Autor: Rozmawiała: Marcelina Gołębiewska | 2005-10-18
W strefie szantażu energetycznego
Rozmowa z Artiomem Malginem, politologiem z Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (MGIMO) przy Ministerstwie Spraw Zagranicznych Rosji.
- Vide gazociąg bałtycki.
- Projekt tego gazociągu pokazuje, jakie efekty dają złe relacje polityczne Rosji z Polską.
- Pan rzeczywiście jest zdania, że przyspieszenie w rosyjsko-niemieckim projekcie jest efektem skomplikowania się polsko-rosyjskich stosunków?
- Przyspieszenie to ma także szereg innych przyczyn. Kolejne przypomnienie o gazociągu miało pokazać trwałość europejskich priorytetów Władimira Putina i podkreślić rosyjsko-niemiecką przyjaźń. Powrót do tematu gazociągu pod dnem Bałtyku właśnie w drugiej połowie 2005 roku stanowił też o bardzo silnym poparciu dla kanclerza Schroedera. To była gra po stronie Schroedera na niemieckim politycznym boisku. Rosja miała zamiar pokazać, że nawet z odchodzącym kanclerzem pójdzie na takie projekty, a zatem, jeśli niemiecki wyborca zagłosuje znowu na socjaldemokratów, to otrzyma bonus w postaci gazociągu.
- Trudno więc krytykować poszukiwania przez odbiorców rosyjskiej ropy i rosyjskiego gazu alternatywnych źródeł zaopatrzenia w te surowce.
- Problem polega na tym, że w poszukiwaniach alternatywnych źródeł dostaw z jednej i alternatywnych dróg transportu z drugiej strony, jest bardzo wiele wzajemnego szantażu politycznego, cechującego zresztą całość relacji energetycznych w Europie środkowej i Wschodniej. Najbardziej wyrazistym tego przykładem jest rurociąg Odessa-Brody, prowadzący donikąd i potrzebny wyłącznie z politycznego punktu widzenia.
- Co do politycznego uzasadnienia, to ukraińska rura i gazociąg bałtycki mogą mieć akurat wiele wspólnego. Wróćmy do "uwielostronnienia" dialogu energetycznego Unia - Rosja. Co może przekonać Unię do poszerzenia go o Białoruś, pozostającą w szczególnej sytuacji politycznej i na poziomie politycznym raczej izolowaną niż zapraszaną do współpracy z UE?
- Projekt tego gazociągu pokazuje, jakie efekty dają złe relacje polityczne Rosji z Polską.
- Pan rzeczywiście jest zdania, że przyspieszenie w rosyjsko-niemieckim projekcie jest efektem skomplikowania się polsko-rosyjskich stosunków?
- Przyspieszenie to ma także szereg innych przyczyn. Kolejne przypomnienie o gazociągu miało pokazać trwałość europejskich priorytetów Władimira Putina i podkreślić rosyjsko-niemiecką przyjaźń. Powrót do tematu gazociągu pod dnem Bałtyku właśnie w drugiej połowie 2005 roku stanowił też o bardzo silnym poparciu dla kanclerza Schroedera. To była gra po stronie Schroedera na niemieckim politycznym boisku. Rosja miała zamiar pokazać, że nawet z odchodzącym kanclerzem pójdzie na takie projekty, a zatem, jeśli niemiecki wyborca zagłosuje znowu na socjaldemokratów, to otrzyma bonus w postaci gazociągu.
- Trudno więc krytykować poszukiwania przez odbiorców rosyjskiej ropy i rosyjskiego gazu alternatywnych źródeł zaopatrzenia w te surowce.
- Problem polega na tym, że w poszukiwaniach alternatywnych źródeł dostaw z jednej i alternatywnych dróg transportu z drugiej strony, jest bardzo wiele wzajemnego szantażu politycznego, cechującego zresztą całość relacji energetycznych w Europie środkowej i Wschodniej. Najbardziej wyrazistym tego przykładem jest rurociąg Odessa-Brody, prowadzący donikąd i potrzebny wyłącznie z politycznego punktu widzenia.
- Co do politycznego uzasadnienia, to ukraińska rura i gazociąg bałtycki mogą mieć akurat wiele wspólnego. Wróćmy do "uwielostronnienia" dialogu energetycznego Unia - Rosja. Co może przekonać Unię do poszerzenia go o Białoruś, pozostającą w szczególnej sytuacji politycznej i na poziomie politycznym raczej izolowaną niż zapraszaną do współpracy z UE?
KOMENTARZE (0)
NIE DODANO JESZCZE ŻADNEGO KOMENTARZA
