Spawalnictwo łagodnie przechodzi przez kryzys
Tadeusz Gańczarczyk - 2009-10-29
- Praktycznie sprzedaje się tylko materiały dodatkowe do spawania oraz części zamienne do urządzeń, jeśli te urządzenia są niezbędne do jakiejś produkcji - mówi Marek Ptach. - Nagminne jest ustawianie "pod ścianą" uszkodzonych urządzeń i eksploatacja sprawnych.
- Z przykrością muszę potwierdzić fakt spadku obrotów zarówno w proflu produkcyjnym (nawet do około 70 proc.), jak również w sektorze handlowym, około 40 proc. - dodaje właściciel szczecińskiej firmy P.H.U. Air-Tech Jarosław Krzemiński.
Jan Pilarczyk przypomina, że mniejsze firmy zaopatrują z reguły małych i średnich producentów wyrobów spawanych, mniej odpornych na wahania koniunkturalne. Jeśli mają zlecenia, muszą kupić materiały spawalnicze, ale nowe urządzenia niekoniecznie. Dlatego też konsekwencje kryzysu mogą odczuć w dużo większym stopniu.
- Nie zmienialiśmy stylu pracy - zapewnia Wiśniowski z ESAB-u. - Czy klient kupuje, czy nie kupuje, cały czas utrzymujemy z nim stały kontakt. Najważniejsze jest to, żeby klient czuł się bezpieczny, że ma opiekę ze strony producenta. Jako centrala wspieramy dystrybutorów. Nasza praca w terenie nie uległa zmianie, tak samo odbywają się pokazy, szkolenia. Nie ulega wątpliwości, że dystrybutorzy też są w trudnej sytuacji. Ale nie dostrzegam żadnych rewolucyjnych zmian, tylko pojedyncze przypadki.
W większości przypadków to jednak dystrybutorzy biorą na swoje barki kłopoty wynikające ze zmian w sytuacji rynkowej, dopiero na drugim etapie skutki dekoniunktury przechodzą na producentów. Wtedy w grę wchodzą korekty w umowach, intensyfikacja marketingowa, zmiany cen i marż.
- Skoro kryzys już jest, musi dotknąć każdego bez wyjątku - uważa Jacek Rutkowski, dyrektor Kemppi sp. z o.o. - Mimo znaczącego spadku sprzedaży, spodziewamy się niewielkiego wzrostu udziału w rynku. Nasza sytuacja finansowa jest dobra i w ostatnich miesiącach zatrudniliśmy nowe osoby, a także poświęciliśmy wiele czasu na kształcenie, co powinno zaowocować, gdy nadejdą dla branży lepsze czasy.
Nowe zlecenia to teraz największe zmartwienie białostockiego Promotechu, który stoczył prawdziwą walkę z kryzysem. -Z analiz za pierwsze półrocze wynika, że sytuacja finansowa, jak na warunki kryzysu, nie jest zła - przekonuje Andrzej Twarowski, szef działu marketingu w Promotechu.
- Dobry wynik finansowy spółka zawdzięcza głównie mocnemu euro, realizacji intensywnego programu oszczędnościowego, ograniczeniu inwestycji do minimum, dopasowaniu mocy produkcyjnych do realizowanego portfela zamówień i maksymalizacji rentowności swoich wyrobów - mówi Marek Siergiej, prezes Promotechu.















Nie dodano jeszcze żadnego komentarza