Spawalnictwo łagodnie przechodzi przez kryzys
Tadeusz Gańczarczyk - 2009-10-29
Życie po stoczniach
Wszystkie firmy działające na rynku spawalniczym niepokoi brak informacji na temat przyszłości stoczni w Szczecinie i Gdyni. To byli duzi klienci dla ESAB-u, Lincolna i Air-Techu. Odwlekanie rozstrzygnięć w sprawie stoczni nie tylko zamroziło część obrotów, ale także komplikuje planowanie i dywersyfikację sprzedaży. Wiadomo tyle, że w przyszłości zakłady, które powstaną w miejsce tych stoczni, będą zajmowały się produkcją wymagającą sprzętu i materiałów spawalniczych.
Ogromne nadzieje wiąże się z powolnym stawaniem na nogi branży automotive, a prawdziwym impulsem do dalszego wzrostu dynamiki sprzedaży jest branża konstrukcji stalowych. W 2010 roku zapotrzebowanie na konstrukcje będzie jeszcze większe, wszak setki inwestycji infrastrukturalnych przejdzie z etapu projektowego do wykonawczego. Na szczęście te liczne budowy w Polsce i za granicą wymagają ogromnych dostaw konstrukcji, a wiadomo, że przy ich produkcji używa się najnowocześniejszego sprzętu spawalniczego.
- Kontakty producentów konstrukcji stalowych z wytwórcami i dystrybutorami sprzętu spawalniczego będą jeszcze intensywniejsze - twierdzi dyrektor Biura Polskiej Izby Konstrukcji Stalowych Mirosław Tabaczkiewicz.
Szeroki front inwestycyjny, wznowienie dużych zamówień z zagranicy, spowoduje - zdaniem dyrektora PIKS - zapotrzebowanie na najnowocześniejszy sprzęt spawalniczy. Wzrasta konkurencja w tym sektorze i o powodzeniu będą decydowały jakość i koszty produkcji. Najlepiej byłoby, gdyby oprócz inwestycji infrastrukturalnych, wystartowały inwestycje przemysłowe, budowy dużych zakładów.
Czy dla spawalnictwa są wobec tego powody do pełnego optymizmu? Rynek urządzeń spawalniczych z pewnością będzie się kurczył, prawdopodobnie erozja cen i marży nie będzie już postępować. Jednak obecne wahania w sprzedaży i zyskach mogą być poważnym zagrożeniem dla przedsiębiorstw o niskiej rentowności, szczególnie wśród dystrybutorów.
Kryzys porządkuje rynek. Teraz, bardziej niż w okresach koniunktury, najwięksi i najlepsi dyktują warunki. Ci, którzy stracą kontakt z czołówką, mogą już do niej nie wrócić. Największe firmy producenckie mogą być spokojne - z bogatą ofertą i długą listą stałych klientów mogą dywersyfikować dostawy bez poważnego zmniejszania produkcji i sprzedaży.















Nie dodano jeszcze żadnego komentarza