Wojna o cargo
Piotr Stefaniak - 2010-05-01
Otwarcie rynku kolejowego na konkurencję sprawiło, że ceny przewozów zmalały w latach 2004-08 stopniowo o 25 proc. W ubiegłym roku spadek był raptowny - o 20 proc. Zdrowa rywalizacja przerodziła się w zażartą wojnę. Czy będą ofiary?
Po dość twardych rozmowach, lecz nie odbiegających od wielu poprzednich, jesienią ubiegłego roku Węglokoks podpisał z przewoźnikami kolejowymi kontrakty na przewozy węgla z kopalń do portów morskich.
Na warunkach, na jakie nie liczył, siadając do stołu. Ceny cargo udało mu się obniżyć średnio o 16-17 proc.
- Pracujemy też nad nowymi kontraktami, co może zaowocować dalszym spadkiem stawek przewozowych o 20 procent w relacji rok do roku - mówi Edmund Plutecki, dyrektor ds. logistyki spółki Węglokoks.
Coraz krótsza kołdra
Wojna rozpoczęła się późną jesienią ub.r. - na ten okres przypada zwyczajowo pora kontraktacji na rok przyszły. Pierwsza połowa roku upłynęła pod znakiem dramatycznego spadku przewozów - w ujęciu tonażowym o blisko 1/3. A ponieważ działalność transportowa na kolei charakteryzuje się wysokim poziomem kosztów stałych, efektywność osiąga ten, kto lepiej użytkuje wagony, lokomotywy i drużyny maszynistów. Powstała wielka presja zarządów spółek na zapewnienie kontraktów w 2010 roku. Także za wszelką cenę.
Wśród wielu przetargów, o które w szranki stanęli wyspecjalizowani przewoźnicy, uwagę przykuły te na przewozy węgla z kopalń do elektrowni. To intratne zlecenia gwarantujące pracę przewozową na cały rok, dotyczące jednostkowo wielkiej masy do przewiezienia - nawet ponad 1 mln ton. Niektóre z nich miały być podpisane na okres dłuższy niż 12 miesięcy.
- To właśnie w ich przypadku obaj przewoźnicy państwowi, PKP Cargo i DB Schenker, zaczęli agresywną walkę, obniżając dramatycznie dla rynku stawki przewozów - stwierdza Krzysztof Sędzikowski, prezes zarządu CTL Logistics. - Można to udowodnić, bo to były przetargi publiczne i znane są ich wyniki.
PKP Cargo w przetargu na obsługę Elektrowni Kozienice przebił konkurencję ze stawką 6,57 zł/tonę na kierunku Śląsk-zakład (o 33 proc. niższą niż rok wcześniej), a w relacji Bogdanka-zakład stawką 16,44 zł/tonę (spadek o 17,4 proc.). Jak szacuje CTL, zwycięzca pokrył w cenie koszty zmienne, lecz tylko w małej części koszty stałe. Głównie z tego powodu, że cena zaledwie w 25 proc. uwzględniała koszty taboru niezbędnego do realizacji przewozów. CTL nazwał nawet tę współzależność "współczynnikiem krótkiej kołdry".
- Gołym okiem widać, że te kontrakty nie mogą być rentowne, a w dodatku zarząd zwycięskiego przewoźnika nie uwzględnia kosztów amortyzacji sprzętu - nawet jeżeli jest on wyeksploatowany - uważa prezes Sędzikowski.
- Pracujemy też nad nowymi kontraktami, co może zaowocować dalszym spadkiem stawek przewozowych o 20 procent w relacji rok do roku - mówi Edmund Plutecki, dyrektor ds. logistyki spółki Węglokoks.
Coraz krótsza kołdra
Wojna rozpoczęła się późną jesienią ub.r. - na ten okres przypada zwyczajowo pora kontraktacji na rok przyszły. Pierwsza połowa roku upłynęła pod znakiem dramatycznego spadku przewozów - w ujęciu tonażowym o blisko 1/3. A ponieważ działalność transportowa na kolei charakteryzuje się wysokim poziomem kosztów stałych, efektywność osiąga ten, kto lepiej użytkuje wagony, lokomotywy i drużyny maszynistów. Powstała wielka presja zarządów spółek na zapewnienie kontraktów w 2010 roku. Także za wszelką cenę.
Wśród wielu przetargów, o które w szranki stanęli wyspecjalizowani przewoźnicy, uwagę przykuły te na przewozy węgla z kopalń do elektrowni. To intratne zlecenia gwarantujące pracę przewozową na cały rok, dotyczące jednostkowo wielkiej masy do przewiezienia - nawet ponad 1 mln ton. Niektóre z nich miały być podpisane na okres dłuższy niż 12 miesięcy.
- To właśnie w ich przypadku obaj przewoźnicy państwowi, PKP Cargo i DB Schenker, zaczęli agresywną walkę, obniżając dramatycznie dla rynku stawki przewozów - stwierdza Krzysztof Sędzikowski, prezes zarządu CTL Logistics. - Można to udowodnić, bo to były przetargi publiczne i znane są ich wyniki.
PKP Cargo w przetargu na obsługę Elektrowni Kozienice przebił konkurencję ze stawką 6,57 zł/tonę na kierunku Śląsk-zakład (o 33 proc. niższą niż rok wcześniej), a w relacji Bogdanka-zakład stawką 16,44 zł/tonę (spadek o 17,4 proc.). Jak szacuje CTL, zwycięzca pokrył w cenie koszty zmienne, lecz tylko w małej części koszty stałe. Głównie z tego powodu, że cena zaledwie w 25 proc. uwzględniała koszty taboru niezbędnego do realizacji przewozów. CTL nazwał nawet tę współzależność "współczynnikiem krótkiej kołdry".
- Gołym okiem widać, że te kontrakty nie mogą być rentowne, a w dodatku zarząd zwycięskiego przewoźnika nie uwzględnia kosztów amortyzacji sprzętu - nawet jeżeli jest on wyeksploatowany - uważa prezes Sędzikowski.
- 1
- 2
- 3
- 4
- Następna strona
KOMENTARZE (4)
-
13.04.2011 13:29ktoś
-
02.04.2011 20:57czynny maszynista
-
01.04.2011 11:00czynny maszynista



Psie pieniądze !!!
Zgadzam się z kolegą w 100%.Za nadgodziny nie płacą , podwyżek nie było od 3 lat premie i nagrody dają swoim kolesiom. Nadgodziny (...)