Autor: Jarosław Maślanek | 2008-11-09
UKE: obserwator, regulator
Istnienie UKE to oznaka wciąż słabej liberalizacji rynku, który podlega nadzorowi i wymaga administracyjnej interwencji.
Poważnie wygląda sprawa pozwu Komisji Europejskiej za regulowanie cen internetu szerokopasmowego przez UKE. Komisja pozwała Polskę do Trybunału Sprawiedliwości za kary nakładane przez UKE na
Telekomunikację Polską w związku z cenami Neostrady i żądanie przedstawienia do zatwierdzania cenników za tę usługę.
Zdaniem KE, dostęp do internetu szerokopasmowego nie jest w prawie unijnym usługą regulowaną i nie może być administracyjnej ingerencji na poziomie cen detalicznych. Przy okazji powróciło więc pytanie o rolę regulatora w obliczu zmian na rynku telekomunikacyjnym. UKE to bowiem urząd, który powinien dążyć do samolikwidacji (po możliwie najpełniejszej liberalizacji rynku), a jednocześnie, aby ta liberalizacja była możliwa, postuluje wzmocnienie swojej pozycji.
Krok ku realizacji części tych postulatów uczyniono w tym roku, uchwalając nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji.
Zgodnie z nią, spory zakres obecnych kompetencji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zostanie przekazanych do UKE (m.in.: przyznawanie koncesji, kontrolowanie nadawców, przyznawanie lub odbieranie statusu nadawcy społecznego).
Stanowisko prezesa UKE obsadzane byłoby nie jak do tej pory z nominacji premiera, ale przez Sejm na wniosek szefa Rady Ministrów.
Zapisy nowelizacji przybliżają więc integrację w jednym urzędzie kompetencji regulacyjnych w zakresie rynków telekomunikacyjnego i medialnego. Rozdział funkcji kontrolnych na dwa urzędy, zajmujące się rynkami coraz bardziej do siebie zbliżonymi, jest, zdaniem entuzjastów takiego podejścia, nie tylko anachroniczny, ale i polityczny. Istotniejsza zmiana w funkcjonowaniu KRRiT będzie jednak o tyle trudna do przeprowadzenia, że jest to organ umocowany konstytucyjnie. Podnosi się więc postulat przekazania do UKE części problematyki związanej z technicznymi aspektami rynku, pozostawiając np. zakres nadzoru nad prawami autorskimi czy związanych z dostępem do treści. Za pełną integracją kompetencji przemawia natomiast zachodzenie na siebie usług telekomunikacyjnych, np. typu triple-play, zawierających telefon, internet i telewizję.
Taka konwergencja powoduje krzyżowanie kompetencji regulacyjnych, co może prowadzić do chaosu decyzyjnego, wymaga więc nadzoru jednego podmiotu. Na razie oba urzędy skazane są na współdziałanie, a regulatorowi rynku telekomunikacyjnego na razie nie grozi likwidacja, i to nie dlatego, że do pełnej liberalizacji jest jeszcze daleka droga, ale z powodu pojawiania się nowych rozwiązań, wymagających nadzoru administracyjnego, wykluczającego zachowania monopolistyczne.
Zdaniem KE, dostęp do internetu szerokopasmowego nie jest w prawie unijnym usługą regulowaną i nie może być administracyjnej ingerencji na poziomie cen detalicznych. Przy okazji powróciło więc pytanie o rolę regulatora w obliczu zmian na rynku telekomunikacyjnym. UKE to bowiem urząd, który powinien dążyć do samolikwidacji (po możliwie najpełniejszej liberalizacji rynku), a jednocześnie, aby ta liberalizacja była możliwa, postuluje wzmocnienie swojej pozycji.
Krok ku realizacji części tych postulatów uczyniono w tym roku, uchwalając nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji.
Zgodnie z nią, spory zakres obecnych kompetencji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zostanie przekazanych do UKE (m.in.: przyznawanie koncesji, kontrolowanie nadawców, przyznawanie lub odbieranie statusu nadawcy społecznego).
Stanowisko prezesa UKE obsadzane byłoby nie jak do tej pory z nominacji premiera, ale przez Sejm na wniosek szefa Rady Ministrów.
Zapisy nowelizacji przybliżają więc integrację w jednym urzędzie kompetencji regulacyjnych w zakresie rynków telekomunikacyjnego i medialnego. Rozdział funkcji kontrolnych na dwa urzędy, zajmujące się rynkami coraz bardziej do siebie zbliżonymi, jest, zdaniem entuzjastów takiego podejścia, nie tylko anachroniczny, ale i polityczny. Istotniejsza zmiana w funkcjonowaniu KRRiT będzie jednak o tyle trudna do przeprowadzenia, że jest to organ umocowany konstytucyjnie. Podnosi się więc postulat przekazania do UKE części problematyki związanej z technicznymi aspektami rynku, pozostawiając np. zakres nadzoru nad prawami autorskimi czy związanych z dostępem do treści. Za pełną integracją kompetencji przemawia natomiast zachodzenie na siebie usług telekomunikacyjnych, np. typu triple-play, zawierających telefon, internet i telewizję.
Taka konwergencja powoduje krzyżowanie kompetencji regulacyjnych, co może prowadzić do chaosu decyzyjnego, wymaga więc nadzoru jednego podmiotu. Na razie oba urzędy skazane są na współdziałanie, a regulatorowi rynku telekomunikacyjnego na razie nie grozi likwidacja, i to nie dlatego, że do pełnej liberalizacji jest jeszcze daleka droga, ale z powodu pojawiania się nowych rozwiązań, wymagających nadzoru administracyjnego, wykluczającego zachowania monopolistyczne.
KOMENTARZE (0)
NIE DODANO JESZCZE ŻADNEGO KOMENTARZA
