Autor: Marcin Szczepański | 2010-08-22
Więcej smaru!
W zapaści na rynku olejów smarowych polscy producenci ratowali się eksportem. Sytuacja wolno wraca do normy, ale z pewnością nie będzie to już ten sam rynek...
Eksperci z firmy Fuchs szacują, że globalny rynek mógł się skurczyć o kilkanaście procent.
Oznaczałoby to, iż w 2009 roku świat skonsumował nieco ponad 30 milionów ton środków smarowych, co jest równoznaczne ze spadkiem do poziomów rynku sprzed 1970 roku.- Według rozmaitych szacunków, mógł się on skurczyć w pierwszym kwartale 2009 roku o 20-40 proc. w zależności od rodzaju produktów i regionu. W pozostałych kwartałach światowy rynek pozostawał na dość stabilnym poziomie - twierdzi Marcin Szponder, dyrektor w Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.
Polski rynek olejów smarowych także znajdował się w 2009 roku pod wpływem niekorzystnych tendencji makroekonomicznych, co w zasadniczy sposób wpłynęło na część zachodzących na nim procesów.
Dane POPiHN pokazują, że zwłaszcza od strony tonażowej rynek odczuł w sposób wyraźny spowolnienie gospodarcze. Według danych tej organizacji, polski rynek osiągnął w całym roku poziom 206 tysięcy ton sprzedanych środków smarowych wobec 231 tysięcy rok wcześniej. Stanowi to zatem spadek o 11 proc. rok do roku.
W ślad za spadającym popytem krajowym i osłabiającym się złotym doszło do odwrócenia wzrostowego dotąd trendu w imporcie. W roku 2009 import środków smarowych do Polski zmalał wyraźnie, bo o przeszło 13 proc. W odpowiedzi na mniejsze zapotrzebowanie w kraju i osłabianie się złotego niektóre spółki olejowe skierowały część produkcji na rynki zagraniczne. Tym samym eksport olejów smarowych z Polski wzrósł wyraźnie (o około 8 procent) kolejny rok z rzędu, osiągając w roku 2009 poziom około 233 tys. ton.
Coraz większe znaczenie w strukturze polskiego eksportu odgrywają kraje byłego ZSRR. W minionym roku wzrosła sprzedaż polskich olejów do Estonii, która zresztą jako jedyna z trzech nadbałtyckich republik trwale i systematycznie poprawia swoje wskaźniki gospodarcze.
- W Rosji jest trudniej, ale to wynika raczej z wewnętrznych uwarunkowań.
Tam zawsze trzeba być cierpliwym - zauważa Jacek Matracki, dyrektor handlowy Lotos Oil. - Odnotowujemy jednak, że podjęte w ubiegłym roku działania prosprzedażowe już przekładają się na wielkość dostawy.
KOMENTARZE (0)
NIE DODANO JESZCZE ŻADNEGO KOMENTARZA

