RSS
    • m.wnp.pl

Ulotna energia z biogazu

Marcin Szczepański - 2009-12-19

- Wykorzystanie biomasy w małych, wydajnych jednostkach pozwoli na uzyskanie łącznej mocy rzędu 3 tys. MW -twierdzi Zbigniew Kamieński, dyrektor Departamentu Energetyki w Ministerstwie Gospodarki. Według ostrożnych szacunków, inwestycje te mogą kosztować przynajmniej 40 mld zł. Według rządowych analiz, koszt budowy 1 MW mocy produkcyjnych w postaci biogazowni wynosi 12-14 mln zł. Zdaniem przedstawicieli branży, są to szacunki zaniżone.

- Koszt jednej biogazowni to ok. 20 mln zł, w zależności od wielkości i stosowanego paliwa - twierdzi prezes Kopeksu.

Czy osiągnięcie liczby 2,5 tys. biogazowni w obecnych warunkach jest jednak możliwe? Trudno to ocenić ze względu na bardzo długą i skomplikowaną procedurę prawną. W Niemczech czy Austrii w początkowym okresie rozwoju rynku biogazowego średnia moc biogazowni nie przekraczała 100 kW Było więc bardzo dużo niewielkich biogazowni o mocy 40-60 kW Takie instalacje mogłyby powstawać w bardzo wielu średnich gospodarstwach rolnych lub nawet grupach łączących niewielkie gospodarstwa. Problem w tym, że nie powstaną, o ile nie zostaną uproszczone procedury prawne.

Lęki i bariery

- W obecnym stanie prawnym w praktyce żaden rolnik nie jest w stanie przeprowadzić tej procedury samodzielnie - uważa Jacek Dach, specjalista z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu i współpracownik spółki Polska Energetyka Odnawialna SA.

Są jednak i optymiści. - W naszej ocenie, w Polsce można wybudować około 3 tysięcy biogazowni o bardzo zróżnicowanej mocy - od kilkuset kilowatów do 3 MW, wykorzystując do ich zasilania istniejące odpady organiczne i uprawy celowe - twierdzi Paweł Jagustyn, prezes Agrogazu.

Jego zdaniem, rynek biogazowni w Polsce dopiero powstaje i można porównać go z rokiem 2004 w historii polskiej energetyki wiatrowej.

- Jest jednak wiele przesłanek pozwalających twierdzić, że może on rozwijać się szybciej, ale pod warunkiem, iż odpowiednie ministerstwa podejmą się likwidacji barier jego rozwoju - uważa Jagustyn.

Zwraca uwagę na powszechne zjawisko rozbieżnych interpretacji przepisów w poszczególnych urzędach. W efekcie dochodzi do sytuacji, że wójt czy burmistrz gminy, gdzie ma powstać zakład, są przychylni dla inwestycji, natomiast ich radcy prawni porównują biogazownie z elektrownią wiatrową, co świadczy tylko o braku zrozumienia projektu.

- Takie sytuacje stwarza brak jednoznacznych zapisów o biogazowniach w ustawach. Oczywiście dochodzi do tego również opieszałość urzędników z podejmowaniem decyzji - wylicza Paweł Jagustyn.

DODAJ KOMENTARZ

wnp.pl

forum.wnp.pl - dyskusje na tematy gospodarcze