KOMENTARZ

wnp.pl

forum.wnp.pl - dyskusje na tematy gospodarcze