Sygnity: krajobraz po fuzji

Krzysztof Orłowski, Adam Brzozowski - 2008-08-08
Olbrzymie straty, zwolnienia, nagłe spadki cen akcji i pogłoski, że wycofuje się główny udziałowiec. To jedna strona medalu. Druga: drastycznie zredukowane zadłużenie, świeżo podpisana umowa z Microsoftem i deklaracje zarządu, że na koniec roku będzie zysk. Piotr Kardach, prezes Sygnity, sprzątając po połączeniu Emaksu i ComputerLandu, ma wciąż sporo do zrobienia.
Firma Sygnity, która powstała z połączenia ComputerLandu i Emaksu, wpadła w olbrzymie kłopoty i stara się z nich wyjść, przeprowadzając drastyczną restrukturyzację oraz sprzedając części firmy działające w mniej pasujących do grupy dziedzinach. Udało jej się obniżyć zadłużenie, ale do ostatecznego wyjścia z tarapatów jeszcze daleko.

Pierwszy rok zmarnowała, czego konsekwencją była wymiana zarządu. Prowadzący Sygnity od czerwca 2007 roku Piotr Kardach - przed fuzją prezes Emaksu - zapowiada, że w czwartym kwartale restrukturyzacja się zakończy, a spółka osiągnie rentowność na poziomie 3-4 proc. Szanse na sukces wysoko ocenia też, występujący już w roli kibica, były prezes ComputerLandu Tomasz Sielicki. Analitycy jednak mówią: poczekajmy na wyniki.


Historie równoległe


Obie firmy mają za sobą dość podobną historię. Do fuzji przymierzały się już parokrotnie przed 2006 rokiem. Z obu stron było przekonanie, że kultura organizacyjna łączących się podmiotów jest podobna, a biznesowe korzyści z połączenia - ewidentne. Co się więc stało?

W momencie połączenia większym przedsiębiorstwem i tym przejmującym był założony w 1991 roku przez Sielickiego i przez niego kierowany ComputerLand. To firma, która była jedną z gwiazd początku lat 90. - od garażu, w ciągu kilku lat wywalczyła sobie pozycję lidera na młodym wówczas rynku integratorów systemów komputerowych, a w 1995 roku weszła na giełdę.

Tomasz Sielicki, który do dzisiaj zachował kilka procent akcji Sygnity, ale poza obecnością w radzie nadzorczej spółki nie jest już z nią związany, wspomina, że przełomowym momentem w jej rozwoju był debiut na GPW.

- Do momentu wejścia na giełdę firmy software’owe w Polsce traktowane były trochę tak jak dostawcy spinaczy. To był taki garażowy przemysł. Dopiero po debiutach giełdowych wyrósł na poważną gałąź gospodarki - mówi były prezes ComputerLandu.

Drugim, kluczowym dla uformowania się ComputerLandu procesem była seria udanych przejęć, dzięki którym z firmy "handlującej pudłami z komputerami" ComputerLand stał się firmą software’ową.

- Wszystkie fuzje miały na celu zmianę profilu firmy z handlowego na usługowy, a co za tym idzie wzbogacenie oferty - opowiada Sielicki.

Giełda i seria przejęć to również kamienie milowe w historii Emaksu, który chociaż miał za sobą o trzy lata dłuższą historię, to w 2006 r., w momencie połączenia, był dwa razy mniejszy od ComputerLandu. Ponieważ jednak to były szef Emaksu ma teraz za zadanie wyprowadzenie Sygnity na prostą, to właśnie historii tej firmy warto przyjrzeć się bliżej.

KOMENTARZE (0)

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza

DODAJ KOMENTARZ

Formularz komentarza