Taka masa biomasy!
Norbert Dworzyński - 2010-05-04
Do 2020 roku udział OZE w krajowej energetyce ma wzrosnąć z obecnych 9 do 15 procent. Bez rozwoju spalania biomasy stałej uzyskanie takiego tempa wzrostu nie będzie możliwe.
W krajach "starej" UE udział biomasy w OZE oscyluje w okolicy 50 proc. W Polsce jest to ponad 80 proc. Mimo iż w ciągu najbliższych 10 lat ma on spaść do około 60 proc, jednak w wartościach
bezwzględnych wymaga to wzrostu o 1,7 Mtoe, czyli prawie o 40 proc. Następnie do 2030 roku konieczny będzie wzrost o dalsze 20 proc.
W praktyce przytoczone cele przekładają się na roczną dynamikę na poziomie około 2,5 proc. O ile jest to wartość niezbyt wyśrubowana, biorąc pod uwagę, że przez ostatnie kilka lat wynosiła ona nieco ponad 3 proc, to jednak patrząc wyłącznie na energię elektryczną, wzrost musi sięgnąć ponad 11 proc, co jest już celem ambitnym.
Więcej, ale za mało
Dotychczas dominującym czynnikiem wzrostu było zwiększenie udziału bezpośredniego współspalania biomasy w tradycyjnych elektrociepłowniach węglowych. Dla producentów jest to bowiem najszybszy i najlepiej rozpoznany sposób uzyskania wymaganego poziomu OZE. Większość planowanych w kraju inwestycji w budowę lub modyfikację bloków podąża tą właśnie ścieżką.
W ciepłownictwie obecnie stosowane kotły fuidalne mogą przy relatywnie niewielkich nakładach uzyskać współspalanie na poziomie 15 proc. Dla kotłów pyłowych jest to od 5 do 10 proc. Nawet zakładając, że wszystkie bloki zagospodarują biomasę we wspomnianym stopniu, w dalszym ciągu nie wystarczy to do osiągnięcia zakładanego piętnastoprocentowego celu. Wśród wytwórców energii elektrycznej perspektywa dalszego wzrostu jest jeszcze trudniejsza. Obecny poziom współspalania przekraczający 92 proc. oznacza, że dalszy wzrost może być uzyskany praktycznie wyłącznie przez budowę dedykowanych bloków spalania biomasy.
Reasumując - zainstalowane w kraju instalacje nie będą w stanie sprostać narzuconym celom. Pytanie, jaki zakres inwestycji jest konieczny i co będzie decydowało o ich opłacalności?
Kluczem jest paliwo
Doświadczenie z innych krajów europejskich pokazuje, że w dziesięcioletnim czasie statystycznie koszt inwestycji to nieco ponad 30 proc. całkowitego kosztu wytworzenia energii, natomiast ponad 55 proc. przypada na koszt samej biomasy. Co więcej, również koszty inwestycji w znacznym stopniu zależą od spalanego surowca. Zakres koniecznych modyfikacji technologicznych w układach rozdrabniania oraz podawania paliwa jest bezpośrednio związany z lepkością wykorzystywanej biomasy. Należy przy tym mieć na uwadze, że to właśnie te systemy generują najwięcej kosztów przy większości modyfikacji (zmiany w paleniskach występują zdecydowanie rzadziej). Jednocześnie jakość spalanego surowca przekłada się na żywotność całej instalacji (głównie urządzeń pomocniczych). Biorąc to wszystko pod uwagę, widać, że parametry wykorzystywanej biomasy są kluczem dla opłacalności inwestycji.
W praktyce przytoczone cele przekładają się na roczną dynamikę na poziomie około 2,5 proc. O ile jest to wartość niezbyt wyśrubowana, biorąc pod uwagę, że przez ostatnie kilka lat wynosiła ona nieco ponad 3 proc, to jednak patrząc wyłącznie na energię elektryczną, wzrost musi sięgnąć ponad 11 proc, co jest już celem ambitnym.
Więcej, ale za mało
Dotychczas dominującym czynnikiem wzrostu było zwiększenie udziału bezpośredniego współspalania biomasy w tradycyjnych elektrociepłowniach węglowych. Dla producentów jest to bowiem najszybszy i najlepiej rozpoznany sposób uzyskania wymaganego poziomu OZE. Większość planowanych w kraju inwestycji w budowę lub modyfikację bloków podąża tą właśnie ścieżką.
W ciepłownictwie obecnie stosowane kotły fuidalne mogą przy relatywnie niewielkich nakładach uzyskać współspalanie na poziomie 15 proc. Dla kotłów pyłowych jest to od 5 do 10 proc. Nawet zakładając, że wszystkie bloki zagospodarują biomasę we wspomnianym stopniu, w dalszym ciągu nie wystarczy to do osiągnięcia zakładanego piętnastoprocentowego celu. Wśród wytwórców energii elektrycznej perspektywa dalszego wzrostu jest jeszcze trudniejsza. Obecny poziom współspalania przekraczający 92 proc. oznacza, że dalszy wzrost może być uzyskany praktycznie wyłącznie przez budowę dedykowanych bloków spalania biomasy.
Reasumując - zainstalowane w kraju instalacje nie będą w stanie sprostać narzuconym celom. Pytanie, jaki zakres inwestycji jest konieczny i co będzie decydowało o ich opłacalności?
Kluczem jest paliwo
Doświadczenie z innych krajów europejskich pokazuje, że w dziesięcioletnim czasie statystycznie koszt inwestycji to nieco ponad 30 proc. całkowitego kosztu wytworzenia energii, natomiast ponad 55 proc. przypada na koszt samej biomasy. Co więcej, również koszty inwestycji w znacznym stopniu zależą od spalanego surowca. Zakres koniecznych modyfikacji technologicznych w układach rozdrabniania oraz podawania paliwa jest bezpośrednio związany z lepkością wykorzystywanej biomasy. Należy przy tym mieć na uwadze, że to właśnie te systemy generują najwięcej kosztów przy większości modyfikacji (zmiany w paleniskach występują zdecydowanie rzadziej). Jednocześnie jakość spalanego surowca przekłada się na żywotność całej instalacji (głównie urządzeń pomocniczych). Biorąc to wszystko pod uwagę, widać, że parametry wykorzystywanej biomasy są kluczem dla opłacalności inwestycji.
- 1
- 2
- 3
- 4
- Następna strona
KOMENTARZE (10)
-
12.06.2010 07:42sasza
-
20.05.2010 12:26nikita
-
08.05.2010 18:19autoidea



spalanie biomasy
spalanie jej nie zmiejszy emisji CO2 a doprowadzi do wyjałowienia ziem polskich .