Autor: Marcin Szczepański | 2009-12-08
Stacje paliw: niezależni i zatroskani
Nowe, restrykcyjne przepisy ekologiczne i globalny kryzys – branża dystrybucji paliw poddawana jest sporej presji, którą szczególnie odczuwają stacje niezależne. Dla niektórych prywatnych właścicieli oznacza to koniec przygody z branżą paliwową, ale dla innych może być okazją do rozwoju.
- Pierwszy przykład to zmiany w infrastrukturze drogowej. Realizowany obecnie program budowy autostrad i dróg ekspresowych oznacza dla wielu stacji zlokalizowanych przy mniejszych trasach poważne
kłopoty. Zmiany w natężeniu ruchu sprawią, że po prostu stracą one klientów - zauważa Pietrzak. Według niego, przedsiębiorcy, którzy nie z własnej przecież winy nagle stają przed widmem
bankructwa, powinni uzyskiwać jakiegoś rodzaju rekompensatę. - Może to być jednorazowe odszkodowanie, ale lepszym wyjściem byłoby na przykład zwolnienie ich na pewien okres z obowiązku
podatkowego w przypadku, gdyby zdecydowali się na przebranżowienie lub przeniesienie działalności w inne miejsce - podpowiada prezes SNOSP-u, przyznając jednocześnie, że... zdaje sobie sprawę
z nikłych szans na przeforsowanie takich zapisów. Innym problemem dla tego typu podmiotów jest konkurencja ze strony innych graczy rynkowych.
- Oczywiście w samej konkurencji nie ma nic złego, a wręcz przeciwnie. Problem pojawia się wtedy, gdy przybiera ona nieuczciwą formę - stwierdza prezes Stowarzyszenia. Według niego, takim przykładem jest działalność stacji przymarketowych, które oprócz tego, że mogą liczyć na korzystniejsze warunki dostaw paliw, to jeszcze sprzedają je poniżej kosztów. - Dochodziło już do sytuacji, kiedy nasi członkowie zamiast kupować paliwa w Orlenie czy Lotosie, jeździli cysternami na stację przy jednym z marketów, gdzie mogli je kupić taniej - przywołuje Marek Pietrzak. Stowarzyszenie skierowało w tej sprawie pismo do premiera. Pozostało ono bez odpowiedzi.
Przynajmniej częściowym rozwiązaniem tego problemu może być dalsze zrzeszanie się niezależnych właścicieli. Podmioty, takie jak SNOSP, działają w wielu regionach kraju i skupiają od kilku do kilkudziesięciu członków. Jednym z głównych celów takiej działalności jest właśnie wspólne występowanie w negocjacjach cenowych z koncernami.
- Tego typu współpraca przynosi korzyści i zamierzamy ją rozwijać - twierdzi Pietrzak. Stowarzyszenie organizuje w tym celu regionalne spotkania z właścicielami stacji, podczas których informuje o możliwościach, jakie daje współpraca. - Widzimy zainteresowanie, które często przeradza się w konkretne efekty w postaci nowych członków.Oczywiście zdarza się, iż ktoś twierdzi, że działając samodzielnie jest w stanie wynegocjować lepsze warunki. Może tak być, tylko pytanie, czy nie jest to korzyść na krótką metę i czy po roku albo dwóch taki właściciel nie stanie nagle w obliczu drastycznych podwyżek. Występowanie w większej grupie zawsze daje gwarancję stabilności - argumentuje Pietrzak.
- Oczywiście w samej konkurencji nie ma nic złego, a wręcz przeciwnie. Problem pojawia się wtedy, gdy przybiera ona nieuczciwą formę - stwierdza prezes Stowarzyszenia. Według niego, takim przykładem jest działalność stacji przymarketowych, które oprócz tego, że mogą liczyć na korzystniejsze warunki dostaw paliw, to jeszcze sprzedają je poniżej kosztów. - Dochodziło już do sytuacji, kiedy nasi członkowie zamiast kupować paliwa w Orlenie czy Lotosie, jeździli cysternami na stację przy jednym z marketów, gdzie mogli je kupić taniej - przywołuje Marek Pietrzak. Stowarzyszenie skierowało w tej sprawie pismo do premiera. Pozostało ono bez odpowiedzi.
Przynajmniej częściowym rozwiązaniem tego problemu może być dalsze zrzeszanie się niezależnych właścicieli. Podmioty, takie jak SNOSP, działają w wielu regionach kraju i skupiają od kilku do kilkudziesięciu członków. Jednym z głównych celów takiej działalności jest właśnie wspólne występowanie w negocjacjach cenowych z koncernami.
- Tego typu współpraca przynosi korzyści i zamierzamy ją rozwijać - twierdzi Pietrzak. Stowarzyszenie organizuje w tym celu regionalne spotkania z właścicielami stacji, podczas których informuje o możliwościach, jakie daje współpraca. - Widzimy zainteresowanie, które często przeradza się w konkretne efekty w postaci nowych członków.Oczywiście zdarza się, iż ktoś twierdzi, że działając samodzielnie jest w stanie wynegocjować lepsze warunki. Może tak być, tylko pytanie, czy nie jest to korzyść na krótką metę i czy po roku albo dwóch taki właściciel nie stanie nagle w obliczu drastycznych podwyżek. Występowanie w większej grupie zawsze daje gwarancję stabilności - argumentuje Pietrzak.
KOMENTARZE (0)
NIE DODANO JESZCZE ŻADNEGO KOMENTARZA
