Upadłość nie zawsze oznacza klęskę
Tadeusz Gańczarczyk - 2010-01-09
Upadłość kojarzy się jak najgorzej. Ale życie napisało w Chorzowie Batorym zupełnie inny scenariusz. Okazało się, że decyzję o upadłości huty - żywicielki można obrócić w sukces dzielnicy i jej mieszkańców.
Pierwsze wzmianki o Hajdukach Wielkich pojawiły się w XVII wieku, ale dzieje miejscowości łączą się z powstaniem w 1839 roku "Bismarckhütte" (dzisiejsza Huta Batory). To huta wytyczyła kierunek
rozwoju tej największej obecnie dzielnicy Chorzowa. To jej kolejne zarządy przyczyniły się do budowy domów, oberży, domu kultury, szpitala i kościoła.
Dzielnica Batory, a wcześniej Hajduki Wielkie, nigdy nie była bogata, ale nie można też powiedzieć, że była biedna. Typowa, spokojna, śląska dzielnica robotnicza, która żyła wokół swojego najstarszego zakładu. Kiedy powiał wiatr zmian, huta - matka i żywicielka - popadła, jak wiele innych zakładów przemysłu ciężkiego, w poważne tarapaty, a w konsekwencji
ogłosiła upadłość. Mieszkańcom strach zajrzał w oczy. Koniec świata! Wszystko runęło - ponadstuletnia tradycja, bezpieczeństwo, perspektywy.
- Prawie piątą część powierzchni tej dzielnicy zajmowały tereny przemysłowe, głównie Huty Batory - potwierdza Marek Kopel, prezydent Chorzowa. - To był zakład pracy, który mógł uchodzić przez parędziesiąt lat za żywiciela dzielnicy. W najlepszym okresie to było kilkanaście tysięcy pracowników, głównie mieszkańców najbliższej okolicy, a jeśli doliczyć wszelkie firmy działające wokół huty, to można powiedzieć, że zdecydowana większość mieszkańców tej dzielnicy była związana z Hutą Batory. Huta nie tylko dawała pracę, ale zajmowała się kulturą, rozrywką, sportem, zdrowiem - słowem, kształtowała codzienne życie mieszkańców.
W czasach transformacji ustrojowej przemysłowe molochy zaczęły się odchudzać, zmieniały profil produkcji, zmniejszały kadry, wprowadzały nowe technologie. W Hucie Batory Spółce Akcyjnej, w której Skarb Państwa posiadał prawie 15 proc. udziałów, nie było środków na restrukturyzację i nowoczesność. Stopniowo spadało zatrudnienie i płace, rosły długi, a do ludzi coraz częściej dochodziła straszna prawda - hucie grozi bankructwo.
Z ogonem długów
Najpierw huta, walcząc o życie, musiała zrezygnować z poważnej części zaplecza nieprodukcyjnego. Część przejęło miasto na swoje barki, a na przykład kasyno (dawna oberża hutnicza) poszło w prywatne ręce. Na przełomie 2001/2002 r. sytuacja była tragiczna, w czerwcu 2003 r. ogłoszono upadłość.
- Zarząd Huty Batory SA złożył wniosek o upadłość w ostatniej chwili, za pięć dwunasta. Wszystko było na chodzie, majątek nie był zniszczony ani rozkradziony - mówi Stanisław Miśta, syndyk masy upadłości Huty Batory SA.
Dzielnica Batory, a wcześniej Hajduki Wielkie, nigdy nie była bogata, ale nie można też powiedzieć, że była biedna. Typowa, spokojna, śląska dzielnica robotnicza, która żyła wokół swojego najstarszego zakładu. Kiedy powiał wiatr zmian, huta - matka i żywicielka - popadła, jak wiele innych zakładów przemysłu ciężkiego, w poważne tarapaty, a w konsekwencji
ogłosiła upadłość. Mieszkańcom strach zajrzał w oczy. Koniec świata! Wszystko runęło - ponadstuletnia tradycja, bezpieczeństwo, perspektywy.
- Prawie piątą część powierzchni tej dzielnicy zajmowały tereny przemysłowe, głównie Huty Batory - potwierdza Marek Kopel, prezydent Chorzowa. - To był zakład pracy, który mógł uchodzić przez parędziesiąt lat za żywiciela dzielnicy. W najlepszym okresie to było kilkanaście tysięcy pracowników, głównie mieszkańców najbliższej okolicy, a jeśli doliczyć wszelkie firmy działające wokół huty, to można powiedzieć, że zdecydowana większość mieszkańców tej dzielnicy była związana z Hutą Batory. Huta nie tylko dawała pracę, ale zajmowała się kulturą, rozrywką, sportem, zdrowiem - słowem, kształtowała codzienne życie mieszkańców.
W czasach transformacji ustrojowej przemysłowe molochy zaczęły się odchudzać, zmieniały profil produkcji, zmniejszały kadry, wprowadzały nowe technologie. W Hucie Batory Spółce Akcyjnej, w której Skarb Państwa posiadał prawie 15 proc. udziałów, nie było środków na restrukturyzację i nowoczesność. Stopniowo spadało zatrudnienie i płace, rosły długi, a do ludzi coraz częściej dochodziła straszna prawda - hucie grozi bankructwo.
Z ogonem długów
Najpierw huta, walcząc o życie, musiała zrezygnować z poważnej części zaplecza nieprodukcyjnego. Część przejęło miasto na swoje barki, a na przykład kasyno (dawna oberża hutnicza) poszło w prywatne ręce. Na przełomie 2001/2002 r. sytuacja była tragiczna, w czerwcu 2003 r. ogłoszono upadłość.
- Zarząd Huty Batory SA złożył wniosek o upadłość w ostatniej chwili, za pięć dwunasta. Wszystko było na chodzie, majątek nie był zniszczony ani rozkradziony - mówi Stanisław Miśta, syndyk masy upadłości Huty Batory SA.
KOMENTARZE (4)
-
23.02.2010 15:25józef
-
09.02.2010 21:19gracz
-
11.01.2010 08:40Ja



;-)
widać jak tu wszystko rośnie w siłe - aż miło jest mieszkać na batorym