Autor: Krzysztof Orłowski | 2008-04-09
Przewozy kolejowe stanęły w miejscu
To już nie alarmujące prognozy, lecz fakt - rynek kolejowych przewozów towarowych, który do 2006 roku szybko rósł - w ubiegłym stanął w miejscu. Winnych jest dwóch: fatalna jakość infrastruktury i rosnące koszty jej użytkowania.
- Wzrost przewozów kruszywa na potrzeby budowy dróg i autostrad oraz w przyszłości na potrzeby budowy szybkiej kolei to będzie pewnie dość interesujący trend. Pytanie, czy kolej będzie w
stanie go przejąć - zastanawia się Syryjczyk.
Kolej na polityków
Co będzie się więc dalej działo? - Bodziec rozwoju, jakim była do tej pory konkurencja, już się wyczerpał. Jeżeli nie będzie zasilenia systemu z zewnątrz, to będzie to poważne zagrożenie dla rozwoju tego rynku i obecnych na nim fi rm - uważa Tofi lski.
Kluczowe dla przyszłości tego rynku będzie postępowanie rządu. Tymczasem w Ministerstwie Infrastruktury niby jest świadomość tego, że istnieje problem, ale faktycznie nic z tego nie wynika.
- Wzrost i wielkość stawek dostępu do infrastruktury kolejowej w głównej mierze jest wynikiem wzrostu kosztów zewnętrznych, np. cen energii. Obecnie koszty utrzymania infrastruktury kolejowej w przeważającej części pokrywają przewoźnicy. Budżet państwa pokrywa ok. 15 proc. Od 2005 r. kwoty dofi nansowania z budżetu państwa stale wzrastały i obecnie sięgają ok. 500 mln zł. Niemniej jednak nie jest to kwota, która mogłaby wywrzeć istotny wpływ na znaczące obniżenie stawek dostępu - przyznaje Teresa Jakutowicz, dyrektor Biura Informacji i Promocji w Ministerstwie Inrastruktury, deklarując, że resort infrastruktury, poprzez dotacje budżetowe, będzie dążyć do tego, aby wzrost stawek dostępu był "jak najmniej odczuwalny dla przewoźników".
Czy to wystarczy? Z perspektywy przewoźników kolejowych oraz obserwatorów tego rynku takie podejście jest mało przekonujące.
Wygląda na to, że nowy rząd raczej kontynuuje strategię poprzedniego, która doprowadziła do kryzysu. Wydaje się nie dostrzegać związku pomiędzy tą polityką, a tym, co się dzieje na rynku. Być może uważa, że tak naprawdę to nie jego sprawa, ile zarobią fi rmy kolejowe - niech sobie jakoś radzą.
Ale rezultatem tych posunięć jest nie tylko mniejszy zysk przewoźników. Stratna jest również PKP PLK, która najprawdopodobniej wcale nie zarobiła więcej dzięki podwyżce kosztów dostępu. Bez niej rynek rósłby prawdopodobnie w stałym wysokim tempie i więcej pieniędzy trafi łoby do spółki utrzymującej infrastrukturę. A to tylko część rachunku - trudniejsze do policzenia są straty, które ponosimy wszyscy w wyniku tego, że olbrzymia masa ładunków, które mogłyby jechać po torach, trafia na drogi.
Kolej na polityków
Co będzie się więc dalej działo? - Bodziec rozwoju, jakim była do tej pory konkurencja, już się wyczerpał. Jeżeli nie będzie zasilenia systemu z zewnątrz, to będzie to poważne zagrożenie dla rozwoju tego rynku i obecnych na nim fi rm - uważa Tofi lski.
Kluczowe dla przyszłości tego rynku będzie postępowanie rządu. Tymczasem w Ministerstwie Infrastruktury niby jest świadomość tego, że istnieje problem, ale faktycznie nic z tego nie wynika.
- Wzrost i wielkość stawek dostępu do infrastruktury kolejowej w głównej mierze jest wynikiem wzrostu kosztów zewnętrznych, np. cen energii. Obecnie koszty utrzymania infrastruktury kolejowej w przeważającej części pokrywają przewoźnicy. Budżet państwa pokrywa ok. 15 proc. Od 2005 r. kwoty dofi nansowania z budżetu państwa stale wzrastały i obecnie sięgają ok. 500 mln zł. Niemniej jednak nie jest to kwota, która mogłaby wywrzeć istotny wpływ na znaczące obniżenie stawek dostępu - przyznaje Teresa Jakutowicz, dyrektor Biura Informacji i Promocji w Ministerstwie Inrastruktury, deklarując, że resort infrastruktury, poprzez dotacje budżetowe, będzie dążyć do tego, aby wzrost stawek dostępu był "jak najmniej odczuwalny dla przewoźników".
Czy to wystarczy? Z perspektywy przewoźników kolejowych oraz obserwatorów tego rynku takie podejście jest mało przekonujące.
Wygląda na to, że nowy rząd raczej kontynuuje strategię poprzedniego, która doprowadziła do kryzysu. Wydaje się nie dostrzegać związku pomiędzy tą polityką, a tym, co się dzieje na rynku. Być może uważa, że tak naprawdę to nie jego sprawa, ile zarobią fi rmy kolejowe - niech sobie jakoś radzą.
Ale rezultatem tych posunięć jest nie tylko mniejszy zysk przewoźników. Stratna jest również PKP PLK, która najprawdopodobniej wcale nie zarobiła więcej dzięki podwyżce kosztów dostępu. Bez niej rynek rósłby prawdopodobnie w stałym wysokim tempie i więcej pieniędzy trafi łoby do spółki utrzymującej infrastrukturę. A to tylko część rachunku - trudniejsze do policzenia są straty, które ponosimy wszyscy w wyniku tego, że olbrzymia masa ładunków, które mogłyby jechać po torach, trafia na drogi.
KOMENTARZE (4)
LUK
17.04.2008 15:39
Tomasz Banaszczyk
13.04.2008 11:37
Tomasz Banaszczyk
10.04.2008 15:47
(...)
Komentarz został usunięty przez administratora forum z powodu złamania regulaminu.
